This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Hmm, no w sumie zgadza się, częstomocz mam od kilku dni, co też jest objawem nadmiaru wapnia, organizm wyrzuca go w ten sposób z krwi, miałem często po suplementacji nadmiarem D3, więc dość dobrze to znam. Kontuzja pleców, kolana, to bardzo mocno pasuje do zbyt mocno spiętych mięśni, co jest jednym z najbardziej typowych objawów zbyt wysokiego poziomu wapnia. Mięśnie są cały czas lekko napięte, co sprawia, że przy gwałtowniejszych ruchach szarpią za przyczepy.

Magnezu w tym wypadku raczej nie powinno się brać, bo co prawda neguje on wapń, to jednak jest też silnie zasadowy, co może źle wpłynąć na gospodarkę jonami, a tu nie wiadomo, czy chodzi o za wysoki wapń, czy o zbyt zasadowy odczyn. No szkoda, że pomyślałem o tym wszystkim dopiero po tym, jak już wziąłem dzienną dawkę A.

Nie wiem, czy cokolwiek robić, czy po prostu poczekać, nie jest jakoś źle, w sensie, nie ma żadnego stanu zagrażającemu zdrowiu czy mogącego doprowadzić do poważnych konsekwencji, jak w tych opisach przypadków zatrucia witaminą A, gdzie dochodziło do zwapnień nerek i marskości wątroby, po prostu oszołomiony jestem i ciężko mi się myśli, ale no... to jest coś, do czego dobrze się już zdążyłem przyzwyczaić. Tauryna wydaje się wystarczającą odtrutką. No i nawet nie jestem pewien, czy faktycznie mam nadmiar A, bo równie dobrze mogę mieć po prostu jakieś początki przeziębienia, czy coś takiego.
Odpowiedz
A, z zapaleniem skóry dalej spokój, nie całkowicie czysto, ale teraz nawet nie wiem, czy dalej coś się robi, czy po prostu zostały resztki po ostatnim rzucie i znikną, gdy jeszcze raz umyję włosy. No tak czy tak jest o całe niebo lepiej, niż było tydzień temu.

No i teraz mam 3 możliwe rozwiązania zagadki, czemu tak się poprawiło.

Pierwsza, coś w b complex. Jedyna witamina, która tam jest, a której nie biorę oddzielnie w o wiele, wiele większych dawkach, to B5. Dziś powinna pojawić się w paczkomacie, matuli kupiłem na pamięć, ale sam też wezmę, jeśli faktycznie mam jakieś jej niedobory, poprawa powinna byś błyskawiczna i bardzo duża, na wszelkich możliwych frontach. Za tydzień będzie wiadomo.

Druga, po prostu astaksantyna. Biorę od kilku dni, to ma bardzo silne działanie wyciszające stany zapalne. Kto wie? W badaniach na zwierzętach leczyła zapalenia skóry, inne co prawda, ale mechanizmy są podobne. Tylko tam używano dużo większych dawek. No ale kto wie? Jeśli tak, to najlepszy zakup, ile to wychodzi, 5 zł miesięcznie? jakoś tak.

Trzecia wreszcie, może w końcu zadziałał olej z wiesiołka, który kiedyś już testowałem bez większych efektów, ALE, on utlenia się we krwi, jeśli jest za dużo wolnych rodników. Może połączenie go z tymi dawkami witaminy E, którą biorę, dało efekty?

No tak czy tak, coś zrobiłem dobrze. To się wyrównuje, bo coś zrobiłem źle że mam te ciągłe oszołomienie, ale też coś dobrze, bo w końcu jest spokój z włosami. Jeszcze żebym wiedział, co takiego zrobiłem źle, a co dobrze...
Odpowiedz
B5 już wziąłem, póki co nie wyrosła mi druga głowa ani nic. I tak myślę, czy to może być astaksantyna. Są całe tematy, gdzie ludziom chroniczne zapalenia skóry mijały, gdy zaczęli ją suplementować, nawet są badania na zwierzętach, gdzie działała. No i jeśli ona naprawdę tak silnie działa, to jest to powód, by brać ją całe życie i naprawdę o tym pamiętać, bo jeśli mam stany zapalne na głowie, to mam też pewnie na przykład w naczyniach krwionośnych, gdzie sobie hoduję miażdżycę.

No i jak to się będzie miało do obłączków? Ciągle mi chodzi po głowie ten artykuł, gdzie opisano powrót obłączków u grupy pacjentów po podaniu astaksantyny. Niby wyglądał jak spam pozycjonerski, ale jednak...

No jest silna hipoteza, że obłączki zależą od chronicznych stanów zapalnych. I brałem sporo rzeczy, które miały je wyciszać, a mimo to miałem zapalenie skóry tak silne, że robiły się otwarte rany, strupy z krwią dosłownie miałem. Czyli te wszystkie rzeczy nie działały. A astaksantyna chyba tak, o ile to ona.

No zobaczymy, obserwuję obłączki i czekam jeszcze parę tygodni. Mam juz kupioną tą B12 w innej formie, tę co w 2010, ale na razie nie biorę.
Odpowiedz
Przeszło, warto zaznaczyć, że zanim wziąłem B5. Klarowniej w głowie, minął też częstomocz. No wszystko pod zaburzenia elektrolitów / nadmiar wapnia we krwi podchodzi. Dziwne tylko, że poprawa jest tak szybko, witamina A miesiącami utrzymuje się na wysokim poziomie, no ale może to po prostu poziom w wątrobie, a z krwi znikła dużo szybciej. Albo tauryna tak szybko i mocno działa.

Tak czy tak, niesamowity efekt, mówi się, że nie czuć osłabienia funkcji poznawczych (te historie ludzi, którzy w kopalniach nie czuli, że są coraz bardziej zatruci, mieli problemy z przypomnieniem sobie, jak się nazywają, ale dalej uważali, że wszystko jest OK), no ale ja czuję wyraźnie. Z obiektywnych testów, niesamowita jest wręcz różnica przy graniu w gry, to jest dosłownie w stanie oszołomienia losowe wciskanie przycisków byle szybciej, a na ekranie widać tylko chaos, żeby zobaczyć szczegół trzeba ponad sekundę się skupić (przy tempie wymagającym wielu akcji w ciągu sekundy), vs precyzyjne wciskanie wszystkiego w określonej kolejności plus pełna kontrola i ocena sytuacji w ułamku sekundy, jak ten stan minął.

Na głowie dalej czysto. Teraz nie biorę b complex, tylko b5 no i astaksantynę, do tego oczywiście olej z wiesiołka plus to, co brałem, kreatyna, witamina E, takie rzeczy.

A... kreatyna. Ona potrafi nerki pojechać, co prawda tylko u mocno wrażliwych osób, no ale zawsze. Częstomocz może być po prostu objawem zbyt mocnego obciążenia nerek, pojawia się też wtedy oszołomienie. Kretki brałem bardzo mało, w porównaniu do tego, co biorą ludzie i co testowali w badaniach, tego było mniej niż 1/10 tych wartości. No ale nie można wykluczyć.

Myślę tak sobie, że gdyby to o B5 chodziło, odczułbym coś spektakularnego już po pierwszych dawkach, nic takiego nie czuję.
Odpowiedz
A do błękitu sobie wrócę.
Odpowiedz
tomakin napisał(a):Tak czy tak, niesamowity efekt, mówi się, że nie czuć osłabienia funkcji poznawczych
Czyli przez alkohol mogę mieć osłabienie funkcji poznawczych, którego nawet nie czuję?
Odpowiedz
no to jest definicja wręcz działania alkoholu, człowiekowi wydaje się, że jest mądrzejszy niż naprawdę jest. Ale alko ma 200 milionów innych działań, które czuć, przez to można to od razu zaobserwować. Jak ludzie np zatruwają się czadem, nie czują, że już ledwo ogarniają rzeczywistość. Podobno.

W ogóle za wcześnie chyba powiedziałem, że na głowie czysto, bo znowu jest trochę syfu. Za kilka dni sprawdzę znowu duże dawki b complex, jeśli po raz kolejny będzie poprawa, to będzie niezła rozkmina. Bo chyba jedyną opcją będzie to, że b6 w formie p5p się nie przyswaja i nie działa jak trzeba, wszystkie inne które są obecne w tej b complex na pewno brałem i nie było po nich poprawy. No albo też jest opcja, że b5 którą kupiłem nie zawiera B5 Big Grin

Jeśli idzie o miedź pod język, ta najtańsza swansona jest O NIEBO lepsza od twardych tabletek 2,5 mg, już nie pamiętam jakiej firmy. Proszek swansona od razu się rozpuszcza i chyba nawet cały wchłania, no tak czy tak po paru minutach trzymania pod językiem nawet nie miałem co przełknąć.

Nie wiem, czy witaminą A (albo jakimś innym suplem) sobie czegoś nie popsułem, w sensie, było tak super, duża poprawa wszystkiego, a potem zjazd. Może zacząłem coś robić bardzo dobrze, a potem coś zrobiłem bardzo źle. Problem jest w tym, że obserwuję, czy moje działania wpłyną na wielkość obłączków. Jeśli coś zrobiłem, co te obłączki powiększa, a potem z kolei coś, co mocno psuje zdrowie, to nie uda mi się zaobserwować pozytywnego efektu, bo przyćmi go negatywny.

Od kilku dni biorę bardzo małe dawki tryptofanu przed snem, z uwagi na żołądek, tam podobno pomagały dawki rzędu 250 mg dziennie czy nawet mniej. Ale nawet po tak małych dawkach jakoś częściej się uśmiecham i pewniej czuję.

Nie wiem, ile jeszcze czekać na efekty tego zestawu, co biorę teraz. Już powoli tracę zapał i zapominam brać niektóre rzeczy. Jakby miały się pojawiać obłączki, to chyba by już było to trochę widoczne? Albo jakakolwiek inna zmiana?

Jeden plus, bardzo dobrze ostatnio śpię, pełne 8 godzin bez wybudzeń, dość szybko zasypiam.
Odpowiedz
https://www.sciencedirect.com/science/ar...2725017057
Odpowiedz
Dawno już nie miałem tak silnego ataku zespołu niespokojnych nóg, obudziło mnie to i nie pozwoliło zasnąć przez ponad godzinę. Jak już zasnąłem było dobrze.

Są te badania z jakiegoś dziwnego kraju, gdzie podali ludziom selen i im to wyleczyło zespół. Tak średnio w nie ufam, no ale spróbuję, co zaszkodzi. Jak mnie wybudziło wziąłem 2 tabletki, może to dlatego jak zasnąłem, spałem już dobrze?
Odpowiedz
W sumie ciekawe, co za to konkretnie odpowiada. Bo chyba coś, co ostatnio robiłem, co doprowadziło do mocnego spadku dopaminy, jako że zespół to objaw jej niskiego poziomu. Któryś supel, brany w megadawkach, musiał wejść w interakcję z czymś innym, albo zablokował dostępność tyrozyny (tryptofan jest najoczywistszym podejrzanym, ale jego wziąłem odrobinkę, 1/10 może tego, co jest normalnie w diecie w ciągu dnia), albo w jakiś sposób wpłynął na produkcję na poziomie komórki, albo co gorsza, sprawił, że tych komórek jest trochę mniej, niż było.

Znaczne pogorszenie łojotokowego zapalenia przez ostatnie może 2 tygodnie, teraz nawrót zespołu z bardzo dużym natężeniem, gdzieś po drodze jakieś kontuzje znikąd. No, mogło być po prostu tak, że końskie dawki witamin sprawiły, że organizm zaczął bardzo szybko zużywać coś, czego miał dość mało, np podejrzewałem, że ten okres oszołomienia brał się z suplementacji kreatyną, która po prostu zużyła zapasy ATP, a raczej surowców do jego produkcji.

No ogólnie tak to trochę wygląda, jakby czegoś zabrakło, jako że na początku było dużo lepiej, a potem przyszło mocne pogorszenie. Może być ten nieszczęsny selen, może magnez, może witamin B12 wymusiła silną produkcję krwinek, przez co zabrakło żelaza. Zespół niespokojnych nóg to objaw zaniku dopaminy, ale wywołanego niskim poziomem żelaza w niektórych regionach mózgu. Mogło stamtąd "wyciągnąć" i wymusić przeniesienie do szpiku, gdzie B12 forsuje produkcję erytrocytów.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: subzero, 4 gości