This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
No właśnie, różne narkotyki dają dobre wyniki, ale to równie dobrze może rozwalić psychikę w drugą stronę, burząc pożyteczne struktury. Ciężka sprawa ogólnie.

Psychika to też nie jest taka prosta rzecz, to jest zbiór setek cech, zależności między nimi i w ogóle rozkminić co tam jest do czego to już wyższa szkoła jazdy. Niby można powiedzieć, że jest najważniejsza i fajrant, ale co to nam da? Psychiki jako takiej, tego co tkwi u samej podstawy, nie zmienisz, chyba że zaryzykujesz jakieś dzikie terapie narkotykami, co równie dobrze może doprowadzić do trwałych uszkodzeń.

Wyuczone wzorce zachowań to też część psychiki, to można próbować zmienić. Pewność siebie to też część psychiki, a to mocno zależy właśnie od siły fizycznej, co można zmienić bez problemu.

Stany depresyjne to część psychiki, ciężko przecenić jak dużą rolę mają we wpływie na nasze życie. To też można zmienić chociażby suplementami.

Jest taka fajna książka, ale po polskim tłumaczeniu tytułu boję się, że całość tłumaczenia jest fatalna, "elegia bidoków" czy jakoś tak. Hillbilly elegy. Tam fajnie rozkminia się te wszystkie rzeczy, których nabiera się w dzieciństwie i młodości, ale przede wszystkim znajomości. Sieci kontaktów nie zmieni się tak łatwo, można 20 lat wbijać się w jakieś środowiska i zawsze będzie się dla nich kimś gorszym niż osoba, z którą spędzili dzieciństwo.

A wracając do supli, zastanawiam się, czy dorzucić do listy "brać codziennie do końca życia" wapń, tak z 500 mg dziennie, oraz magnez. I może potas. No nie ma co ukrywać, mam naprawdę słabą dietę i te rzeczy mogłyby mi pomóc.
Odpowiedz
A, jeszcze co do siłowni. Cały czas skupiasz się na jednej rzeczy, sukcesie finansowym i piszesz, że siłownia gorsza. Tylko widzisz, obraz "sukcesu" który narysowałeś to jest mniej niż 1% populacji, może nawet mniej niż 0,1%, żeby kogoś było stać na surogatki, ochroniarzy i całą resztę. To jest cholernie trudne do osiągnięcia, wymaga albo naprawdę niesamowitego ogarnięcia, równie niesamowitego szczęścia, albo też pracy po 15 godzin na dobę. Dla kogoś, kto nie ma wrodzonych bądź wyuczonych pewnych cech, jest to prawie tak proste, jak dostanie Nobla z fizyki teoretycznej. Dla przeciętnego człowieka "sukces finansowy", który ten człowiek osiągnie wrzucając w to tyle energii i czasu, ile poświęciłby na siłownię, to będzie wypłata rzędu 4000 zł zamiast 3800 zł, o tyle zmienią się jego dochody, gdy poświęci na to dodatkowe 5 godzin tygodniowo. Za 200 zł ani nie zatrudnisz grupy ochroniarzy, ani nie wynajmiesz surogatki, a i "dziwka" to będzie jakiś paszczur raz w miesiącu.

Druga rzecz, zdrowie, tego nie kupi się za pieniądze, a w każdym razie nie powyżej pewnej granicy. Siłownia spokojnie może dać 10 lat życia więcej, życia w dobrym zdrowiu i pełni sił.

Naprawdę ciężko o coś, co jest wyżej na liście "korzyści vs poniesione koszty".
Odpowiedz
Co to ma z czymkolwiek wspólnego, siłownia to siłownia, a to czy ktoś bierze sterydy, je ryż z kurczakiem czy nie wiem, tatuuje się, to już jest coś nie związanego z tematem siłowni jako takiej. Ćwiczenia to podnoszenie ciężkich rzeczy do góry i opuszczanie ich na dół, cała reszta to coś innego.

Co ma też wspólnego atak nożownika? Chodzenie na siłownię zwiększa ryzyko bycia ofiarą ataku czy co?
Odpowiedz
No ale problem w tym, że nie mamy takiego drzewka w życiu, mamy gotowy build i kilka skilli do dodania, co prawda można kilka lat poświęcić, żeby zwiększyć sobie inta o 10, czyli zamiast powiedzmy 170 będzie 180, ale można też tym samym kosztem wziąć dostępny obok skill zwiększający siłę x2, zamiast 170 będzie 340.

Jakakolwiek dyskusja może mieć sens tylko wtedy, gdy przełoży się na realne zmiany w życiu. Ani atak nożownika, ani jakieś tortury nie są realnymi zagrożeniami, przed którymi opłaca się budować zabezpieczenia. Podobnie jak rozkminianie czy lepiej urodzić się pięknym, mądrym i bogatym, czy może brzydkim, głupim i biednym. Rodzimy się jacy się rodzimy i mamy pewien zestaw, z którym potem coś możemy zrobić.

To, co ma największy wpływ, to UMIEJĘTNOŚCI. To są rzeczy, które kontrolujemy w największym stopniu. Jasne, że idealnie byłoby zmienić podejście do życia, charakter, nauczyć odnajdywania się w sytuacjach, nie wiem, może mieć jakiś instynkt do robienia pieniędzy, ale to pewnie wymaga lat pracy nad sobą i u każdego musi przebiegać inaczej. Zwykłe umiejętności to coś, co każdy ćwiczy tak samo i co można bez problemu kontrolować, na przykład nauczyć kogoś czegoś.

Przykładowo, skoro już jesteśmy na forum, umiejętności oceny tego, jak suple i dieta wpływają na zdrowie. Niby można po prostu słuchać czyichś rad, ale wtedy nie wiadomo, czy nie słucha się jakiegoś szarlatana. Wytrenowałem tę umiejętność i teraz mam zabezpieczenie przed chorobami, przynajmniej do pewnego stopnia. Niestety, nie przekłada się to na kasę.

Siłownia to też umiejętność, można nauczyć się podnosić 3 razy większe ciężary, niż podnosiło się przedtem, znacznie poprawia się też wtedy samopoczucie, pewność siebie, stan kości, zmniejsza ryzyko depresji, nowotworów, chorób krążenia. W jednym z badań  wyszło, że już godzina tygodniowo zmniejsza ryzyko udaru o 70%.

Umiejętność gry na pianinie pozwala tylko grać na pianinie, daje dużą satysfakcję, ale prawie zerowe przełożenie na cokolwiek realnego, nie ma opcji, żeby na tym zarobić, albo nawet poderwać jakąś laskę. Owszem, jakoś tam rośnie IQ, zmniejsza się ryzyko alzheimera, ale to są bardzo niewielkie zmiany, zwłaszcza w porównaniu do tego, ile wysiłku kosztuje nauka.

Przykładem umiejętności jest znajomość języków, Poziom B1 nie jest jakąś abstrakcją, to coś, co pozwala się dogadać na większość tematów za granicą. Wymaga to opanowania około 5000 najczęściej używanych w danym języku słów (przy czym większość pasywnie, czyli rozumiesz gdy słyszysz, ale nie bardzo jesteś w stanie użyć) oraz podstaw gramatyki. To jest do ogarnięcia w dosłownie 2 miesiące, jeśli używa się narzędzi typu memrise. Oczywiście nie zda się egzaminu na B1 po 2 miesiącach wkuwania słówek, ale spokojnie da się wtedy zrozumieć lwią część prostych przekazów, takich jak filmiki na youtube czy artykuły w gazetach, a także można próbować się dogadywać z nativami.

To naprawdę bardzo duże przełożenie, 2 miesiące po 2-3 godziny dziennie sprawia, że otwiera się cały wszechświat możliwości, oczywiście jest też opcja, że nigdy się z tej wiedzy nie skorzysta. Nawet kiedyś myślałem, czy nie ogarnąć podstaw ruskiego, hiszpańskiego (bo to drugi najczęściej używany na świecie język), niemieckiego, czeskiego, do tego jeszcze można japoński i chiński. Brzmi szaleńczo, ale jak popatrzeć na zasadę 2 miesięcy, to jest to raptem rok. Pewnie chiński czy japoński zajęłyby dłużej, ale z kolei czeski czy ruski o połowę krócej.

Najważniejsza umiejętność to zdolność prowadzenia rozmowy i zdobywania sympatii, ale tego nie da się tak o sobie po prostu wytrenować z jakiegoś podręcznika.

A w ogóle to jednak dołożę do listy supli "bierz codziennie" wapń, magnez i potas.

/edit i jednak dorzucę małą łyżeczkę oleju z ogórecznika.
Odpowiedz
Zrób jak ja, zacznij od przeczytania książki po angielsku, którą dobrze znasz po polsku, potem ściągnij sobie audiobooka angielskiego i odsłuchaj... a potem powinieneś już być w stanie słuchać audiobooków bez problemu, jeśli oczywiście masz dobry zasób słownictwa.

Ale dalej mam problemy ze zrozumieniem jak ktoś gada slangowo czy niewyraźnie, chociaż w sumie po polsku też takich rzeczy czasem nie rozumiem.
Odpowiedz
A wracając do rzeczy istotnych, zastanawiam się nad dołączeniem też koenzymu Q10

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/18000140/

tutaj sprawdzali, jaki to ma efekt u szczurów, suplementacja przedłużała u zwierząt życie, jeśli były karmione dietą bogatą w wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9584986/

ale tu, na zwykłej diecie, już nie było takiego efektu. Jakieś badanie zrobili, gdzie podawali go pacjentom z terminalnym rakiem i żyli średnio niemal 3 razy dłużej, niż wynikało z przewidywań.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/29641571/

a tutaj Q10 zmniejszył ryzyko śmierci niemal dwukrotnie w danej grupie wiekowej, efekt utrzymał się 12 lat po zaprzestaniu suplementacji.
Odpowiedz
Jest taki gość, Rick Rosner. Drugi najwyższy wynik IQ ze wszystkich ludzi na Ziemi. Jak się czyta artykuły o nim, to oczywiście brainlety zawsze jadą tą samą litanią - że on jest głupi, oni wiedzą lepiej, bo na jakimś blogu przeczytali, że suplementy nie działają.

No ale popaczmy, co gość bierze

- omega 3
- mini aspiryna
- metformina
- metoprolol
- glisodin
- dutasteryd
- glukozamina + chondroityna
- SAM-e
- astragalus
- błonnik
- tokotrienole + Q10
- kurkumina
- karnozyna
- karnityna i ALA (pewnie kwas alfa liponowy)
- likopen
- TMG (betaina)
- selen + specyficzne witaminy E
- wapń
- benfotiamina
- cysteina
- witamina K
- ekstrakt z kasztanowca
- wyciąg z owoców granatu, noni i mangostanu (jezu, co to jest w ogóle)
- kwercetyna + bromelina
- fosfatydyl seryny
- kawa
- DMAE
- pimagedine
- centrofenoksyna
- piracetam
- winpocetyna
- błękit metylenowy


No moja lista jest stanowczo krótsza, ale też mam sporo niższe IQ od tego gościa. Z rzeczy, które wydają się interesujące, a nie wymagają recepty, ciekawe wygląda błękit metylenowy. On może odwracać procesy starzenia się mózgu, dosłownie. Ma silne działanie nootropowe, czyli zwiększające sprawność mózgu, a także jest w stanie oczyszczać wątrobę. Testowano go nawet jako lek przeciw zmianom w układzie krążenia takim, jakie są w marskości wątroby:

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/16187171/

Astragalus, czy tam traganek wygląda bardzo obiecująco jeśli chodzi o przedłużanie życia komórek, a tym samym przedłuża młodość. Jest też tani i ma kilka innych właściwości prozdrowotnych.

Wracając do błękitu metylenowego

https://www.reddit.com/r/Nootropics/comm...r_4_years/

tu gość wypisał fajne rzeczy, które mogą mieć duże znaczenie czy to w zapobieganiu chorobom, czy w potęgowaniu zdolności umysłowych

Z rzeczy, które mogą mieć znaczenie, wymienia kwas masłowy, ale też nie widzę za bardzo żadnych badań, które wykazały realne działanie.
Odpowiedz
W sumie jakbyś pizzę rozbił na poszczególne składniki i brał oddzielnie w tabletkach, to efekt dla organizmu byłby taki sam jak przy jej zjedzeniu, a lista byłaby 3 razy dłuższa.
Odpowiedz
O, jeszcze jedną rzecz wypada dodać do listy "bierz codziennie", zamiast jak dotychczas, "bierz, kiedy ci się przypomni"

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/21390530/

kreatyna u myszy spowodowała przedłużenie życia o odpowiednik 7 lat u człowieka. Tylko kilka substancji dało taki efekt w badaniach klinicznych.
Odpowiedz
może wziąłeś coś za dużo co nie przyswaja się w takiej ilości, np zbyt duża dawka betainy sprawia, że wszystko przelatuje przez bebechy i masz rozwolnienie. A jak bebechy za szybko pracują przy rozwolnieniu, to bolą, wtedy myślisz że to nerki.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości