This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
Ciągle myślę, co jeszcze dodać do listy zakupów, jak będę zamówienie składał. Myślałem sporo o karnitynie, to chyba powinno być na liście supli do końca życia, z dwóch powodów. Pierwszy to podejrzenie czegoś z tarczycą, może nawet na poziomie komórki, czego nie wykryje się zwykłymi badaniami, druga sprawa, o wiele ważniejsza, to rola ochronna mieszanki karnityny plus kwasu alfa liponowego w chorobach neurodegeneracyjnych. To dosłownie kupowanie sobie długiej młodości mózgu, a ja jestem w grupie wysokiego ryzyka.

I chyba wystarczy mieszanka 500 mg karnityny + 300 mg ALA + 250 mg berberyny HCL. To są dosłownie 2 opakowania berberyny i 2 opakowania ALA rocznie. W sumie 200 zł na rok. Gorzej z karnityną, ona już jest droższa.

Spróbuję pilnować się, żeby to ćwiczenie z wywijania oczami wykonywać 3 razy dziennie, po przebudzeniu, jakoś gdzieś w środku dnia, przed snem. Może faktycznie moje problemy ze snem to tylko kwestia psychiki. I może faktycznie to ćwiczenie działa. Alternatywa to trening Schultza, ale on wymaga pół godziny, podczas gdy to z oczami tylko 2 minuty. No i naprawdę duża poprawa była ostatniej nocy, gdy przed snem NIE robiłem Schultza. Zrobiłem tylko 2 nowe rzeczy (nowe = nie robiłem ich regularnie przez poprzedni tydzień), jedna to karnityna + mała dawka ALA + mała dawka berberyny, druga to kilka razy powtórzone ćwiczenie z patrzeniem na boki.

Hmm... no ale poprzednia noc, przed tą ostatnią dobrą nie była taka super, a też robiłem ćwiczenie z patrzeniem.

No i zawsze jest opcja, że np witamina B1 osiągnęła w końcu wysokie stężenie w mózgu. Codziennie biorę po 100 mg B1 i 100 mg benfotiaminy.
Odpowiedz
Jeszcze taka myśl mnie naszła. Żołądek w tej chwili praktycznie zero objawów, jakby w ogóle nigdy nie było żadnego stanu zapalnego ani nic, pierwszy raz od dość dawna, były okresy poprawy ale nie całkowitego ustąpienia objawów. No i właśnie, czy to kwestia cynku, czy może tego, że ostatnio zeżarłem sporo surowej kapusty? Witamina U w badaniach bardzo ładnie radziła sobie ze stanami zapalnymi żołądka. Ona jest obecna w kapuście, kupiłem tabletki 2 różnych firm. Ale no... nie było za bardzo efektu po suplach, tzn cholera wie, jak byłoby bez nich, ale na pewno nie doszło do całkowitego, szybkiego zagojenia jak w badaniach.

No i może, moooże w tych tabletkach jest jakieś cholera wie co, a witamina U faktycznie działa, ale pod warunkiem, że naprawdę się ją zje - w postaci surowej kapusty? Ewentualnie może chodzi o jakiś inny składnik kapusty?

Tu też jest sporo opcji, bo mogła witamina B1 zadziałać, poprzez wyleczenie stanów lękowych, będących bardzo silnym czynnikiem wywołującym uszkodzenia żołądka. W podobny sposób mogły zadziałać te ćwiczenia z oczami. Mógł oczywiście cynk. Mógł omeprazol, umożliwiając w końcu zagojenie się.
Odpowiedz
Ale bzdury pisałem, że nic nowego nie wziąłem przed poprawą snu. Wziąłem. Sporą dawkę glicyny. I dalej przed snem biorę, dalej śpię dobrze. Pamiętam z przeszłości glicyna nie działała na mnie zbyt dobrze, nie było takich efektów. No ale może ona musi się akumulować w organizmie, pierwsza noc po niej nie była super, dopiero kolejne. Głupia trochę hipoteza, ale nie można z góry odrzucić. Czyli mam trójkę, nie dwójkę podejrzanych - glicyna, karnityna, ćwiczenia relaksujące.
Odpowiedz
(02-11-2025, 07:47 PM)tomakin napisał(a): No, dużo lepszy sen. Co zrobiłem... ćwiczenie z oczami, wziąłem dużą dawkę karnityny. I tyle, nic więcej szczególnego. B1 cały czas biorę w takiej samej dawce, podobnie magnez, nic nie zwiększałem. Nic nie brałem nowego. Mogło oczywiście dojść do przekroczenia granicy w organizmie, po której te substancje zaczynają działać jak trzeba, ale ja bym stawiał, że jeśli już coś, to albo karnityna, albo ćwiczenia na przywspółczulny.

Przez ile minut robisz te ćwiczenia?
Ja ostatnio miałem gorsze dni (kurwa jak dziewczyny piszące o okresie to wygląda) i zastanawiam się, czy nie wrócić do tych ćwiczeń, ale z drugiej strony ja ich nigdy długo nie robiłem.
Zastanawiam się, czy kreatyna nie spowodowała zmian. Przybieram ostatnio na wadze, mimo, że ćwiczę tak samo, więc być może to kreatyna pompuje wodę do mięśni.
A to może powodować wzrost ciśnienia, które podniosło się do 130/85 (czasem wyżej, czasem niżej). Dlatego szukam sposobu uspokojenia tego.
Chat GPT podpowiada po wysłuchaniu wszystkich objawów abym kupił teaninę, że ona mnie wyleczy z wszystkiego :-) więc robię zakup i zobaczymy.
Odpowiedz
O, to już wiem, gdzie przeszły wszystkie reklamy - do czata, tam teraz producenci teaniny się reklamują Big Grin

30-50 sekund w jedną stronę, 30-50 w drugą i tyle. Całe ćwiczenie. Nie chce mi się wierzyć, że tak krótko zrobione ćwiczenie faktycznie coś zmienia w organizmie, no ale fakt pozostaje faktem - od 3 dni śpię jak trzeba.

Kreatyna owszem, powoduje nabieranie masy (mięśniowej), ciśnienie... no takimi delikatnymi zmianami bym się nie przejmował, pewnie organizm potrzebuje mocniej pompować, żeby zasilić więcej masy która się pojawiła.

Co do gorszych dni, to miałem ostatnie tygodnie fatalne, zero kreatywności, zero robienia czegokolwiek, 15 godzin w łóżku potrafiłem przeleżeć, a jak wstałem to dalej nic nie robiłem co miałoby sens. Do tego stany lękowe. No i odkąd się wysypiam, jest lepiej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że ogólnie poprawiło się zdrowie, stąd przy okazji lepszy sen i lepsze samopoczucie, czy może najzwyczajniej wyspania się, ale jest lepiej, nawet do pianina wczoraj siadłem i poćwiczyłem.
Odpowiedz
A, chyba wiem, na jakiej zasadzie kreatyna może powodować podniesienie ciśnienia. Pamiętam kiedyś po dużej dawce kreatyny, plus treningu biegowym, dosłownie odcięło mi dopływ krwi do mięśni stopy. Łydki urosły tak mocno i tak szybko, że zaczęły uciskać naczynia krwionośne. Mało znane zjawisko, ale można się spotkać z opisami na forach biegowych czy pakerskich. No i teraz, jeśli u Ciebie jest podobnie, serducho i mięśnie obkurczające tętnice muszą pracować mocniej, żeby pchnąć krew przez te ściśnięte mięśnie.

Jeśli tak jest, to niedługo minie, jak organizm lekko przebuduje strukturę mięśni, powiększy powięzie, zrobi miejsce dla naczyń krwionośnych.
Odpowiedz
...poprawka do tego, co pisałem wyżej, będzie czwórka podejrzanych, glicyna, karnityna, ćwiczenia relaksujące, ale też tryptofan. On cały czas gdzieś się tam przewijał, nie mogę powiedzieć na pewno, że akurat przed poprawą wziąłem go więcej, ale nie mogę też powiedzieć, że nie brałem, nie pamiętam po prostu.

Z nim jest wieczny problem, niby wszystko wskazuje na to, że powinienem mieć niedobór, ale nie reaguję na niego zbyt dobrze. Niedawno miałem taką hipotezę, że to jednak po tryptofanie lepiej spałem, a zła reakcja na niego w przeszłości to był efekt nadmiernego zbicia poziomu dopaminy, co nastąpi, gdy dawki tryptofanu będą zbyt duże.
Odpowiedz
(02-12-2025, 09:22 PM)tomakin napisał(a): O, to już wiem, gdzie przeszły wszystkie reklamy - do czata, tam teraz producenci teaniny się reklamują Big Grin

30-50 sekund w jedną stronę, 30-50 w drugą i tyle. Całe ćwiczenie. Nie chce mi się wierzyć, że tak krótko zrobione ćwiczenie faktycznie coś zmienia w organizmie, no ale fakt pozostaje faktem - od 3 dni śpię jak trzeba.

Kreatyna owszem, powoduje nabieranie masy (mięśniowej), ciśnienie... no takimi delikatnymi zmianami bym się nie przejmował, pewnie organizm potrzebuje mocniej pompować, żeby zasilić więcej masy która się pojawiła.

Co do gorszych dni, to miałem ostatnie tygodnie fatalne, zero kreatywności, zero robienia czegokolwiek, 15 godzin w łóżku potrafiłem przeleżeć, a jak wstałem to dalej nic nie robiłem co miałoby sens. Do tego stany lękowe. No i odkąd się wysypiam, jest lepiej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że ogólnie poprawiło się zdrowie, stąd przy okazji lepszy sen i lepsze samopoczucie, czy może najzwyczajniej wyspania się, ale jest lepiej, nawet do pianina wczoraj siadłem i poćwiczyłem.

Dzisiaj przyszła mi pewna maszynka, coś w rodzaju bransoletki, która mierzy ciśnienie. Nowatorska, bo nie ma paska pompującego, czyli nie wiesz kiedy się mierzy ciśnienie, a to mnie zawsze mocno stresuje. Trzeba wpierw zmierzyć ich opaską normalną, która łączy się z tą nadgarstkową i ona sobie coś tam wylicza. Pokazuje Ci normalnie ciśnienie i mierzy potem co kilka minut, czy co ileś tam czasu.
Pierwsze mierzenie miałem 149/96 - to była średnia z trzech prób.
Potem już mierzy mi tylko opaska nadgarstkowa i kurwa... mam cały czas wysokie.
Mam nadzieję, że to jakiś błąd, bo tak to się zajadę :-)
Ja mierzyłem zawsze rano w łóżku, kiedy byłem jeszcze wyluzowany po nocy w pozycji pół leżącej z ręką na poduszce aby trzymała odpowiedni poziom.
Głupio byłoby gdyby się okazało, że źle mierzyłem i zawsze miałem 150/100 :-)
No nic, zobaczymy jak policzy przez noc, bo teraz jestem cały czas wkurzony, więc pokazuje mi pewnie cały czas podwyższone.
Jutro jak się uspokoję, to może skalibruję na nowo.

To jakaś nowinka techniczna, nazywa się Aktiia, szwajcarski wynalazek. Kosztowała 200 funtów, czyli około tysiaka na Polską walutę.
Ale kupiłem ją z myślą o oddaniu ją przed końcem 30 dni, bo takie mam prawo na Amazonie, więc ją po prostu oddam.
Chciałem tylko wypróbować, może kiedyś sobie kupię, ale póki co nie stać mnie.
Odpowiedz
Opaska ma zapewne czujnik optyczny do pomiaru ciśnienia. Nie wymaga pompki, ale jest nieco mniej dokładny. Sporo smartwatchy ma takie czujniki. Moja mama ma Samsung Watch i trzeba to kalibrować co miesiąc używając zwykłego ciśnieniomierza. Przydaje się za to funkcja wykrywania migotania przedsionków i dzwonienia na numer alarmowy po upadku.
Niedawno ukazał się zegarek Huawei Watch D2, który ma pompowaną opaskę i również funkcję całodobowego Holtera ciśnieniowego. Ma certyfikat i można go traktować jak urządzenie medyczne. Fajny, ale w Polsce 1500 zł.
Odpowiedz
(02-13-2025, 04:49 PM)Temper napisał(a): Opaska ma zapewne czujnik optyczny do pomiaru ciśnienia. Nie wymaga pompki, ale jest nieco mniej dokładny. Sporo smartwatchy ma takie czujniki. Moja mama ma Samsung Watch i trzeba to kalibrować co miesiąc używając zwykłego ciśnieniomierza. Przydaje się za to funkcja wykrywania migotania przedsionków i dzwonienia na numer alarmowy po upadku.
Niedawno ukazał się zegarek Huawei Watch D2, który ma pompowaną opaskę i również funkcję całodobowego Holtera ciśnieniowego. Ma certyfikat i można go traktować jak urządzenie medyczne. Fajny, ale w Polsce 1500 zł.

Tą też trzeba było skalibrować i robi się to co miesiąc, ale ja ją spróbuję skalibrować jeszcze kilka razy, aby się upewnić, że to nie było źle mierzone.
Ta opaska jest o tyle dobra, że nie pompuje nic, więc nie masz pojęcia kiedy mierzy ciśnienie i przez to nie ma stresu pomiarowego, fachowo to się chyba nazywa strach przed białym fartuchem.
Ja wiem, że zegarki teraz mają taką funkcję, ale to jest specjalistyczna opaska z atestami, nie ma żadnego wyświetlacza, żadnych bajerów. Tylko się potem sprawdza odczyty w apce.
Większość smartwatchy ma to jako nowinkę i działa jak działa. Ta moja niby jest specjalistyczna, ale kij to wie. No nic, ciekawostka techniczna i "za darmo" więc można wypróbować.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości