This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Parę godzin wczoraj przegadałem przez telefon z kumpelą, między innymi o nerwicy, może kogoś zainteresuje, jak to było u mnie, czy raczej, jak to może się przydarzyć każdemu. Na ile nasze życie zależy od chemii mózgu.

Byłem w miarę normalnym, zdrowym gościem, z co prawda całym zestawem autystyczności, lenistwa i czego tam, ale nie było żadnych problemów które naprawdę dawałyby się we znaki. Jakoś tak mnie wzięło, żeby zainteresować się polityką narkotykową, tym, jak prohibicja generuje wielokrotnie więcej problemów, niż jej brak. Zacząłem udzielać się na forum jakiejś organizacji, okazało się, że dwóch ziomów jest z mojego miasta, miało być spotkanie organizacyjne, niewiele myśląc wsiadłem z nimi w pociąg i pojechałem do Warszawy, 8 godzin jazdy w jedną stronę, z ludźmi których pierwszy raz widzę na żywo, spotkać się z grupą związaną z narkotykami, gdzie do tego było pewnie trochę tajniaków z policji, ZERO objawów lękowych czy czegokolwiek, aczkolwiek jak teraz o tym myślę, to pewnie miałem wcześniej już jakieś lekkie ataki, tylko po prostu ich nie potrafiłem z niczym skojarzyć.

W wawce oczywiście na koniec spotkania była degustacja zielska, potem miałem pierwszy poważny atak. Do tej pory na jego wspomnienie dosłownie mnie mrozi, z godzinę czy dwie siedziałem na schodach za kanciapą i byłem przekonany, że właśnie umieram. Tak na logikę, to nie marihuana była bezpośrednią przyczyną, ona tylko była kroplą przepełniającą czarę, ludzie dostają pierwszego ataku w różnych sytuacjach, gdy poziom stresu przekroczy granicę.

Ktoś, kto tego nie przeżył, nie zdaje sobie sprawy, jak potężnym bodźcem jest atak nerwicy lękowej. Takie coś spokojnie może wywołać zespół stresu pourazowego porównywalny z tym, jaki mają ofiary wypadków, gdzie na ich oczach bliskie osoby zostały przemielone.

Po powrocie do domu okazało się, że nie jestem w stanie przejechać więcej niż kilku przystanków autobusem. Być może stres związany z atakiem paniki, który miał miejsce daleko od domu sprawił, że w mózgu pojawiła się bardzo silna zależność "oddalanie się od domu jest niebezpieczne", a może agorafobia tak działa i gdyby nie ten pierwszy atak w Warszawie, byłoby tak samo. Ciężko powiedzieć. Co jest istotne, w jednej chwili byłem gościem, który tak totalnie o z bani potrafi pojechać w ciemno na drugi koniec świata i jeszcze jest to dla niego świetna zabawa, po kilku nie wiem... tygodniach? nie bardzo potrafi oddalić się od domu na więcej niż kilkaset metrów.

Żeby było weselej, pomimo tego, że nie byłem w stanie oddalać się od domu, nie wiedziałem, że nie jestem w stanie tego robić. Wesoło wsiadam sobie gdzieś w autobus, żeby pojechać do kumpla, za chwilę dosłownie muszę z niego uciekać. Ile to czasu minęło, zanim zorientowałem się, dlaczego. Że po prostu się... boję.

I tu pojawia się problem, bo za cholerę nie wiem, kiedy zaczęły się stany podgorączkowe i rozwolnienia, kiedy pojawił się objaw Terry'ego. Czy to było razem z początkiem ataków, czy może jakiś czas potem? W sumie... pewnie da się to ogarnąć, gdzieś mam wyniki badań które robiłem, by ustalić co jest nie tak. Na pewno pierwsze badanie wapnia i magnezu było robione w czasie tych rozwolnień. Może też gdzieś w internecie jest ślad po nieszczęsnym spotkaniu.

Co tutaj jest istotne, nie miałem chyba żadnych poważnych problemów z układem pokarmowym przed tym pierwszym atakiem.

Zarówno ataki paniki, jak i problemy jelitowe minęły gdy uregulowałem dwie rzeczy. Pierwsza to kilogramy supli, brałem wszystko, co w badaniach miało wykazane działanie chroniące przed lękiem. Druga to usunięcie z sypialni grzyba i generalny remont, z wywalaniem łóżka i mebli, położeniem nowej podłogi etc.

