This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
ja tylko z soli kuchennej robiłem Sad

Ogólnie to bez zmian, stany psychiczne to bardzo słaby wskaźnik stanu zdrowia fizycznego. to, że zrobiłem tyle zaległych rzeczy wynikało pewnie z tego, że pojawiła się zewnętrzna motywacja, a nie z tego, że coś się poprawiło w funkcjonowaniu ciała.

Liczyłem na ten naltrekson, napalałem się jak szczerbaty na suchary a tu nic.

No ale w 2020 coś się stało, jednocześnie urosły całkiem dużo obłączki oraz całkowicie inaczej zaczął funkcjonować mózg.

Na ścianie mam kartkę, przylepiłem jakoś kilka miesięcy po tej poprawie, żeby nie zapomnieć co mniej więcej brałem, ale też nie do końca jest na niej to, co dokładnie wtedy było, parę rzeczy mogłem pominąć, parę dodać...

- piracetam
- hmb
- daa
- b1 + p5p
- melatonina
- ala + karnityna
- q10
- beta alanina

Do tego zdjęcie jest, gdzie wysłałem koleżance co zaczynam brać, był tam też wapń i kreatyna

Do tego zamówiłem wtedy luteinę z zeaksantyną

No i tyle, po tym zestawie odrosły obłączki. Odrosły też w 2010, gdy nie brałem prawie nic z powyższych.

No nic, przynajmniej przypomniałem sobie, że mam codziennie brać kreatynę. Ona była i w 2010 i w 2020. Kiedyś testowałem ją w naprawdę dużych dawkach i nie było zmiany psychicznej, nie odrosły obłączki, nie poprawiła się wydolność tlenowa.
Odpowiedz
(07-01-2024, 09:04 PM)Temper napisał(a): To była czwarta, a może piąta klasa podstawówki - szczegóły uciekły mi z pamięci. Pierwsze starcie z chemią i magia krystalizacji w roztworach nasyconych. Cała klasa pełna solnych kryształów, a ja z dumą zaprezentowałem siarczan miedzi, który tata używał do walki z grzybem na ścianach. Pamiętam, że tworzenie kryształów z różnych substancji było opisane w książce Stefana Sękowskiego, znanego w poprzednim ustroju chemika.

Co prawda, dziewczynom tym nie zaimponowałem, ale za to miałem dziecięcą satysfakcję z posiadania czegoś, czego nikt inny nie miał.

Mi to przypomniało koncept "familiar but different" z książki pop-psychologicznej Hit Makers: The Science of Popularity in an Age of Distraction. Żeby coś naprawdę docenić musimy mieć to do czego porównać, coś musi być wystarczająco znajome, ale jednak inne.

"ale za to miałem dziecięcą satysfakcję z posiadania czegoś, czego nikt inny nie miał"

Nie taka dziecięca taka satysfakcja Big Grin

Koledzy lizali twój kryształ tak jak liże się kryształy soli? Smakował bardziej czy mniej? Jeśli smakował to podgryzali go źeby brać więcej? Może komuś pomogłeś uzupełnić niedobór miedzi i dzisiaj żyje dzięki tobie Big Grin
Odpowiedz
Polizanie kryształu siarczanu miedzi to z pewnością niezapomniane doświadczenie, ale chyba na Ziemi nie istnieje nawet jeden człowiek, który chciałby potem "brać więcej" Big Grin

(to substancja z wyjątkowo mocnym, nieprzyjemnym smakiem, jeden z najlepszych sposobów zabezpieczenia różnych rzeczy przed pogryzieniem przez np szczury)

Spróbuję połączyć duże dawki kreatyny z dużymi dawkami witamin z grupy B, w tym p5p.
Odpowiedz
Siarczan miedzi powoduje też zatrucie pokarmowe, a przy dłuższym kontakcie że skórą także poparzenia. Nie umrze się od takiego zatrucia, ale przyjemne to nie jest. Ojciec mnue ostrzegł, więc też szpanowałem tą wiedzą w szkole.
Odpowiedz
Umrze umrze, tylko dawka musi być odpowiednio duża. bodajże 2 gramy.
Odpowiedz
A, kiedyś koleżance wysłałem siarczan miedzi, żeby sobie rozrobiła do picia po mililitrze dziennie. Wpadła do niej koleżanka, "ale mi się pić chce", złapała za butelkę i pociągnęła solidnie.

Następne kilka godzin spędziła w kiblu rzygając. W sumie to następne kilka dni.

Inna już nie pamiętam, czy sobie całe rozrobiła i wypiła, czy chciała wypić, no ale też było blisko.

Jeszcze do tego doszedł ziom z czata, któremu wysłałem miedź, cynk i zapas molibdenu na rok, niewiele myśląc (a w zasadzie wcale) wziął ten molibden i wypił od razu, tam kilka kryształków było i sobie wkręcił, że to jakaś próbka czy coś...

Przestałem wysyłać ludziom suple w proszku Big Grin
Odpowiedz
Jak można wziąć coś czego przedawkowanie kończy się śmiercią i nie upewnić się 100x czy wszystko się dobrze policzyło. Ja już kilka razy wylewałem roztwory bo zapominałem jakie zrobiłem stężenie.

Co by ich uchroniło przed chęcią wypicia wszystkiego od razu a czego im zabrakło? Oni mieli jakąś podstawową wiedzę o pierwiastkach, świadomość że to zapas na rok? Są z natury mało neurotyczni?
Odpowiedz
Kurde ja naprawdę nie ogarniam, czemu tak zrobili, niektórzy po prostu mają mózg wielkości orzeszka.
Odpowiedz
A co słychać u tego zioma, który wypił zapas molibdenu na raz? Nie wiem, raka dostał... świeci Big Grin?
Odpowiedz
Chyba nic nowego, nie mam już z nim kontaktu. Ale jakby coś miało być, byłoby szybko.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości