This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
tomakin: A co sądzisz o tej piosence?
https://www.youtube.com/watch?v=6LVyHQcfM7o
Odpowiedz
Nie wiem, musiałbym odsłuchać całej, a właśnie leci to i nie mogę przerwać

https://youtu.be/0lrx3KKiIXI

Sobie czytam sukces w relacjach międzyludzkich i jak zawsze, mam jakieś "ale".

Mianowicie, gość podaje przykłady telewizji żeby patrzeć i uczyć się, jak NIE rozmawiać, bo w telewizji to robią źle, a on wyjaśni, jak zrobić dobrze. Że tam zadają pytania zamknięte, że przerywają.

Ale... no właśnie, tu jest "ale". Jeśli to taka zła taktyka, to czemu ludzie, którzy to robią, są najpopularniejszymi prezenterami i to ich własnie ludzie chcą oglądać? I tak sobie myślę, że trzeba spojrzeć nieco szerzej. Goście tych prezenterów będą zapewne zniesmaczeni i zniechęceni, ale publiczność zachwycona.
Odpowiedz
Ciekawe, w ogóle o tym nie pomyślałem w ten sposób. Można by mu zadać takie pytanie na Fejsie albo na YT, może by odpowiedział.
Jak sam nad tym chwilę pomyślałem, to wychodzi mi, że przerywanie, zadawanie pytań z tezą itp. inaczej odbieramy, gdy nie dotyczy nas, a kogoś innego. Publiczność to może jarać, bo widzą "grillowanie" swoich przeciwników. Natomiast nie sądzę, żebyśmy my chcieli być na miejscu tych grillowanych. Nikt nie lubi, gdy się mu przerywa, wyciąga coś z kontekstu, zadaje podchwytliwe pytania zamknięte typu "czy nadal bijesz żonę". Zatem wnioskowałbym, że prowadzący w telewizji robią show poniżając i manipulując innymi, czym zbiera sympatię widzów. Nie jest to rozmowa z nami, więc nam się to może podobać. W rozmowie twarzą w twarz taka taktyka jest kontrproduktywna i wtedy jego porady są już ok. A większość z nas raczej prezenterami nie jest i nie będzie.

Edit: dobry ambient zapodałeś. Będzie na spanie.
Odpowiedz
Jak zwykle w złym momencie link podałem, a wkleiłem to w kontekście szczucia jednej grupy na inną.
Odpowiedz
No napisałeś dokładnie to, co ja miałem na myśli Big Grin

Duża część rozmów, w zasadzie większość, jeśli nie korzystamy akurat z telefonu, jest prowadzona w grupie. Grupa widzi, jak rozmawiamy, ocenia. Robiąc dobre wrażenie na jednej osobie, możemy zrazić do siebie całą resztę. Pisałeś, że jako jedyny gadałeś z jakimś patusem co wyszedł z więzienia. Ale czy to naprawdę korzystne, to, że użyłeś umiejętności, by nawiązać i podtrzymać z nim pozytywny kontakt? Czy przez resztę grupy nie zostałeś zakwalifikowany jako "ten z tej grupy patusów"? Nie odbieraj tego dosłownie, nie piszę o tej konkretnej sytuacji, tylko o ogólnej zasadzie, bez problemu można wyobrazić sobie zdarzenie społeczne, w którym utrzymywanie kontaktu werbalnego z jakąś osobą będzie skazywało na ostracyzm.

W każdej grupie jest jakaś hierarchia, jakaś kolejność dziobania, ogarnięcie tego jest naprawdę dużym wyzwaniem, ja kompletnie sobie z tym nie radzę. Ten gość od książki chyba też by się totalnie spalił, jakby miał zrobić karierę w mediach.

To są różne umiejętności, różne wzorce zachowań. Zastanawiam się, czy gość sobie z tego nie zdaje sprawy, czy może wie, ale celowo nie napisał tego w książce, żeby nie mieszać. Ciekawe też, która taktyka jest lepsza przy poszukiwaniu partnerki. Gościowi mogło się w głowie też pomieszać, jak laska poleciała na jego kasę, a ten sobie wmówił, że to jego "charakter". Faceci tacy są.

Wracając do tematu pamiętniczka, ciągle mam wrażenie, że bardzo mocno spadł mi magnez. Różne drgania mięśni, nerwowość, nawet lekkie skurcze. Czy uzupełnienie wapnia mogłoby mieć aż taki wpływ? Mógł zmienić się poziom parathormonu, a on odpowiada też za regulację stężenia magnezu wewnątrz komórek. Mogło wypompować ten magnez, żeby zaczął brać udział w innych reakcjach, budowie kości, metabolizowaniu witaminy D3, sporo tego. Bo samo to, że biorę więcej wapnia, nie powinno wpłynąć na ogólny poziom magnezu w organizmie.

Te okresy super samopoczucia, one tez mogły wiązać się z większą dawką magnezu, którą wtedy wziąłem. Może faktycznie to działa tak, jak opisałem jakiś czas temu, ale nie bardzo w to wierzyłem. Może faktycznie dopiero odpowiedni poziom wapnia w diecie (a nie po prostu w organizmie), utrzymywany dłuższy czas sprawi, że organizm będzie w stanie przyswajać i wykorzystywać magnez. Teraz za cholerę nie jestem pewien, czy te okresy bezsenności nie wynikały jednak z reakcji tarczycy na wysokie dawki jodu, muszę w końcu kiedyś iść ją zbadać.

W ogóle mam wrażenie, że wiedza mi nie zostaje w głowie, siedzę trochę nad angielskim, trochę audiobooków, trochę ebooków, jakoś tak... nie czuję, żebym miał z tego wyraźne korzyści. Na poważnie będę mógł się za to wszystko zabrać zapewne dopiero po wejściu na piracetam.

Nie wiem, czy kupować konto premium memrise i zacząć mocniej wbijać słówka, chciałbym doszlifować angielski na C1 albo i C2, ale coś czuję, że podświadomość chce mnie przekonać do robienia tego, co mi sprawia najmniejszą trudność, czyli wbijania słówek, zamiast lecieć gramatykę. W ogóle nie wiem, czy angielski to taki dobry pomysł, powinienem energię raczej na inne rzeczy skierować.
Odpowiedz
Twoje spostrzeżenia o hierarchii są bardzo trafne. W wolnej chwili przeformułuję je i zadam mu jako pytanie prywatnie na fejsie.

Jego już parę razy przyłapywano na pewnych manipulcjach. Mówił, że będąc w Polsce mieszka w najlepszych apartamentach, bo lubi wygodę. Ktoś go wystalkował i wyszło, że jest to jeden apartament, a konkretnie to wynajęte mieszkanie w starym bloku na Pradze z mocno podniszczonymi i brudnymi oknami. Gdy mówił, że zimę spędza w ciepłym klimacie na Florydzie, bo polska pogoda mu nie odpowiada, był widziany w Warszawie. Jego właściwe imiona to w kolejności Wiesław Aleksander, ale uznał, że to pierwsze jest mało medialne, więc je wstawił w inicjał, a drugie skrócił, żeby było bardziej międzynarodowe. Wot, marketing. Cóż, jest coachem, więc bajerowanie jest wpisane w jego profesję.

Ma sporą nadwagę i jego prezencja raczej nie należy do najlepszych, nawet jak na gościa prawdopodobnie około siedemdziesiątki. Barwa głosu też tak średnio jak na mówcę. Wielu poddawało w wątpliwość jego historie o licznych romansach łóżkowych z o wiele młodszymi kobietami. Do niedawna nie wiedziałem, że ma żonę, bo 10 lat temu jeszcze jej nie miał. I to żonę o 33 lata młodszą. Może poelciala na kasę, a on tego nie widzi, albo to po prostu marketing, bo razem sprzedają jeszcze inne książki i kursy.

Podchodzę z pewną rezerwą do coachów, ale według mnie większość rad z jego książki jest trafnych i powinno się z nich korzystać.

Co do angielskiego, to może na Twoim poziomie warto byłoby już zmienić metodę nauki. Może pora na nauczyciela i rozmówki?
Odpowiedz
Kiedyś przeczytałem w jakiejś książce (Psychologia dążeń ludzkich, chyba, ale głowy nie dam), że rozmowa z więcej niż jedną osobą w ogóle nie ma sensu.
Autor zaznaczył, że to hiperbola - i w tym sensie, ja się pod tym podpisuję.

Rozmowa w grupie to w większości rodzaj gry, zazwyczaj sprowadza się do tego samego, co "small-talk", gdzie celem nie jest wymiana informacji, ale sprawienie, że ludzie wokół nas czują się w określony sposób. Gra społeczna.
Znowu, ja odmawiam angażowania się w to. Moim zdaniem to sprowadza się do prymitywnych, "małpich" potrzeb. Ja nawet w grupie mówię do jednej, konkretnej osoby - i, co zauważyłem - jest wiele ludzi, którzy to doceniają.

Tak jak napisałeś - robiąc dobre wrażenie na jednej osobie, można zrazić na Sobie całą resztę. Prawda - ale dlaczego powinno Ci zależeć na reszcie a nie na konkretnej osobie? To trochę jak z modą, ubierając i prezentując się w określony sposób, przeciągniesz jednych a odrzucisz drugich - ale nie ma w tym nic złego. Dzięki temu ludzi o podobnych charakterach mogą nawiązać kontakt i zbudować relację.
Oczywiście rozumiem, że musi być jakiś balans, nie można być irytującym dla wszystkich wokół, ale Ja jestem ogólnie przeciwny zbytniemu dostosowywaniu się jednostki do społeczeństwa, do czego sprowadza się wiele poradników w stylu "Jak żyć?", "Jak rozmawiać?", "Jak mówić?".

To jest już nadmierna socjalizacja, znowu przytaczając Teda Kaczyńskiego - można stracić siebie w ten sposób. Moja teoria jest taka, że stąd bierze się wiele rozwodów. Ludzie, próbując zrobić wrażenie na partnerce(i odwrotnie), udają kogoś - kim nie są. A kiedy kończy się początkowy entuzjazm, nie chcę się dalej udawać - i ludzie nagle rozumieją, że człowiek, z którym się związałem nie jest tym, kim myślałem/am - że jest.
Odpowiedz
Dlaczego powinno mi zależeć na reszcie, nie na konkretnej osobie... no nie wiem, może dlatego, że ta konkretna osoba oceni mnie jednak przez pryzmat tego, jak oceniła mnie reszta? Jeśli mowa o szukaniu dziewczyny, to też istotne jest, jaką ma się pozycję w grupie. Może nawet najistotniejsze. Umiejętności społeczne to coś, co powinno mieć jakiś cel, ma nam służyć. Przy założeniu, że jesteśmy introwertykami i w ogóle, można się z domu nie ruszać, z nikim nie rozmawiać i być szczęśliwym. Ale przy założeniu, że czasem z ludźmi rozmawiamy, że mamy wokół siebie jakiekolwiek otoczenie, nasza pozycja w nim jest bardzo ważna. Tu bardzo fajnie wpisuje się to, co Peterson pisał o pierwszej zasadzie.

Co do angielskiego, mi najbardziej zależy na pisanym, więc nauczyciela nie potrzebuję (ani mnie na niego za bardzo nie stać, w sensie, jakbym miał wydawać kasę na naukę umiejętności to raczej na coś przydatniejszego). Ale problem mam z tym, że nie wiem, czy w ogóle jest po co się tego uczyć, czy mój mózg nie robi sztuczki z wymuszeniem tej aktywności, żeby nie zająć się czymś innym, coś jak ludzie mający uczyć się do egzaminu biorą się za porządki i sprzątanie mieszkania.
Odpowiedz
Żeby się przypodobać całej grupie, a najlepiej ją pozytywnie zdominować, trzeba nauczyć się pewnego aktorstwa. Techniki manipulacji i wpływania na ludzi. Fake it till you make it.
No i na pozycję wpływa też wiele czynników niewerbalnych. Trzeba iść na pewne kompromisy, bo na przykład w wyższych kręgach biznesowych musisz posiadać iPhone'a, żeby być traktowanym poważnie. Trzeba mieć Maca, dobry zegarek albo Apple Watch, reprezentacyjny samochód. Czasem nawet fakt, że masz obrączkę na palcu może się liczyć. Nie wejdziesz do takiej grupy, jeśli będziesz wyglądać schludnie, ale zwyczajnie. I nikogo nie będzie obchodziło, że masz dobre argumenty, żeby lubić jakiś konkretny telefon z Androidem. Po prostu pewne symbole muszą zostać zachowane, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy. Raz byłem obserwatorem w takich kręgach, gdy pracowałem po studiach w Warszawie w rozwijającej się dopiero firmie. Jeździłem jako asystent z moim szefem na spotkania z przedstawicielami naszych partnerów biznesowych, albo uczestniczyłem w międzyfirmowych spotkaniach integracyjnych. Wtedy królował Blackberry wśród telefonów i widziałem sam, że osoby wyróżniające się w jakikolwiek sposób były traktowane gorzej. A przynajmniej mniej poważnie.