Dwa błędy, które do tego doprowadziły, to:

- doprowadzenie do skrajnego niedoboru witaminy D3, wtedy nikt o niej nie wiedział, ja się medycyną nie interesowałem, gdzieś przeczytałem, że słońce jest groźne, można raka dostać i żyłem w cieniu
- bez D3 organizm nie jest w stanie magazynować magnezu, wiec i to musiało się pojawić
- wypłukanie cynku, przez fatalną dietę, efekt suplementacji pojawił się praktycznie z dnia na dzień i był bardzo silny

I jest jeszcze sprawa jodu. Stwierdziłem (całkiem słusznie), że muszę mieć cholerny niedobór, w końcu tyle lat bez ryby. To był okres, gdy spałem w podkoszulku termoaktywnym, polarze, pod kołdrą, kocem i jeszcze było mi zimno. Teraz myślę, że to mogła być sprawka nie tarczycy, tylko tego grzyba, który wykończył mnie fizycznie, ale wtedy nie miałem o medycynie pojęcia, wziąłem jod. Całkiem możliwe, że sobie popsułem coś zbyt wysokimi dawkami, wywołując z kolei nadczynność, która być może była odpowiedzialna za część objawów. Brakuje mi tutaj informacji o tym, jak to się czasowo rozkładało, kiedy pojawił się objaw, kiedy zacząłem brać jod.
Odpowiedz
Ooo, mam, na wierzchu było. Badanie kwasu foliowego, badałem wszystko by dowiedzieć się, skąd te rozwolnienia. Styczeń 2008, wtedy to miałem.

A kiedy było spotkanie w Warszawie... kurde. Styczeń 2006, czyli 2 lata wcześniej, wtedy pojawiały się jakieś moje wpisy związane z tematem. I zdaje się, że wtedy już stamtąd odszedłem? Długo po "zlocie"?

Czyli rozwolnienia i objaw Terry'ego pojawiły się długo PO nerwicy, może nawet po jej wyleczeniu. Ale zobaczmy dalej, bo to było jakiś czas już po pojawieniu się objawów.

O, teraz sobie przypomniałem, to było na pewno po tym, jak brałem jakąś B12 z drożdżami, wkręciłem sobie, że to od drożdży mam te rozwolnienia (i kto wie, może miałem?). Dopiero teraz do mnie wróciło, że tam gdzieś drożdże się przewinęły. Podobnie teraz zastanawiam się, czy to nie drożdże z selenu namieszały.

Przy okazji stare badania znalazłem, listopad 2008, TSH 2,16, czyli idealne.

Listopad 2007, badanie na chlamydię, bo ją podejrzewałem o wywołanie stanów podgorączkowych.

Wrzesień 2007, niski cholesterol, ale teraz z perspektywy myślę, że to mogłaby być norma dla weganina, którym wtedy byłem, jeszcze do tego wykończonego stresem i rozwolnieniami.

Listopad 2006 - badanie ze szpitala chorób płucnych, wtedy na pewno miałem już silną agorafobię.

Grudzień 2007 - TSH 3,5, FT4 w normie, FT3 dosłownie musnęło górną granicę, przekraczając ją. To i badanie z 2008 w zasadzie mogłoby wykluczyć tarczycę jako przyczynę tych rozwolnień.

Czyli wygląda to tak, że jakoś w 2005? miałem początek agorafobii i ataków paniki, gdzieś w okolicy 2007 zaczęły się rozwolnienia i pojawił objaw Terry'ego, skończyły gdzieś w 2008. Istotne chyba jest, że w 2005 na pewno miałem obłączki na prawie wszystkich palcach. Wtedy zauważyłem, że zaczęły się zmniejszać.

Wstępny wniosek - ataki paniki i objaw Terry'ego nie są bezpośrednio powiązane. Może być tak, że "coś" wywołało najpierw nerwicę, a potem objaw.

W 2005 i okolicach mój stan zdrowia ogólnie był fatalny, znajomi na ulicy pytali czy na pewno zdrowy jestem, organizm się sypał. Wtedy zacząłem interesować się medycyną i... wyleczyłem się w parę tygodni. Suplami.

jezu... 18 lat, a ja dalej nie jestem w pełni zdrowy Big Grin niezbyt dobre referencje dla znachora.

A ta cała rozkmina wzięła się z tego, że zastanawiałem się z koleżanką, gdzie leży granica między problemem wynikającym ze stanu zdrowia, a gdzie z powiedzmy cech charakteru. W przypadku tego wyjazdu do Warszawy sprawa jest jasna, można jechać kilkaset kilometrów i jest dosłownie zero jakichkolwiek objawów, po kilku tygodniach nie można kilkuset metrów, Tego w ogóle nie da się wyjaśnić żadnymi cechami charakteru, bo jaka niby cecha charakteru odpowiada akurat za "niemożność jazdy autobusami"? Zresztą wyjaśnianie cechą charakteru czegoś, co pojawiło się tak nagle, z tak dużym nasileniem, jest po prostu idiotycznym pomysłem.

No ale mamy drugie spektrum, ludzie z tagu przegryw na wykopie, albo to, że tyle odkładałem ten remont łazienki czy odwlekam inne ważne decyzje w życiu. Na ile to wynika z rzeczy, które są po prostu do przepracowania, tak jak przegrywom cały plan rozpisałem odzyskania wiary w siebie, odwrócenia działania "wyuczonej bezradności", a na ile to wynika z powiedzmy depresji, gdzie mamy silne stany zapalne w mózgu i tu nic się nie zdziała, póki nie zastosuje się odpowiedniego leczenia?
Odpowiedz
O, mam

https://littlemedicalschool.com/ottawa/b...ke-a-bath/

"Pruney fingers occur when the nervous system sends a message to the blood vessels to shrink (vasoconstriction). Blood vessels are the tiny pipes that carry blood around your body. The narrowed blood vessels reduce the volume of the fingertips slightly, causing loose folds of skin that form wrinkles. And this is how we get wrinkles on our hands and toes when we take a bath."

Jeśli naprawdę taki jest mechanizm, to... idealnie to wyjaśnia zagadkę całkowitego zaniku objawu Terry'ego po kąpieli. Objaw bierze się z rozszerzenia naczynek, w czasie namoczenia palców wodą następuje obkurcz i wszystko jest "normalne".

Stawia to na głowie hipotezy nerwicowe, gdzie nadaktywny jest system wywołujący zwężenie naczynek, a nie ten wywołujący rozszerzenie!

No, duży krok do przodu, zanik objawu po kąpieli, czyli zanik po tym, jak następuje obkurcz naczynek krwionośnych jest niemal pewnym dowodem na to, że problemem są zbyt rozszerzone naczynka.

I teraz "tylko" ogarnąć, dlaczego się rozszerzają w tym jednym miejscu. Czy to systemowy problem (ale wtedy byłoby raczej niedociśnienie, a mi bliżej do nadciśnienia), czy np reakcja organizmu na to, że gdzieś indziej jest coś zbytnio obkurczone, czy jeszcze coś innego.
Odpowiedz
Ta historia z atakiem brzmi strasznie. Nie umiem sobie czegoś takiego wyobrazić, nigdy nie przeżyłem.
Odpowiedz
No dokładnie, takie rzeczy to... no trochę jakby próbować wyjaśnić czym jest ból człowiekowi, który nigdy tego nie czuł, albo ślepemu czym są kolory. Nie do końca, bo jednak każdy czasem się bał, ale naprawdę ciężko sobie wyobrazić strach, który nie ma przyczyny, gdy jest wszystko co pojawia się, gdy czegoś panicznie się boisz, ale nie ma tego "czegoś", co to przerażenie wywołało. Trochę komicznie to wyszło, bo naprawdę długo trwało zanim domyśliłem się, że to co czuję to strach Big Grin
Odpowiedz
...i powrót do rzeczy sprzed roku czy dwóch

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15270715/

W dużym skrócie, autorzy analizują hipotezę, że za zmiany w układzie krążenia w przebiegu marskości wątroby odpowiada w dużej mierze (albo nawet głównie) zmiana w składzie flory jelitowej, a także przepuszczalność jelita, nie tylko dla produktów przemiany materii bakterii, ale też dla samych organizmów.

No i mamy takie coś

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9731560/

Cysteina (NAC) zapobiegła rozwojowi zmian w układzie krążenia związanych z marskością! Problem w tym, że użyto tam naprawdę dużych dawek, na dodatek w formie zastrzyków do jamy otrzewnej, a nie jako suplement, który się zjada.

Czyli wiem już niemal na pewno, że problem bierze się ze zbyt dużego rozszerzenia drobnych naczyń krwionośnych, wiem niemal na pewno, że jest odwracalny (obkurczenie naczynek po kąpieli całkowicie likwiduje objaw Terry'ego). Niemal na pewno wiem, że to kwestia nadmiaru tlenków azotu bądź nadwrażliwości na nie, bo po argininie (źródło tych substancji w organizmie) objaw jest dużo wyraźniejszy.

Ale co z przyczyną tego rozszerzenia, czy to ten sam mechanizm, co w marskości? Pojawienie się objawów równolegle z wielomiesięcznymi mega silnymi objawami jelitowymi sugeruje, że tak, podobnie jak mocniejszy objaw teraz, wraz z powrotem biegunek. Ale jaki tu jest mechanizm? Może po prostu biegunki wywołane nerwicą (i tylko nerwicą) doprowadziły do mikrouszkodzeń w jelitach, co ułatwia przechodzenie syfu do krwiobiegu, a tym samym zwiększa stężenie tlenków azotu?

I dlaczego objaw nie znika, utrzymuje się słabo widoczny, ale utrzymuje przez te wszystkie lata? Nie ma opcji, żeby tyle lat mieć rozwaloną florę jelitową, zawsze na tym samym poziomie. Chociaż... może być, że jest jakaś zmiana fizyczna, typu refluks czy coś.

No nic, póki co trzymam się karnityny, bo jest opcja, że to kwestia jednak tarczycy, ona powoduje nadwrażliwość na tlenki azotu, do tego cynk i tauryna. Nie mieszać różnych rzeczy.

Ale w planach na przyszłość trzeba jakoś systemowo podejść do tematu "uszczelniania" jelit. Już to kiedyś zresztą chyba robiłem, na podstawie tych samych badań, które teraz wrzuciłem.

https://www.mdpi.com/2072-6643/15/5/1229

O luteinie nie zapomnieć, bo brałem w 2020, a tu widzę, że ona bardzo ładnie zapobiegała przerwaniu ciągłości ochrony ściany jelit u zwierząt.

Koncepcja jest taka, że jeśli przyczyną jest np przepuszczalność ścianki jelit, to nie ma za bardzo opcji, żeby to w jakikolwiek sposób w ogóle zbadać prywatnie w laboratorium czy szpitalu, ale jeśli połączy się kilka taktyk, które w badaniach powodowały poprawę (probiotyk, glukozamina, glutamina, jeszcze kilka rzeczy się znajdzie), to efekt powinien być bardzo dobrze widoczny.
Odpowiedz
O, to się przecież łączy z najbardziej prawdopodobną hipotezą zaniku obłączków - ze stresem oksydacyjnym.

Jeśli faktycznie przyczyną objawu Terry'ego jest przenikanie przez ścianki jelit zarówno toksyn, jak i samych bakterii, a także związana z tym nadmierna aktywacja wyściółki naczyń krwionośnych, tak jak to jajogłowi opisali w jednym z linków wyżej, to tam przecież musi być mega hiper natężenie takiego stresu, czy miejscowych stanów zapalnych, czy wolnych rodników, czy jaki tam konkretnie mechanizm jest akurat w marskości wątroby.

Wtedy sama suplementacja antyoksydantami nie bardzo pomoże, bo one działają tylko do pewnego stopnia, zwłaszcza gdy przenikają również bakterie, wtedy nie ma jak tego "wyciszać". Nie jest zresztą pewne, czy to akurat wolne rodniki, czy jakaś inna reakcja, niezależna od tego konkretnego mechanizmu. Może chodzi o substancje wydzielane przez komórki w jelitach, które to substancje są "sygnalizatorami" odbieranymi przez komórki wyściełające naczynia krwionośne gdzie indziej, albo coś takiego.

Czyli - wzmacnianie szczelności jelit, a antyoksydanty ewentualnie jako dodatek, bo bez "uszczelnienia" będzie wymagana kosmiczna dawka. Może dlatego w 2010 była taka poprawa, wtedy brałem tego BARDZO dużo i może dopiero takie dawki zrównoważyły natężenie wynikające z problemów jelitowych.

W 2020 z kolei mogło być coś z piracetamem, on wpływa dość silnie na właśnie komórki wyściełające naczynia krwionośne, może zwyczajnie blokować reakcję na nadmiar tlenków azotu.

https://www.naturalmedicinejournal.com/j...ermeabilit

cały gigantyczny artykuł tylko o tym, wraz z opisem kilku obiecujących substancji.

No mniejsza, zajmę się tym dokładniej jak będę układał zestaw już konkretnie pod zdrowe jelita.
Odpowiedz
To jeszcze można zastanowić się nad tym, czy objaw Terry'ego pojawia się TYLKO u pacjentów z zaburzoną przepuszczalnością jelit. Jeśli tak, to jest idealnym wręcz kryterium diagnostycznym, lekarz patrzy na paznokcie i widzi, że tam jest problem, bez drogich i niewygodnych testów. Byłaby to też wskazówka dla mnie, bo wtedy miałbym pewność, że mam taki właśnie problem.

Oczywiście ni cholery się tego tak o nie zbada, by trzeba badanie kliniczne zrobić powiedzmy 500 pacjentów z różnymi chorobami, u każdego zbadać poziom przepuszczalności jelit i porównać z intensywnością objawu Terry'ego. Gość z forum może co najwyżej sprawdzić, czy

1. w innych chorobach, gdzie regularnie znajduje się objaw, jest rozwalona bariera jelitowa
2. czy w chorobach, gdzie ta bariera jest rozwalona, często pojawia się objaw

Choroby, w których występuje objaw to:

- marskość i skrajna niewydolność wątroby
- zastoinowa niewydolność serca
- cukrzyca

I tyle jeśli chodzi i naprawdę częste występowanie. Niewydolność wątroby wiadomo, cukrzyca - objaw występuje rzadko, ale występuje, u pacjentów regularnie zdarza się znaleźć rozwaloną barierę:

https://www.sciencedirect.com/science/ar...1121000822

Zastoinowa niewydolność serca - jeden rabin powie tak

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17936155/

drugi rabin powie nie

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/17383229/

Ale wstępnie można powiedzieć, że we wszystkich chorobach, gdzie jest rozwalona bariera jelitowa, występuje objaw.

Co z chorobami, gdzie jest naruszona bariera jelitowa? I jakie to choroby? Chyba najpopularniejsza to Crohn, tylko tutaj zwiększona przepuszczalność też raz wychodziła, raz nie. Ale nikt nigdy chyba nie badał paznokci osób z tą chorobą. Jest tylko opis kilku przypadków i propozycja, żeby to zbadać, bo może w ten sposób da się chorobę wcześniej wykryć:

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/16699971/

na reddicie kilka osób napisało, że miało objaw Terry'ego przy Crohnie.

...nie, to bez sensu. Takie porównywanie pojedynczych przypadków, kurcze, w prawie każdej popularnej chorobie CZASEM zdarza się przypadek objawu Terry'ego i CZASEM opisze się zwiększoną przepuszczalność ściany jelit.

Chyba największa przepuszczalność jest w celiakii, jakby była korelacja, to pewnie ktoś by to gdzieś opisał. Jest co prawda badanie dotyczące uszkodzeń drobnych naczynek włosowatych, zresztą badali właśnie w paznokciach:

https://dergipark.org.tr/tr/download/art...le/2077421

ale częstotliwości zmian w wyglądzie paznokci chyba nikt nigdy nie badał.
Odpowiedz
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7294979/

jedna z substancji dających najlepsze rezultaty to kwas masłowy, tylko jeśli wierzyć temu co tu piszą, to ze 2 gramy dziennie trzeba, na dodatek w formie dojelitowej. Ale widzę, że dość tani jest i na dodatek ostrovit produkuje.

Druga to glutamina, resztę rzeczy chyba mam, zresztą część powinno się tak czy tak codziennie jeść, np glukozaminę czy chondroitynę, bo po prostu są zdrowe, statystycznie o połowę zmniejszają ryzyko kilku najczęstszych śmiertelnych chorób.
Odpowiedz
O, ta poprawa jakiś czas temu, ona była między innymi po glutaminie, glukozaminie i chondroitynie, oraz probiotyku.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości