This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Hmm, ani potas, ani tyrozyna zdają się nie mieć wpływu. Może po prostu wapń, z powodu dużych dawek magnezu przez długi czas, bez równoległego uzupełniania wapnia?
Odpowiedz
Koleżanka sobie tarczycę wywaliła w kosmos. Nadczynność, poprosiłem, żeby obserwowała, czy coś się zmieni z paznokciami.

U mnie bez zmian... prawie, znowu zauważyłem, że biorąc wapń, mam wrażenie wyostrzonego wzroku. To, co na longecity opisywali, jakby większe wysycenie kolorami, jakby mgła z oczu schodziła.

W zasadzie ten wapń powinienem brać codziennie, bo coś z nim jest mocno na rzeczy, tylko ile razy robię to regularnie, pojawia się jego nadmiar w moczu, do tego stopnia, że są widoczne drobne kryształki. Prosta droga do kamieni nerkowych.

A może to sobie załatwić?

https://www.sciencedirect.com/science/ar...7806800349

Hipoteza jest taka, że na skutek zbyt niskiego poziomu magnezu wewnątrz komórek, organizm nie jest w stanie prawidłowo wykorzystać wapnia. Taki stan rzeczy faktycznie mógłby ciągnąć się latami, to mogłoby odpowiadać za dużą część moich problemów. Ale za cholerę nie tłumaczy objawu Terry'ego.

Hmm...

https://www.liebertpub.com/doi/abs/10.10...alCode=acm

tutaj niby bor pozwolił na usunięcie kamieni nerkowych, są też doniesienia, że chroni przed ich powstawaniem, testowali co prawda potem na szczurach i nic nie dało, a badanie do którego dałem link jest z jakiegoś dziwnego kraju, nie zmienia to faktu, że bor byłby jednak wskazany, bo przynajmniej w teorii ma całkiem spore szanse pomóc.

Spróbuję brać bor jako osłonę dla wapnia. Może w ten sposób da się kontynuować.

Ogólnie - skończyły mi się pomysły. Wypisywałem wszystkie suple, które brałem w okresach poprawy, testowałem je potem jeden po drugim... nic, zero efektu. Nie widzę też innych czynników, które można jakoś wyodrębnić i jasno wskazać "to i to się zmieniało".

Po prostu czasem coś "zaskakuje" w organizmie i obłączki się pojawiają. Co? Cholera wie. Zapewne ma to związek z objawem Terry'ego i jakimś procesem, który do tego objawu doprowadza. To może być nawet jakiś niezłośliwy guz, produkujący jakiś jeden konkretny hormon, wywalający gospodarkę.

Chyba trzeba będzie do naltreksonu się przekonać...
Odpowiedz
(06-11-2024, 10:28 PM)tomakin napisał(a): U mnie bez zmian... prawie, znowu zauważyłem, że biorąc wapń, mam wrażenie wyostrzonego wzroku. To, co na longecity opisywali, jakby większe wysycenie kolorami, jakby mgła z oczu schodziła.

O, to jak po mikrodawkach psychodelików.
Odpowiedz
No, jakby ustalić jakie konkretnie zmiany powodują te psychodeliki, dałoby się ogarnąć, co jest nie tak i co poprawić, żeby było lepiej już "na stałe". Ale to czasem syzyfowa praca jest.
Odpowiedz
0,3 mg. Zaczynamy. Z nerwicą lękową nawet to jest trochę za dużo, teraz będę rozkminiał co mi się dzieje z organizmem Big Grin

Gdzieś miałem kwas borowy chyba, w proszku, jak nie znajdę trzeba będzie kupić.
Odpowiedz
Dorzuciłem potem 0,5 mg. Póki co zero efektów, ani na plus, ani na minus.

Nie jestem pewien, czy to lepiej rozbijać na wiele porcji w ciągu dnia, by osiągnąć lepszy efekt. czy może lepiej trzymać się jednej dawki dziennie. Nie wiem, czy lepiej brać rano, czy wieczorem. Chyba nie ma większej różnicy.

https://www.researchgate.net/publication...post_study

tutaj wyleczyli tym "long covid". Miesiąc 1 mg, potem miesiąc 2 mg.

Co tam jeszcze... A, wapń stanowczo pomaga na sprawność umysłową i ogólne samopoczucie, tylko znowu pojawił się nadmiar w moczu. Zapiszę że wapń pomaga, bo biorę go równolegle z naltreksonem i potem będzie rozkmina, co konkretnie działa, jeśli działa.
Odpowiedz
1 mg, jedyne co jest nowego to we łbie mi się trochę kręci. No ale to czasem mam samo z siebie. Tak czy tak, lepiej nie wsiadać za kółko. No i śmieszna rzecz, swędzi mnie czasem w różnych miejscach, ale tak... konkretnie i nie da się etgo drapaniem zatrzymać, wczoraj stopa, potem udo, zasnąć przez to nie mogłem.

Cudów się po tym naltreksonie spodziewałem, ale to chyba tak nie działa, to raczej po wielu tygodniach, może miesiącach reguluje organizm.

Dziś ostatni dzień wysycania przeciwutleniaczami (w tym witaminą C), jutro wracam już do miedzi.
Odpowiedz
Dalej totalnie zero jakiegokolwiek efektu.

Ksylitol odstawiłem na jakiś czas, zobaczę, czy mi się jelita uspokoją.
Odpowiedz
(06-16-2024, 11:29 PM)tomakin napisał(a): Dalej totalnie zero jakiegokolwiek efektu.

Ksylitol odstawiłem na jakiś czas, zobaczę, czy mi się jelita uspokoją.

Ostatnio miałem trochę jazd z głową. Przestałem sobie radzić ze stresem i dostawałem totalnego doła, plus ataki paniki, naprawdę ostre zjazdy.
Zacząłem brać regularnie CBD, plus Lion's Mane (nie pamiętam jak to było po polsku, chyba soplówka jerzowata, ale nie dam sobie głowy uciąć.) Plus miłorząb japoński w tabletkach i powiem Ci, że ułożyło mnie to trochę. Mam praktycznie czysty umysł jakby się nic nie działo, mimo, że żyję w ogromnym stresie (partnerka ma ciągle jazdy z sercem, plus jesteśmy totalnie bez pieniędzy i wylądujemy lada dzień na ulicy, tzn. teoretycznie, ale w praktyce wracamy do Polski spać u jej taty w malutkim w pokoju, razem z nastoletnią córką (ona o tym jeszcze nie wie).
Wiem, że to trochę nie na temat, ale piszesz, że czasem masz jazdy, a mi to naprawdę pomaga. Miałem też sporo problemów z ciśnieniem, ale odkąd uspokoiłem łeb, to trzymam się na granicy 115/75. Od czasu do czasu podskakuje do 120, najwyższe 130/85. Ale z reguły granice 120 i poniżej.
Od pół roku nie piję, ale uważam, że to nie ma znaczenia, bo jazdy były jeszcze całkiem niedawno. Uspokoiłem się kilka tygodni temu.
Dodałem też medytację o której pisałeś, bodajże Schultza. Codziennie w porze mojej poobiedniej drzemki odsłuchuję nagranie. Jeszcze nigdy nie udało mi się całego, bo zawsze zasypiam.
Ale pracuję nad głową, bo naprawdę dużo mi to pomaga.
Poczytałem też sporo książek o głowie, ale te akurat często takie gówno piszą, że na 100 stron lania wody i pisania o gównie jest jedna strona, która coś zawiera sensownego.
Sumując... suplementy suplementami, bo one na pewno dużo dają, ale najważniejsze to chyba ustawić głowę, potem idzie z górki.
Odpowiedz
No wiadomo, jakbym miał pewność, że u mnie nie ma problemów z organizmem, to skupiałbym się na głowie. Zresztą nawet jeśli są fizyczne, zawsze warto pracować nad sobą. Może nigdy nie naprawię tego, co się zepsuło, przez co pojawił się objaw Terry'ego, więc warto spróbować ułożyć sobie łeb równolegle do szukania przyczyny problemów czysto fizycznych.

To w obie strony działa, psychiatrzy czy psychologowie potrafią kilkadziesiąt lat "leczyć głowę" kogoś, kto ma nie wiem, nadczynność tarczycy czy boreliozę, z zerowym efektem, z drugiej strony można sobie życie zmarnować szukając przyczyny nie istniejącej choroby fizycznej, zamiast posprzątać bałagan na strychu.

U mnie jest o tyle prosto, że mam dowód na chorobę fizyczną i objawy na tyle wyraźne, że bez problemu będę w stanie powiedzieć, gdy się wyleczę (o ile to kiedykolwiek nastąpi). A równolegle robię rzeczy typu właśnie relaksacja czy te ostatnio podróże autobusem, by pozbyć się agorafobii.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości