Liczba postów: 7,367
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
Chyba nie ma na świecie człowieka, który ma 35 średnie i normalnie funkcjonuje, nawet w śpiączce hipotermicznej jest około 50. Sportowcy owszem, mają niższe, ale też nie aż takie. Poniżej 40 to już olimpijczycy i to zapewne na EPO. Potrafią umierać od tego, bo po dopingu serce bije im za wolno i dochodzi do zaburzeń, organizm nie potrafi tego regulować w tych granicach.
Liczba postów: 984
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
neko1witek napisał(a):Kurwa mać... 35-40 średnie, czy najniższe? Ja ostro pracowałem nad tym, żeby zejść poniżej 50 średniej. Moje najniższe średnie to chyba 46 dotychczas. Często mi się udaje trzymać poniżej 50.
Najniższe i to w nocy. Miałem Holtera EKG na całą dobę założonego i w najniżej mi spadło właśnie do 35 w połowie snu, potem 40-45. Średnie spoczynkowe miałem 52, ogólnie wychodziła mi bradykardia przez 22 % czasu pomiarów. Robię pomiary ciśnieniomierzem mankietowym dwa razy dziennie i też tętno zwykle pokazuje mi w granicach 48-55. Nie czuję żadnych problemów z tego powodu, sportowcem nie jestem, lekarz twierdzi, że taka moja natura. Jak masz te 50 z hakiem to jest ok, na siłę i tak nie zbijesz.
neko1witek napisał(a):A jakie masz ciśnienie, że zdecydowałeś się brać betablokery?
Jeszcze się nie zdecydowałem brać. Lekarz zdecydował za mnie i mi przepisał. Holter ciśnieniowy noszony przez dobę z pomiarami co pół godziny wykazał, że przez większość czasu mam ciśnienie wysokie prawidłowe, czyli ok. 131/80 i więcej. Podchodzi to pod początkowe nadciśnienie skurczowe. Moje własne pomiary robione codziennie od pół roku też taką tendencję pokazują. W nocy mam non-dipper, czyli praktycznie mi to ciśnienie nie spada w czasie snu. Zwalam to wszystko na stres i ciągłe pobudzenie układu nerwowego. Dlatego lekarz zalecił betabloker ale ostrożnie z dawką ze względu na nocną bradykardię.
Ja też dość mocno zwykle czuję skurcze serca, mam dużą świadomość jego pracy, strasznie mnie irytują ekstrasystole, czyli te dodatkowe skurcze i pauzy wyrównawcze po nich, bo faktycznie mocno je odczuwam. Albo taka natura, albo ciągły stres. Wróciłem do glicynianu magnezu wieczorem w większych dawkach, żeby się nasycić i bardziej wyluzować.
Uważam, że czasem też nie ma sensu robić zbyt dużo badań i nawet mierzyć sobie ciśnienia co chwilę. Jest coś takiego jak jatrogenia, można zepsuć sobie zdrowie przez zbytnie leczenie.
Liczba postów: 7,367
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
05-20-2026, 10:37 PM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-20-2026, 10:40 PM przez tomakin.)
No ogólnie zanim się za chemię weźmie, powinno się najpierw sprawdzić, czy wszystko się zrobiło, co można zrobić. Czy dieta jest OK, czy wystarczy ruchu, czy nie ma krytycznego niedoboru pokarmowego.
Wziąłem właśnie beta blokera, 1/4 tabletki, może 1/3. Wczoraj połówkę nierówno na pół przełamałem i z tego wziąłem mniejszą część.
Zwróciłem uwagę na objaw w czasie kąpieli. Był, jak palce były pomarszczone w wodzie, godzinę temu, sprawdzałem to. Teraz wyszedłem, jakiś czas jestem już poza wodą, pomarszczenie powoli znika. Znikł też objaw. Całkowicie, do zera, nawet jak próbuję pod światło patrzeć.
No i teraz tak, w czasie kąpieli, marszczenie się palców wynika z aktywacji współczulnego układu nerwowego. Były na to jakieś badania kiedyś. Ale u mnie objaw znika nie od razu, tylko po jakimś czasie, gdy już jestem po.
Co tam się dokładnie dzieje, w którym momencie dochodzi do tej zmiany? Czy to jest efekt ustalania się równowagi autonomicznego układu nerwowego, współczulny vs przywspółczulny? Może pomarszczenie wynikało z mocnej aktywacji współczulnego, a teraz uderzył przywspółczulny, by to wyrównać, co spowodowało też cofnięcie objawu?
To cholera może być klucz do zagadki, skąd się to bierze. Kąpiel nie zmienia nic w chemii organizmu, albo prawie nic. No trochę się odwadniam, ale to tyle. Natomiast aktywacja współczulnego jest bardzo silna i dotyczy tylko palców, ewolucyjne dostosowanie, by zwiększyć chwytność gdy jest się w wodzie.
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC3639753/
Obkurcz naczynek wywołuje pomarszczenie skóry, odcinając dopływ krwi.
W badaniach na poprzedniej stronie to nie obkurcz, ale rozluźnienie naczynek (czyli to, co następuje jako kontra gdy znika bodziec wody i znikają zmarszczki palców) powodowało zniknięcie objawu Terry'ego.
No, beta bloker może tutaj bardzo pomóc, będę obserwował. Jeśli pomoże, przyczynę da się zawęzić do noradrenaliny. A stąd już prosta droga.
Zrobię potem też jeszcze jeden trick, to z dmuchaniem w kciuk. Ale poszukam, jak to dokładnie robili tak, by był silny efekt, tam dołączyli do tego kładzenie się czy wstawanie w odpowiednim czasie po tym dmuchaniu. Ale to już nie dziś.
/edit a, ważna rzecz. Kiedyś już pisałem o tym teście kąpieli, gdy zauważyłem zanik objawu, za cholerę nie zgadzało się z tym, co mówi logika, kąpiel aktywuje współczulny, a ja podejrzewałem, że to własnie jego aktywność wywołuje objaw terry'ego, a nie odwrotnie. Jak się dziś okazało, to nie kąpiel, ale stan po niej, gdy wszystko wraca do normy, likwiduje objaw Terry'ego. I wszystko znowu się idealnie zgadza.
Liczba postów: 7,367
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
... wróć, odwrotnie. To zwężenie tętnic likwidowało objaw w tych badaniach na poprzedniej stronie.
No nieważne, póki co wiadomo, że ingerencja w autonomiczny układ nerwowy potrafi przynajmniej na chwilę całkowicie zlikwidować objaw Terry'ego.
Liczba postów: 7,367
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
05-21-2026, 04:35 AM
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-21-2026, 04:36 AM przez tomakin.)
(objaw oczywiście już wrócił)
Może przetestować jakieś leki obkurczające... przydałoby się wiedzieć, jaki konkretnie mechanizm w organizmie odpowiada u mnie za objaw Terry'ego. Może to być za duży, albo za mały poziom jakiejś jednej substancji, nadwrażliwość jednego, konkretnego receptora.
Inhibitory MAO? Tutaj przykładem jest miłorząb japoński. I ja to mogłem brać zarówno w 2010, jak i w 2020.
Cholercia no... takie rozszerzenie naczynek to bardzo często (chyba prawie zawsze) kwestia systemowa. Innymi słowy, to nie jest jakaś jedna substancja, której poziom za mocno się rozbujał, tylko reakcja organizmu na coś, co jest globalne. Przykładowo w marskości wątroby to zapchana żyła wrotna, plus wysokie dawki hormonów, plus wysokie dawki tlenków azotu. I pewnie jeszcze parę rzeczy. Czasem jest to rozwalone serce, czasem duże uszkodzenie głównych żył, czasem faktycznie jakiś jeden tylko hormon, ale ten hormon rozwala pomału calutki organizm. Nawet jeśli zacznie się brać substancje obkurczające, to tylko zamaskuje się objaw. No ale przynajmniej będzie wiadomo, co konkretnie jest poza skalą, a to pozwoliłoby dojść do tego, jaka jest przyczyna.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28552271/
tu opisali ten sposób na aktywację przywspółczulnego. Siadamy sobie, normalnie nie opierając się plecami, żeby w miarę prosto było, dmuchamy mocno przez 15 sekund w powiedzmy strzykawkę, starając się przepchnąć jej tłoczek (obojętnie w co się dmucha, ale w taką strzykawkę odruchowo będzie się to robić mocniej), a potem kładziemy się i podnosimy nogi pod kątem 45 stopni, kładąc je na podwyższeniu. Nie jestem pewien, czy zrobienie tego samodzielnie nie zakłóci trochę wyniku, ale nie powinno aż tak.
A sprawdzę, czy a. nie znikną mi po tym palpitacje, jakbym kiedyś miał, b. nie zniknie albo nie pogłębi się objaw Terry'ego.
Swoją drogą, palpitacji nie mam od daaaawna, podobnie jak zespołu niespokojnych nóg. Chyba coś z tego, co zrobiłem, zadziałało. Lepszy sen, to ciągłe wrażenie, że jest ostrzejszy wzrok i lepsza koncentracja, wrażenie kontroli ruchu, brak palpitacji i zespołu. No coś robię dobrze.
Spróbuję ten modyfikowany manewr
Liczba postów: 329
Liczba wątków: 8
Dołączył: Dec 2020
Reputacja:
13
(05-20-2026, 08:29 PM)Temper napisał(a): neko1witek napisał(a):Kurwa mać... 35-40 średnie, czy najniższe? Ja ostro pracowałem nad tym, żeby zejść poniżej 50 średniej. Moje najniższe średnie to chyba 46 dotychczas. Często mi się udaje trzymać poniżej 50.
Najniższe i to w nocy. Miałem Holtera EKG na całą dobę założonego i w najniżej mi spadło właśnie do 35 w połowie snu, potem 40-45. Średnie spoczynkowe miałem 52, ogólnie wychodziła mi bradykardia przez 22 % czasu pomiarów. Robię pomiary ciśnieniomierzem mankietowym dwa razy dziennie i też tętno zwykle pokazuje mi w granicach 48-55. Nie czuję żadnych problemów z tego powodu, sportowcem nie jestem, lekarz twierdzi, że taka moja natura. Jak masz te 50 z hakiem to jest ok, na siłę i tak nie zbijesz.
neko1witek napisał(a):A jakie masz ciśnienie, że zdecydowałeś się brać betablokery?
Jeszcze się nie zdecydowałem brać. Lekarz zdecydował za mnie i mi przepisał. Holter ciśnieniowy noszony przez dobę z pomiarami co pół godziny wykazał, że przez większość czasu mam ciśnienie wysokie prawidłowe, czyli ok. 131/80 i więcej. Podchodzi to pod początkowe nadciśnienie skurczowe. Moje własne pomiary robione codziennie od pół roku też taką tendencję pokazują. W nocy mam non-dipper, czyli praktycznie mi to ciśnienie nie spada w czasie snu. Zwalam to wszystko na stres i ciągłe pobudzenie układu nerwowego. Dlatego lekarz zalecił betabloker ale ostrożnie z dawką ze względu na nocną bradykardię.
Ja też dość mocno zwykle czuję skurcze serca, mam dużą świadomość jego pracy, strasznie mnie irytują ekstrasystole, czyli te dodatkowe skurcze i pauzy wyrównawcze po nich, bo faktycznie mocno je odczuwam. Albo taka natura, albo ciągły stres. Wróciłem do glicynianu magnezu wieczorem w większych dawkach, żeby się nasycić i bardziej wyluzować.
Uważam, że czasem też nie ma sensu robić zbyt dużo badań i nawet mierzyć sobie ciśnienia co chwilę. Jest coś takiego jak jatrogenia, można zepsuć sobie zdrowie przez zbytnie leczenie.
Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę czym się mierzy. Jak dobrego masz smartwatcha. Wielokrotnie widziałem zakłamania, w zależności jak się ułoży zegarek na ręce. W nocy zegarek się porusza, bransoletka się naciąga i ustawia śmieszne kąty czujnika. Dzisiaj w nocy pokazało mi serce między 100-110 przez 15 minut. Kwestia ile zrobił pomiarów i ile z nich było dobrych.
Ogólnie bardzo rzadko zakłamuje, ale robi to i jestem tego świadom. Np. rano mierzę ECG, mam taki rytuał i wtedy najwyraźniej widać jak milimetry przesunięcia zegarka błyskawicznie zakłamują rezultaty. Ale to przy ECG.
Wydaje mi się, że 95% pomiarów jest prawdziwa. Ale też czasem mam w nocy dziwne, więc po prostu staram się to zlewać. Co innego gdyby to się powtarzało regularnie.
Liczba postów: 984
Liczba wątków: 1
Dołączył: Mar 2023
Reputacja:
13
tomakin napisał(a):Inhibitory MAO? Tutaj przykładem jest miłorząb japoński.
Miłorząb jest inhibitorem MAO? O proszę, nie wiedziałem.
neko1witek napisał(a):Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę czym się mierzy. Jak dobrego masz smartwatcha.
Nie mam smartwatcha. Wyniki ciśnienia i tętna biorę ze zwykłego naramiennego ciśnieniomierza, a o niskim pulsie w nocy dowiedziałem się z Holtera. Czujniki w zegarkach faktycznie często przekłamują, dlatego trzeba choćby robić kalibrację co miesiąc, żeby móc mierzyć ciśnienie.
Liczba postów: 329
Liczba wątków: 8
Dołączył: Dec 2020
Reputacja:
13
(05-21-2026, 04:35 AM)tomakin napisał(a): (objaw oczywiście już wrócił)
Może przetestować jakieś leki obkurczające... przydałoby się wiedzieć, jaki konkretnie mechanizm w organizmie odpowiada u mnie za objaw Terry'ego. Może to być za duży, albo za mały poziom jakiejś jednej substancji, nadwrażliwość jednego, konkretnego receptora.
Inhibitory MAO? Tutaj przykładem jest miłorząb japoński. I ja to mogłem brać zarówno w 2010, jak i w 2020.
Cholercia no... takie rozszerzenie naczynek to bardzo często (chyba prawie zawsze) kwestia systemowa. Innymi słowy, to nie jest jakaś jedna substancja, której poziom za mocno się rozbujał, tylko reakcja organizmu na coś, co jest globalne. Przykładowo w marskości wątroby to zapchana żyła wrotna, plus wysokie dawki hormonów, plus wysokie dawki tlenków azotu. I pewnie jeszcze parę rzeczy. Czasem jest to rozwalone serce, czasem duże uszkodzenie głównych żył, czasem faktycznie jakiś jeden tylko hormon, ale ten hormon rozwala pomału calutki organizm. Nawet jeśli zacznie się brać substancje obkurczające, to tylko zamaskuje się objaw. No ale przynajmniej będzie wiadomo, co konkretnie jest poza skalą, a to pozwoliłoby dojść do tego, jaka jest przyczyna.
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28552271/
tu opisali ten sposób na aktywację przywspółczulnego. Siadamy sobie, normalnie nie opierając się plecami, żeby w miarę prosto było, dmuchamy mocno przez 15 sekund w powiedzmy strzykawkę, starając się przepchnąć jej tłoczek (obojętnie w co się dmucha, ale w taką strzykawkę odruchowo będzie się to robić mocniej), a potem kładziemy się i podnosimy nogi pod kątem 45 stopni, kładąc je na podwyższeniu. Nie jestem pewien, czy zrobienie tego samodzielnie nie zakłóci trochę wyniku, ale nie powinno aż tak.
A sprawdzę, czy a. nie znikną mi po tym palpitacje, jakbym kiedyś miał, b. nie zniknie albo nie pogłębi się objaw Terry'ego.
Swoją drogą, palpitacji nie mam od daaaawna, podobnie jak zespołu niespokojnych nóg. Chyba coś z tego, co zrobiłem, zadziałało. Lepszy sen, to ciągłe wrażenie, że jest ostrzejszy wzrok i lepsza koncentracja, wrażenie kontroli ruchu, brak palpitacji i zespołu. No coś robię dobrze.
Spróbuję ten modyfikowany manewr 
Jeżeli jesteśmy we dwójkę, to trzymam jej nogi na ziemi i w momencie kiedy skończy dmuchać w strzykawkę daje mi znać i ja je szybko podnoszę. Musi być rozluźniona, nie może ich sama podnosić, jakby ruch bez jej woli.
Czasem kiedy jest sama, po prostu siedzi, dmucha i jak skończy to przewraca się do tyłu jakby robiła przewrotkę do tyłu, ale po prostu kończy z kolanami nad głową.
Jak pisałem wcześniej, to pomaga w 90% przypadków. Czasem nie za pierwszym razem, ale z reguły za pierwszym, a jak nie to powtarzamy do skutku, czyli w sumie po kilku razach działa. Potem dzwoniliśmy już po karetkę.
Liczba postów: 7,367
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
No tak właśnie podejrzewam, że jak samemu się robi, to napięcie mięśni, konieczne do podniesienia nóg pod kątem i w ogóle do położenia się, może psuć efekt.
Polazłem dziś nazrywać pokrzyw, znowu mnie aż przytkało, jak wyostrzył się wzrok, ile bodźców nagle zaczęło docierać. I to musi być efekt kreatyny, bo nic innego nie brałem, kompletnie nic. No ewentualnie karbieniec.
Cholercia... no zawsze po kreatynie tak jest, ona jest jednym z elementów układanki, bardzo ważnym elementem.
Jeszcze raz, powrót do 2010. Kupiłem kreatynę 3 stycznia, tzn zamówiłem, przyszła pewnie potem. A nie, wróć, kupiłem 6 grudnia po raz pierwszy, 3 stycznia kupiłem dużą porcję.
9 grudnia bardzo duża poprawa, ale jeszcze wtedy nie zacząłem brać kretki, poprawa była po karnitynie.
...nie, nic tam nie ma o poprawie po kreatynie. 3 czerwca pisałem, że kreatyna mogła nie być syntetyzowana w organizmie, więc jest możliwość, że ją wtedy wziąłem i nic nie napisałem. 6 była ta mega poprawa. Ale nie no, gdyby to było takie proste, zauważyłbym to przy innych okazjach...
Liczba postów: 7,367
Liczba wątków: 19
Dołączył: Aug 2020
Reputacja:
59
No i zapiszę, bo potem będę znowu się zastanawiał. Brokułów nie jadłem ostatnie 2 dni, więc to nie od nich była ta poprawa dziś. Piracetam za to był, oczywiście kreatyna, ale też złocień. No i ten beta bloker, co prawda mikrodawka, ale jednak. Właśnie wziąłem pół tabletki, czyli już normalnie ile się bierze.
No i oczywiście te ćwiczenia na aktywację przywspółczulnego.
Ogólnie to widzę to tak:
COŚ zakłóca przepływ krwi przez naczynka włosowate. Może nadmiernie rozkręcił się jakiś hormon, tarczyca lub estrogen, może gdzieś jest nadprodukcja tlenków azotu, może jest jakaś zmiana fizyczna w dalszych naczyniach krwionośnych, jakieś zwyrodnienie.
To COŚ odpowiada też za inne objawy.
A same obłączki zanikły zapewne głównie dlatego, że zmiana w przepływie krwi odcięła dopływ do macierzy paznokcia.
No kurcze, trzeba "macać" i obserwować, innego wyjścia nie ma. Brać po kolei różne wynalazki i patrzeć, czy wystąpi jakaś reakcja. Karnityna powinna była zlikwidować objaw Terry'ego, to był test na tarczycę.
Ale zaraz zaraz... Karnityna likwidowała objawy nadczynności, takie jak nerwica i bezsenność. Ona NIE zmieniała poziomu samych hormonów we krwi. Może więc być i tak, że ona chroni przed niektórymi efektami wysokiego poziomu hormonów, ale ma zerowy wpływ na inne. Co do tarczycy i objawu Terry'ego, zdania są tutaj podzielone, część badań mówi, że jest, część że nie ma, ale jest dużo opisów ludzi, którzy mieli go przy nadczynności.
Nikt nie wie, co odpowiada za ten objaw, tak w marskości jak i w chorobach tarczycy, dwie najmocniejsze hipotezy to tlenki azotu oraz estrogeny. Czort wie, czy karnityna w ogóle na to w jakikolwiek sposób mogła wpłynąć.
Co ja jeszcze robiłem... ostropest brałem, ale kiedy to było w 2010? Widzę, że już po poprawie. Podobnie hepatil. Te rzeczy wzmacniają wątrobę, co sprawia, że skuteczniej usuwa ona estrogeny z krwi.
|