This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
https://en.wikipedia.org/wiki/Prostaglandin_E2

Nadmiar tego wywołuje bardzo charakterystyczną zmianę w wyglądzie paznokci, głównie przez to, że bardzo mocno zmienia się krążenie pod płytką paznokciową.

Może i niedobór wpływa na wygląd paznokcia? Bez kwasu arachidonowego nie ma pge2. Może to stoi za przyczyną zmian w RZS?

Na ile moja poprawa wynika z piracetamu / choliny, a na ile z tego, że zwiększyłem podaż kwasu arachidonowego w diecie?

Nie no, arachidonowy testowałem już w przeszłości, jedząc więcej jajek, nie było tak spektakularnych efektów jak teraz. Ale fakt, że wtedy nie trzymałem się jakoś specjalnie kurczowo, z tym zawsze mam problemy, teraz jem piracetam i to niejako wymusza zwiększenie spożycia choliny, bo bez tego on nie zadziała, pamiętam o tym, żeby kilka jajek zjeść każdego dnia. Bez piracetamu dawno bym je zmniejszył, teraz je w siebie wmuszam.
Odpowiedz
No kurcze

https://www.reddit.com/r/Supplements/com...alf_moons/

6 miesięcy takich rzeczy, jak:

- dużo żelaza
- troszkę cynku
- więcej białka zwierzęcego

I obłączki ze stanu "nie mam żadnych od wielu, wielu lat" wróciły do "mam teraz duże na wszystkich prawie palcach". Nic innego nie robił, żadnych leków ani nic takiego. Wymusił na sobie regularność w braniu żelaza i jadł więcej białka.

Miał potem wrzucić następny update, nie zrobił tego. I który element zadziałał? Po prostu żelazo? Cynk mógł wpłynąć na pracę jelit, na system odpornościowy? Białko to też cholina z jajek, jod z ryb? Cholesterol, który jest niezbędny do produkcji hormonów? Kwasy tłuszczowe zawarte w produktach odzwierzęcych, takie jak właśnie arachidonowy?

Pisałem już o tym przypadku, co jakiś czas natykam się na takie coś i za cholerę nie mogę tu znaleźć wspólnego mianownika z chorobami, gdzie obłączki zanikają. Jakiś wspólny mianownik jest, ale jaki? Gdzie?

Myślę o cysteinie w kapsułkach. Mam dwa opakowania w proszku, ale no... trudno to jeść. Każdą porcję trzeba rozpuszczać dość długo w wodzie, mieszać, mieszać, każdą trzeba z obrzydzeniem przełykać, bo smak to wyzwanie nawet jak się mocno rozpuści. W efekcie ile razy próbuję dłużej brać, to kończy się po kilku dniach. Chyba za dużo razy próbowałem stu różnych rzeczy i teraz mam do tego stopnia wyrobione odruchy "wyuczonej bezradności", że nie jestem w stanie zbytnio zmusić się do regularności w jakimkolwiek suplemencie, a co dopiero w takim, gdzie 5 razy dziennie trzeba ponad 5 minut poświęcać na przygotowanie ohydnego roztworu.

Bardzo duże dawki cysteiny pojawiły się tuż przed tym, jak zauważyłem, że na kilka dni znikł objaw Terry'ego. Tu jest to trochę zagmatwane, bo cysteina sama z siebie nie zawsze zadziała, wymaga między innymi glutaminy, glicyny, braku nadmiaru wolnych rodników we krwi... no glutaminę właśnie biorę, na jelita. No i cysteina to niby najzdrowsza rzecz pod słońcem. Glutation bardzo mocno spada w KAŻDEJ chorobie, w której znikają obłączki, a cysteina wykazywała działanie lecznicze w bardzo dużej części z tych chorób, czasem całkowicie je lecząc.

Wpadło więcej kasy, to może warto zainwestować w cysteinę w osłonkach. Tylko cebula mnie boli, jak mam dać 45 zł za 60 gramów cysteiny w tabletkach, skoro za 60 zł mogę kupić 200 gramów.

A póki co jednak przymuszę się do cysteiny, ona powinna bardzo ładnie zgrywać się z rzeczami na jelita, zwłaszcza z glutaminą, a także z olejem z wiesiołka. Brrrr, paskudztwo.
Odpowiedz
Kwas masłowy, babka, probiotyki - póki co bez zmian, jeśli chodzi o objaw. No i bądź tu człowieku mądry, co wtedy tak na niego wpłynęło? W moich okresach poprawy najczęściej przewija się stres oksydacyjny, w badaniach nad schorzeniami z objawem / brakiem obłączków zarówno stres oksydacyjny, jak i niski poziom BCAA.

W badaniach nad zespołem przewlekłego zmęczenia przyswajanie białka było zablokowane, póki nie unormowało się flory jelitowej. Niski poziom żelaza również mocno wypacza przyswajanie BCAA. Ale to wszystko są za małe różnice, zresztą gdyby tu był problem, któraś z moich szaleńczych prób brania megadawek różnych rzeczy przywróciłaby równowagę.

No dobra, może żelazo, to trzeba bardzo długo brać, żeby pozbyć się zespołu niespokojnych nóg, czyli przywrócenie pełnego funkcjonowania rzeczy zależnych od tego pierwiastka wymaga czasu i wysokich dawek.

Czytam teraz o bier spots (kolejna rzecz, którą mam) i najczęściej łączy się je z POTS, tachykardią ortostatyczną. Są wręcz klasycznym przykładem objawu zaburzeń o charakterze zbyt silnego natężenia współczulnego przy zbyt słabym przywspółczulnym.

No dobra, co ja takiego mogłem zrobić w 2020, że wyciszył się współczulny układ nerwowy, a wzmocnił przywspółczulny? Czy coś takiego zrobiłem też tuż przed zanikiem objawu Terry'ego?

To może być nawet coś tak głupiego jak... sól kuchenna. To się poleca w POTS, czasem nawet 20 gramów dziennie ludziom zalecają. I kto wie, czy takie dziwne okresy poprawy, jak zanik objawu Terry'ego na kilka dni, to nie efekt chwilowego mocnego zwiększenia soli w diecie. Zjedzenia słonych paluszków czy coś. I mogę sobie śledzić jakie suple jadłem, po co i dlaczego.

Kreatyna w dużych dawkach też jest zalecana jako lek na POTS, ona potrafi zmienić równowagę w stronę przywspółczulnego. Na pewno jadłem w 2020, na pewno kupiłem kilka miesięcy przed poprawą w 2010. Brałem też przed zanikiem objawu. I powinienem brać codziennie, dla zdrowia. W ciągu ostatnich 30 dni nawet parę razy pisałem, że powinienem nią wysycić organizm. Już chociażby z tego względu, że jej efekty wspomagające pracę mózgu są ponoć porównywalne z piracetamem.

Nie no, podoba mi się ta hipoteza współczulny vs przywspólczulny jako przyczyny zaniku obłączków, przywspółczulny = wzrost komórek, w tym tych przy płytce paznokciowej, współczulny = nic nie rośnie, energia jest kierowana na gotowość do walki. I piracetam dość mocno zmienia równowagę w kierunku przywspółczulnego.

Może trzeba jeszcze czegoś, jeszcze jednego czynnika, który pchnie w tym kierunku. Coś, co połączy siły z piracetamem.

Czwarta szklanka n-acetylocysteiny i zagryzę ją wielką łychą kreatyny.

No i od kilku dni regularnie biorę żelazo. To też może mieć związek z równowagą współczulny - przywspółczulny, a tej nocy miałem masakrę z próbami zaśnięcia, pojawił się nawet dość silny zespół niespokojnych nóg, czyli żelaza mocno brakuje.
Odpowiedz
Brrr, chyba mnie jednak dopadła choroba, wszyscy w domu chorzy oprócz mnie. No, do czasu.

https://www.nature.com/articles/s41392-022-01027-6

berberyna chroni przed TMAO. Efekt był na tyle duży, że o kilka procent cofnęły się zmiany miażdżycowe.

https://www.sciencedirect.com/science/ar...6313001599

podobne działanie chroniące przed TMAO ma PQQ.

Gdyby jakaś zaufana marka sprzedawała PQQ w normalnej cenie, to szarpałbym jak Reksio szynkę, z wielu powodów. No ale albo ~100 zł, albo jakieś gym beam, co to w ogóle jest. I dlaczego producent sprzedaje za 33 zł, a sklepy z suplami ten sam suplement za 120 zł?

Dobra... wezmę to przy następnym zamówieniu, raptem 20 zł za miesiąc z wysyłką.
Odpowiedz
Po przeczytaniu recenzji na reddicie, opisów jak ludzie na PQQ reagowali, wziąłem. Razem z berberyną, kilogramem masła orzechowego i jedną z najtańszych D3 jaka jest na rynku.
Odpowiedz
To całe PQQ zasługuje na oddzielny, duży wpis na blogu. Ciekawa sprawa. W przeciwieństwie do innych przeciwutleniaczy, PQQ musi być obecne w diecie przynajmniej szczurów, jak nie ma, to zwierzęta poważnie chorują. Stąd próby nadania mu statusu witaminy. Kłócą się teraz o to, sporo argumentów za i przeciw, no ale jak odetniemy zwierzętom nie wiem, olejek miętowy, to nie zaczną nagle chorować i umierać. Bo olejek nie jest im NIEZBĘDNY. Wszystko wskazuje na to, że PQQ jest.

I jeśli badania z placebo na ludziach wykazywałyby, że wielu osobom pomaga, to mielibyśmy nową witaminę, której niedobory są dość powszechne. To już nie to samo, co jakaś zeaksantyna czy astaksantyna, gdzie co prawda też suplementacja daje plusy, ale brak tego w diecie nie zabija.

Jeszcze żebym miał pewność, że to co kupiłem faktycznie zawiera tę substancję...
Odpowiedz
O

https://journals.scholarsportal.info/det...ml&sub=all

PQQ zmniejszyło nadciśnienie w żyle wrotnej, czyli mechanizm prawdopodobnie odpowiedzialny za objaw Terry'ego.

Tak czysto teoretycznie, skoro to niezbędna dla zdrowia substancja, bez której organizm się wykrzacza, to kto wie, właśnie nie ona jest odpowiedzialna za dużą część objawów w niektórych przewlekłych chorobach. Jej poziom zapewne spada w takich przypadkach, nie jest syntetyzowana przez tkanki, musi być dostarczana z zewnątrz... Badań tu prawie nie ma. To jest jedna z tych rzeczy, które trzeba sprawdzić na sobie.

Takich rzeczy, które być może są odpowiedzialne, ale nikt do końca nie może powiedzieć, że na pewno, bo brakuje badań, są niestety setki. I gdyby to jakimś cudem było PQQ, to nigdy bym się nie domyślił nawet mając 5 tytułów profesorskich i w małym palcu wszystkie do tej pory przeprowadzone badania. Bo nad tą konkretnie rzeczą badań nie ma.

Tak czytam badania i zastanawiam się, czy PQQ nie powinno być w zestawie "bierz do końca życia na wszelki wypadek", w jakieś niewielkiej dawce, zamiast 20 mg dziennie, jak jest zazwyczaj w kapsułkach, powiedzmy 5 mg, albo tabletka co 4 dni. To dalej będą wartości o wiele rzędów wielkości wyższe, niż dostarczane z diety, a cenowo będzie wtedy już OK.

TMAO, jeśli PQQ naprawdę tak mocno obniża jego poziom, to może być najlepszą rzeczą, jaką da się suplementować. Przy założeniu, że TMAO faktycznie jest tak szkodliwe, tutaj zdania naukowców dalej są podzielone.

No tak czy tak, ja powinienem brać przynajmniej na czas moich zabaw z piracetamem, z uwagi na to, że teraz jem bardzo dużo choliny, przez co TMAO pewnie skacze mi pod sufit. No i jest całkiem sporo doniesień, że PQQ ładnie zgrywa się z piracetamem na poziomie komórki, potęgując jego działanie.
Odpowiedz
Jeszcze o cukrze myślę, bo to też może być przyczyna wybudzania się, a z moją dietą to nie byłoby dziwne. Hemoglobinę glikowaną wypadałoby zmierzyć. Kuźwa jak mi się nie chce do labo... poranny cukeir 109 dziś.

I zacznę regularnie chrom brać, po to go kupiłem.

Objaw Terry'ego pojawia się też przy cukrzycy, jakby nie patrzeć.
Odpowiedz
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2410097/

co ta berberyna z cukrzycą zrobiła to historia, skuteczniejsza od metforminy. No super, dwóch polityków jednym kamieniem ubiję, TMAO i cukier ureguluję.
Odpowiedz
Chyba za mało na cukrzycę patrzę. W końcu to druga choroba, gdzie na pewno jest objaw Terry'ego, po marskości wątroby. I jest opis tego przypadku z bodajże Japonii, gdzie był zarówno objaw, jak i zanik obłączków przy niekontrolowanej cukrzycy, a po jej wyleczeniu objaw znikł i obłączki wróciły, wszystko ze zdjęciami robionymi przez prowadzących przypadek lekarzy.

Ale ludzie z naprawdę mocno wywaloną glukozą i insuliną NIE mają objawu, pojawia się czasami i w naprawdę ciężkich przypadkach. Cukrzycy, którzy mają poważne problemy typu stopa cukrzycowa, dalej potrafią mieć obłączki. Gdzieś tam jest związek, ale nie taki 100% jak w marskości wątroby.

I jakby tak dokładniej przyjrzeć się cukrzycy, jak ona działa na poziomie komórki, na poziomie układu krążenia, to może znalazłby się wspólny punkt z marskością. I to by pozwoliło ustalić przynajmniej to, skąd się bierze objaw Terry'ego.

Główne hipotezy póki co są takie:

- gromadzenie się krwi w żyle wrotnej, wywołane zablokowaniem jej dopływu do wątroby, przez co organizm odcina jej przepływ w obwodzie, czerwone obwódki na końcu paznokci to napęczniałe naczynka krwionośne, rozepchane krwią która nie ma gdzie płynąć
- zmiana składu flory jelitowej, przez co ta flora produkuje bardzo dużo tlenków azotu / serotoniny, co wymusza rozszerzenie naczynek, zbyt mocne w jednym miejscu, zbyt słabe w innym
- zmiana działania komórek nerwowych, tych odpowiedzialnych za sygnały obkurczu i rozszerzenia mięśni wyściełających drobne naczynia krwionośne w palcach, np zbyt silna aktywacja współczulnego, zbyt słaba przywspółczulnego
- zmiana działania samych mięśni, które wyściełają te naczynka, przez co działają zbyt słabo lub zbyt silnie, albo i to i to w dwóch różnych miejscach

...i oczywiście mieszanka tych powyżej

Kurcze... chyba nic tu mądrego nie wymyślę. No tlenki azotu rosną w cukrzycy, mocno rosną. Są dwukrotnie wyższe niż u osób zdrowych. U mnie po argininie też objaw Terry;ego był dużo wyraźniejszy, co jest wskazaniem do tego, że tlenki azotu mogą być u mnie nawet jeśli nie głównym sprawcą, to głównym mechanizmem. W przejawie geniuszu wyrzuciłem kilogram lizyny, która byłaby idealnym wręcz rozwiązaniem na obniżenie poziomu tlenków. No to akurat tanie jest, kilkadziesiąt zł za kg. Już to zresztą testowałem, zdaje się bez sensacyjnych rezultatów. Jeszcze raz sprawdzę, czy nie wyniosłem tego na balkon, albo nie wsadziłem do szafy owiniętego w folię.

Zaczynam brać magnez, 200 mg dziennie. Niby po magnezie gorzej spałem, ale czy na pewno? Teraz mam znowu okres bezsenności, a magnezu nie dotykałem od dawna. Może to jednak nie od niego było ostatnio.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 6 gości