Dlatego musimy pamiętać, że nie wszystko zależy od naszego zachowania, bo już sama nasza prezencja może nam dodać lub odjąć kilka punktów w grupie. Możemy i powinniśmy się uczyć relacji międzyludzkich, ale my tutaj jesteśmy jak roboty, które chcą zrozumieć to, co dla innych jest naturalne. Jeśli nie jesteś z natury dominującym ekstrawertykiem, to nim się nie staniesz, choćby nie wiem co. Możemy jedynie wymuszac na sobie zachowania nieco bardziej agresywne i egoistyczne w grupie, żeby zdobyć pozycję. Czasem się uda, czasem nie.

Myślę, że my wszyscy tutaj za bardzo i za dużo analizujemy. To jest klątwa.
Odpowiedz
Kurcze, ale teraz mówisz o topie topów, ludziach, którzy mają tę "grę społeczną" na najwyższym poziomie. Wiadomo, że jak ktoś nie ma genów i do tego wychowania od dzieciństwa, nie będzie w tej grupie, nie ma takiej opcji. Ale nam nie chodzi o to, żeby zostać przyjętym do grona milionerów, tylko o najzwyklejsze nieco lepsze radzenie sobie w sytuacjach życia codziennego. Tu już nie trzeba telefonu za kilkanaście tysięcy, wystarczy nie mieć brudnych, zniszczonych butów.

W innym wątku pisałeś o operacjach za grube tysiące, które mają poprawić urodę. W każdej w zasadzie dziedzinie życia są "diminishing returns", na przykładzie butów, kupując schludne, czyste za powiedzmy 50 zł poprawimy sobie naszą ocenę w oczach otoczenia o powiedzmy 20 punktów (totalnie z bani jednostka). Jeśli jednak kupimy buty za 5000 zł, nie poprawimy oceny o 2000 punktów, tylko zamiast 20 dostaniemy 50. Druga rzecz, zasada wąskiego gardła. Buty za 5000 nic nie dadzą, jeśli będziemy mieć poszarpane, brudne spodnie. Albo gadać zarozumiałym tonem, czego już nikt nie lubi, nie tylko osoba z którą rozmawiamy, ale też otoczenie i świadkowie.

Innymi słowy, najwięcej daje poprawa tych rzeczy, które są najniżej w tym, co można nazwać naszą całościową prezencją, przy czym poprawa może być nawet niewielka, byle nie być na samym dnie z daną cechą.

Przenosząc to rzecz, o której pisałem wyżej, angielski. Słownictwo mam na poziomie no, bardzo wysokim, braki mam w innych rzeczach, głównie w gramatyce (no i w wymowie, ale tego póki co nie potrzebuję). Jednak ciągnie mnie do dalszego poprawiania słownictwa, zamiast do ćwiczeń gramatyki czy wymowy. A jeszcze poziom wyżej, niezbyt teraz potrzebuję angielskiego do czegokolwiek. Mając bardzo ładne buty, chcę kupić jeszcze ładniejsze i droższe, chociaż chodzę w połatanych, szmacianych spodniach (przestawiony priorytet poprawy wyglądu), a do tego jestem bezdomny (wygląd powinien być na końcu zmartwień). Teraz chyba jasne jest, czemu pisałem o tej operacji? Big Grin

Czy za dużo analizujemy... jeśli ktoś nie ma tych cech wrodzonych, to musi analizować, a nawet jeśli ktoś ma, to wiedza o tym może mu bardzo dużo dać, pozwalając poprawić swoje najsłabsze elementy, każdy takie ma. Problem byłby, jakby ktoś tylko analizował i nic nie praktykował.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości