This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Kleszcz wlazł pod skarpetkę i wbił się w kostkę, no mistrz po prostu Big Grin Trzeba nowy roztwór permetryny zrobić. Najwidoczniej wlazł po bucie, ominął nasączone permetryną spodnie.

Tak myślę, na ile żelazo może mieć związek z problemami z dopaminą i serotoniną. I czy może mieć cokolwiek wspólnego z objawem Terry'ego. Osoby z niedoborem żelaza mają podwyższoną dopaminę, ale też ich organizm nie potrafi tej dopaminy dobrze wykorzystać, czego rezultatem jest zespół niespokojnych nóg. Mają też podniesiony poziom serotoniny, ale nie aż tak bardzo jak dopaminy.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17454788/

tu u dzieci z niskim poziomem ferrytyny poziom tlenków azotu był mocno podniesiony.

Czyli obie substancje, które uważa się za przyczynę objawu Terry'ego, rosną gdy spada żelazo. Nie jest to wzrost jakoś bardzo duży, ale być może wystarczający, jeśli są INNE czynniki. Jeśli jednak podniesie się poziom ferrytyny, te inne czynniki mogą przestać być wystarczające.

Kurcze... pudrowanie trupa, póki nie znam dokładnej przyczyny objawu Terry'ego, mogę tylko próbować zmniejszyć jego nasilenie, a ta pra-przyczyna ciągle będzie sobie istnieć. Ostatnio pisałem, że zanikł. ale to chwilowe było. Jest widoczny, bardzo słaby i na pewno nie spełnia kryteriów klinicznych, ale jest. Jak się pojawił kilkanaście lat temu, to był gigantyczny, zresztą z całym zestawem innych objawów.

Pooglądałem sobie paznokcie na reddicie, delikatny objaw Terry'ego dość często pojawiał się u osób z niedoczynnością.
Odpowiedz
"Lunulas! Lunulas! I had heard about the relationship between thyroid function and lunulas for years. So last year when I began taking Thiroyd I thought I would chart my lunulas-- sketched each hand on paper and measured my lunulas.... then documented them throughout the year ....

I had no lunulas except on my thumbs when starting Thiroyd. As the year progressed, I gradually began noticing the lunulas "growing" ... more on my right hand than my left, but after a year on Thiroyd, I have lunulas on all fingers... and my toes too!

Is it significant? I don't know. But the growth of the lunulas did correspond to taking Thiroyd."

Po tzw "naturalnych hormonach", czyli w praktyce sproszkowanej świńskiej tarczycy, komuś odrosły obłączki, od zera do obecności na każdym palcu.

"Yeah, I have them on all fingers...smallest on my little fingers.
It's interesting...
my thyroid function has been better the last couple of months
because I've been able to dose up my NDT without getting palpitations.

Back sometime in the last year
when I couldn't take enough thyroid
I remember looking at what I now know are my lunulae
and thinking:
damn, I gotta push my cuticles back! I can't see those little light areas hardly!
(somewhere in my youth I was taught one should push the cuticle back from time to time...
anybody else taught that?)"

w jakimś dziwnym języku, ale to CHYBA oznacza, że po lekach tarczycowych obłączki odrosły?

Kurcze no, to się najczęściej przewija. Jak ludzie zaczynają brać hormony tarczycowe, to obłączki zaczynają im rosnąć. Prawie zawsze, to uniwersalna zależność. ALE - nie każdy z niedoczynnością ma małe obłączki, są też ludzie bez obłączków z nadczynnością.

Eh, piszę o tym tysięczny raz. I nic z tego nie wynika. W ogóle poznikały wszystkie te fora dyskusyjne, gdzie można było kiedyś poczytać opinie ludzi, ich doświadczenia. Tylko kilka zostało.
Odpowiedz
Jeszcze jak czytałem wczoraj o tych obłączkach na forach, też cały czas się wapń przewijał. Jest związek między metabolizmem wapnia a niedoborem żelaza, niski poziom ferrytyny prowadzi do odwapnienia kości u zwierząt i zwiększa ryzyko ubytków w zębach u dzieci, chociaż nie do końca jest pewne, czy to ostatnie nie ma związku z tym, że dzieci z anemią zazwyczaj są z biednych rodzin.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/18492832/

zaledwie 3 tygodnie diety z niedoborem wapnia doprowadziło do tego, że u myszy poziom MDA skoczył o kilkadziesiąt procent, a niektóre wskaźniki stresu oksydacyjnego były dwukrotnie wyższe w porównaniu z dietą z wysoką zawartością wapnia.

Pamiętam też, jak pojawił się objaw Terry'ego. dawno dawno temu, to właśnie witamina D3 była tym, co pomogło opanować towarzyszące mu problemy.

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/.../jgh.12721

tutaj u szczurów witamina D3 doprowadziła do znacznej poprawy problemu z krążeniem krwi, tego, który odpowiada za objaw Terry'ego w marskości wątroby.

Tak myślę, czy gdzieś tutaj nie tkwi rozwiązanie problemu, czemu osoby z nerwicą czasem tak dobrze reagują na wapń, poprawia im się stan psychiczny, a czasem odwrotnie, mają duże pogorszenie. Czy to nie ma związku z wolnymi rodnikami albo właśnie z żelazem. Główny podejrzany to magnez, ale na pewno nie jedyny.

Póki co, 2 razy dziennie 500 mg wapnia, w postaci mleczanu.
Odpowiedz
O, pojawiło się w 2023, tak narzekałem że nie ma, a tu owszem, zrobili

https://www.mdpi.com/1660-4601/20/5/4431

Bardzo silny związek między wskaźnikami metabolizmu wapnia a zaburzeniami nerwicowymi i bezsennością. Im niższy poziom witaminy D3 oraz im wyższy poziom parathormonu, tym większe ryzyko zaburzeń nerwicowych i bezsenności.

Prawdopodobne mechanizmy to albo przemiana tryptofanu w melatoninę, albo stany zapalne / wolne rodniki w obrębie ośrodkowego układu nerwowego.

Ciągle zastanawiam się, jak to wszystko współgra z resztą, szczególnie magnezem. To są rzeczy, które powinny być dobrze omówione na stronie o nerwicy, ale cały czas brakuje mi danych, żeby to porządnie zrobić. Bez przerwy mam doniesienia od ludzi, że źle reagują albo na magnez, albo na wapń, mając widoczne objawy tężyczki, która jest objawem niskiej aktywności wapnia wewnątrz komórek nerwowych.

Jedna z hipotez które kiedyś wysnułem to zaburzenia przepuszczalności błon komórkowych na skutek stresu oksydacyjnego, komórka nerwowa może nawet kilka razy łatwiej tracić potas, jeśli ten stres jest bardzo mocny. Może wysoki poziom wapnia w diecie jest warunkiem koniecznym, żeby terapia "uszczelniająca" błony komórkowe przyniosła efekt? Bez tego nie spadnie parathormon, a on jest głównym regulatorem wapnia w organizmie. Na stronie o nerwicy położyłem nacisk na równoczesne uzupełnianie magnezu i zbijanie wolnych rodników, bo to pozwala dostać się magnezowi do wnętrza komórek nerwowych, a to właśnie magnez umożliwia wapniowi działanie. Magnezu może w organizmie zabraknąć, czasem trzeba go bardzo długo uzupełniać, wapnia zawsze mamy zapas. Ale jeśli ten wapń nie pojawia się w diecie CODZIENNIE w odpowiedniej dawce, organizm odpala mechanizmy mające go oszczędzać.

Tylko co z przypadkami, gdy ludzie po wapniu mają mocne objawy nerwicowe?

O własnie, na priva mi ciągle taki jeden pisze, za cholerę nie mogłem pojąć, czemu ma ciągle problemy, badania OK, a na suple reaguje tak, jak nie powinien. I dopiero kilka dni temu dosłownie okazało się, że zrobił sobie super-hiper dietę, mianowicie żarł pół kilograma mięsa dziennie, przy braku źródeł wapnia. Tak, to nie pomyłka. To totalnie zalało mu organizm fosforem, wywalając równowagę wapnia i fosforu na wysypisko.

Ty tyle, jeśli chodzi o stronki, bo jeśli chodzi o mnie, to wapń i tak powinienem codziennie suplementować, jako że po prostu mam go bardzo mało w diecie. Tylko tu pojawia się problem w postaci nadmiaru wapnia w moczu i zagrożenia kamieniami nerkowymi, no ale jak na razie jest dobrze.
Odpowiedz
Jak zobaczyłem foty ze spotkania z tymi wege entuzjastami to się kurde przeraziłem. Mam bebech jak korwin. Nawet dziś chciałem iść chwilę pobiegać. ale nie dość, że obudziłem się z kurewsko mocnym bólem biodra, nie wiadomo od czego, bo nic nie naciągnąłem, nie nadwyrężyłem, to na dodatek leje i leje.

Może na początek pobiegam sobie "w ścianę" w domu, czyli po prostu poodbijam się ze śródstopia opierając ręce o ścianę, to wzmacnia te struktury, które są najmocniej eksploatowane w czasie biegania.

Nie no, po prostu MUSZĘ parę kilo zrzucić z brzucha, najchętniej oczywiście przy zachowaniu tej wagi, jaką mam, ale pewnie się nie uda.

Odblokowali w końcu subreddit o NAD+/NADH, zapytałem o obłączki, póki co ludzie piszą, że nie zauważyli zmian. Wpis sobie będzie wisiał, tam ludzie czasem odpisują po latach.

Nie mam natchnienia do trzymania się całego rozkładu jazdy z suplami, z przeciwutleniaczy biorę tylko kilka najważniejszych, witaminy C, E, luteinę. Z żelazną systematycznością trzymam się żelaza.

Najgorzej jest z olejem sezamowym, tak jak na początku mogłem go pić i pić, tak teraz mnie cofa na samą myśl. Nie jestem tylko pewien, czy to sygnał od organizmu "stary, już tego nie potrzebujesz", czy może konsekwencja lekkiego przedawkowania kiedyś. Raz zatrułem się... cholera wie czym, może to nieświeże czipsy jakieś były, zjadłem też na obiad makaron z bodajże wanilią. I jak wanilię wcześniej uwielbiałem, tak przez parę lat nie mogłem nawet na nią patrzeć. Do tej pory lekko mnie odrzuca. Podobnie olej kokosowy, jadłem, jadłem aż raz zjadłem za dużo, czy może nieświeży był i się zatrułem.

Niedobrze, bo zawiera idealną proporcję tych dwóch kwasów tłuszczowych, których mi brakuje, a do tego jest w miarę tani.

Oooo, olej z pestek winogron. Tani jest, zawiera jeszcze więcej omega 6, tylko nie zawiera omega 9.

Nie no, to ciekawe jest. Czy jeśli np zjem kanapkę z pieprzem i jednocześnie czymś, co wywoła silne zatrucie i wymioty, to czy zacznę mieć odruch wymiotny na widok pieprzu? Jeśli tak, to jak można ten proces odwrócić?

Istotne pytanie, bo nie jestem pewien, czy sobie krzywdy tym olejem sezamowym nie robię. Duża krzywda mi się nie stanie, ale mimo wszystko, wolałbym nie. No i jeśli to jest sygnał od organizmu, że ma za dużo omega 6, to niepotrzebnie tylko się tym męczę.

Zresztą jak już pisałem, to zagadnienie omega 6 jest ciekawe z punktu widzenia ogólnie medycyny czy nauki. Czy jest możliwych ich niedobór tak duży, że daje objawy? U ludzi, którzy nie mają jakiejś kosmicznie złej diety? Medycyna nic takiego nie opisała, ale z drugiej strony, łojotokowe zapalenie skóry głowy (czy jaka tam jest polska nazwa dla seborrheic dermatitis) charakteryzuje się o wiele wyższym stężeniem omega 3 we krwi i o wiele niższym stężeniem omega 6.

Medycyna do tej pory pisała tylko o problemach z zaawansowanymi formami kwasów tłuszczowych, EPA, DHA, GLA i takie tam, ale nie o problemach z podstawowymi.
Odpowiedz
Myślę, że ciężko Ci będzie bez zmiany diety.
Nie próbowałeś może "intermittent fasting"? Mogło by nawet pasować do Twojego trybu życia i nie jest to zbyt wymagające mentalnie, a łatwo pozwala ograniczyć ilość kalorii.
Odpowiedz
A może lepiej byłoby wybierać produkty o niskim indeksie glikemicznym i jeść o regularnych porach? Jest to bardziej efektywne w odchudzaniu niż liczenie kalorii.
Odpowiedz
Może i jest, nie wiem - ale schudnąć można na różne sposoby, ale niektóre wymagają więcej a inne mniej dyscypliny.
Mam nadzieję, że pisząc o brzuchu jak u Korwina - Tomakin jednak trochę przesadził Big Grin.
Odpowiedz
No przesadziłem, ale tylko trochę Big Grin

Najbardziej by mi odpowiadało, gdyby waga pozostała taka sama, ale przeszła z brzucha na bicki.

No i zwiększenie ruchu jest na pewno zdrowsze od zmiany diety, tu też znacznie lepiej by było, gdybym spalał te 300 kcal dziennie więcej, jedząc tyle samo.
Odpowiedz
Wiadomo.. ale myślę, że dobrze że nie poszedłeś biegać i możesz podziękować za to szatanowi, który zesłał tą burzę.

 Nie wiem, na ile to będzie pomocne - ale naszło mnie więc napiszę:
 Pamiętam kiedyś też miałem taki okres, gdy często nic nie robiłem parę tygodni - później był jakiś impuls i szedłem biegać bez żadnego przygotowania, później kolano spuchnięte, czy jakaś inna lekka kontuzja (I tak dobrze, że żadnych poważnych kontuzji się przez to nie dorobiłem) i nic nie można było robić przez parę tygodni.

 Moja teoria - odnośnie ogólnie podejścia do treningu ludzi, jest taka że często wpadają oni w pewną pułapkę strukturyzacji. Znaczy, że trening to musi być określona jednostka, czy to siłownia, bieganie, rower... a jeśli ktoś w ogóle nie ma nawyku treningu, to najlepiej - moim zdaniem - zacząć od zwykłych prostych ćwiczeń jak przysiady, pompki, podciągania(jeśli jest drążek), ćwiczenia z gumami itp. - rzeczy które nie obciążają stawów, można robić nawet bez rozgrzewki(chociaż zawsze lepiej trochę się rozruszać) - i można w ciągu dnia, bez żadnego planu - walnąć tutaj 5-10-15-20 pompek/przysiadów, podciągnięć, wstając do toalety, pisząc na forumie, w trakcie albo pomiędzy oglądaniem jakichś filmów czy pracując.

 Kiedyś wypisywałem Sobie ścisły plan, na przykład Poniedziałek-Środa-Piątek siłownia, Wtorek-Sobota bieganie czy coś takiego, to był plan który "musiałem" wypełnić (Też w każdej jednostce określone ćwiczenia, ilość serii i powtórzeń), problem w tym - że jeśli z jakiegoś powodu opuściłem trening albo nie wypełniłem planu, pojawiała się demotywacja i później często odpuszczałem całkiem na parę tygodni.
 Teraz mam na kartce zapisaną listę ćwiczeń, bez konkretnego planu - i po prostu wpisuję kiedy coś robię, ćwicząc zupełnie intuicyjnie... Ja robię po 4 serie ćwiczenia, ale można nawet po jednej. Zależnie od czasu i chęci.
 Polecam spróbować, bo moim zdaniem to pozwala zmniejszyć stres który towarzyszy wyrabianiu nowego nawyku i wielu ludziom pomogło by ostatecznie trenować bardziej regularnie i z większą częstotliwością.


[Obrazek: https://i.ibb.co/5KKNSJc/B.jpg]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości