This forum uses cookies
This forum makes use of cookies to store your login information if you are registered, and your last visit if you are not. Cookies are small text documents stored on your computer; the cookies set by this forum can only be used on this website and pose no security risk. Cookies on this forum also track the specific topics you have read and when you last read them. Please confirm whether you accept or reject these cookies being set.

A cookie will be stored in your browser regardless of choice to prevent you being asked this question again. You will be able to change your cookie settings at any time using the link in the footer.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 2.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Obłączki
...po wypiciu wapnia strach znikł. Może zbieg okoliczności, może nie, stany lękowe mają to do siebie, że pojawiają się i znikają.

Zrobiłem sobie trening mięśni brzucha, delikatny, żeby rozruszać i nie ponadrywać znowu jakiegoś przyczepu. 2 x 30 zwykłych brzuszków, minuta deski, do tego jeżdżenie po podłodze kółkiem do ćwiczeń. Strasznie słabe te mięśnie się zrobiły, tak siła jak i wytrzymałość. Tu już nie tyle brzuch, co zginacze biodra pracują, ale pamiętam, że potrafiłem zrobić 1000 brzuszków.

W sumie brzuch i pośladki to 2 grupy, które powinienem ćwiczyć regularnie, z uwagi na kręgosłup. No i czworogłowe, z uwagi na kolana, ale z nimi jest większy problem, trzeba całą maszynę rozkładać, przekładać przed każdą serią obciążenia (robię na zmianę dwójki i czwórki). Brzuch można w każdej wolnej chwili tak naprawdę.
Odpowiedz
tomakin napisał(a):Angiotensyna II jest substancją, która w tych badaniach odpowiadała za zmiany w układzie krążenia zwierząt. No ale jakby to było takie proste, osoby z niskim poziomem miałyby niedociśnienie. A objawowi Terry'ego ono nie towarzyszy.
Jeden z typów leków na nadciśnienie to inhibitory konwertazu angiotensyny.
Odpowiedz
Te leki sprawiają, że angiotensyna I nie jest zamieniana w II, czyli de facto obniżają jej poziom.
Odpowiedz
https://academic.oup.com/eurheartj/advan...ogin=false
Odpowiedz
Olej sezamowy chyba działa na żołądek. Ciężko tu powiedzieć, bo to zmienia się z dnia na dzień, nawet całkowicie niezależnie od diety czy suplementów, czy raczej pewnie zależność jest, ale jej nie widzę. Ale no... jest lepiej. Olej sezamowy albo wapń, jeśli już coś miało pomóc. Chyba za bardzo tu liczę na super hiper szybki efekt, ale fakt, że posmarowanie olejem głowy wyleczyło stany zapalne w jeden dzień.

Większe dawki wapnia (600 mg w sumie wziąłem) nie zakłóciły snu, ale oczywiście od razu zwiększyła się zawartość w moczu. W sensie, widać gołym okiem że jest mętny, to są kryształki. Tu zawsze jest zagrożenie, że takie zaczną robić się też w nerkach i skończy się kamicą.

Jest duża szansa, że regularne mniejsze dawki wapnia w końcu przyzwyczają organizm, że ten wyrzut w moczu to efekt tego, że długo był niedobór i organizm nie radzi sobie ze zwiększoną dawką, za mocno zwiększa stężenie we krwi. Może faktycznie powinienem trzymać się tych śmiesznych 300 mg przez kilka tygodni. Kurcze no, w badaniach na grupach pacjentów 1200 mg nie dawało żadnych skutków ubocznych, chyba nawet większe dawki testowali bez większego problemu.

A może po prostu trzeba trzymać się równoległego brania miedzi i wapnia, jako że jedno z drugim nawzajem się wspiera - do tego stopnia, że przy niedoborze wapnia nie przyswaja się miedź, a przy niedoborze miedzi wapń.
Odpowiedz
Jeszcze raz, małe podsumowanie wszystkich możliwych przyczyn dla których w zasadzie z dnia na dzień poprawił mi się sen - i jest w dalszym ciągu bardzo dobry.

- zacząłem regularnie brać karnitynę w formie acetylo, co prawda zacząłem wcześniej, ale ona potrzebuje czasu na wniknięcie do komórek i uzyskanie odpowiedniego stężenia, mało prawdopodobne, bo zmiana snu była bardzo gwałtowna, a karnitynę brałem mniej lub bardziej regularnie i nie zwiększyłem nagle z dnia na dzień. Niemniej mogło dojść do akumulacji w organizmie i w końcu do wyciszenia tarczycy.
- duże dawki n-acetylocysteiny
- magnez brany równolegle z cysteiną, co mogło zadziałać synergicznie
- B1 brana razem z magnezem
- miedź poprzez wyrównanie gospodarki wapniem, też trochę mało prawdopodobne, ale już kilka razy łapałem się na tym, że sen pogarszał się po rzeczach, które obniżają poziom miedzi, a poprawiał jakiś czas po wznowieniu suplementacji
- małe dawki tryptofanu, brane regularnie
- duże dawki kwasu alfa liponowego, poprzez jego działanie chroniące komórki nerwowe przed stresem oksydacyjnym

Inne opcje, takie jak molibden, można raczej wykluczyć. No i oczywiście jest możliwość, że to nie ma związku z dietą czy suplami.

Bardzo bym chciał wiedzieć, który z tych scenariuszy jest prawdziwy. To, że miałbym broń do walki z bezsennością to jedno, ale tu chodzi o ogólne zdrowie

- jeśli przyczyną jest powiedzmy nadczynna tarczyca, to szoruje mi ona serce, znacznie zwiększając ryzyko śmieci z powodu choroby układu krążenia
- jeśli przyczyną jest niski poziom miedzi, to kości muszę mieć mocno odwapnione, znacznie zwiększa się ryzyko złamań
- jeśli kwas alfa liponowy tak by pomógł, to by oznaczało, że komórki nerwowe mogą mi dosłownie umierać z powodu tego stresu oksydacyjnego, przed którym on chroni
- jeśli pomogła cysteina, mam zwiększone ryzyko między innymi nowotworów

I tak dalej, i tak dalej.

Tak kminię, czy są jakieś testy medyczne, pozwalające eliminować poszczególne przyczyny.

Chyba najprościej zbadać tarczycę. To by wyeliminowało karnitynę.

Magnez wewnątrzkomórkowy... to by mogło wyeliminować jego, ale tu testy są cholernie mało wiarygodne

No i tyle. Stanu komórek nerwowych nie sprawdzę, cysteiny i glutationu też się raczej nie zbada, nie wiem, czy po powiedzmy roku niskiego poziomu zwiększa się lub zmniejsza poziom jakiejś substancji którą można wybadać w krwi. Krótkoterminowo bada się poziom dialdehydu malonowego, ale to też raczej ogólny poziom oksydacji wykrywa, a nie konkretnie zaburzenia glutationu. Z miedzią w ogóle nie ma żadnych wiarygodnych testów, chyba że ktoś ma naprawdę niedobór zagrażający życiu.

Hummm... trzeba po prostu obserwować. Jak bezsenność wróci, wrócę do tego wpisu. Dodam sobie do zakładek teraz, przy powrocie bezsenności porównam listę rzeczy, którą będę wtedy robił z tym, co jest wypisane tutaj.

Na dobrą sprawę wszystkie te wypisane rzeczy to coś, co powinienem brać regularnie, z wyjątkiem tryptofanu i może gigadawek b1.

A nie wróć, B1 jednak powinienem brać regularnie. I to jedna z najważniejszych rzeczy.

https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC4828997/

tutaj dosłownie cofnęła ona parkinsonizm, a prawie na pewno chroni przed śmiercią komórek.
Odpowiedz
No i jeszcze jedna rzecz, zapomniałem oczywiście - ale tego już nijak się nie uwzględni. Te ćwiczenia z oczami zrobiłem zanim poszedłem spać przed tą nocą, gdy pierwszy raz było tak dobrze.
Odpowiedz
Spróbuję wrócić do selenu w niewielkich dawkach. Dawno nie brałem, ostatnio po selenie miałem baaaardzo silne rozwolnienie. Pewnie było po czymś innym i po prostu zgrało się w czasie, ale niesmak pozostał.

No i wracam do witaminy E, skoro już biorę cysteinę.
Odpowiedz
Za tarczycą przemawia jedna rzecz. Okresy bezsenności zgrywają się z okresami podniesionego tętna i tego, że jak bym się nie przykrywał, zawsze jest za ciepło. Znowu było trochę gorzej i zauważyłem, że tętno mi znowu wywala. Tylko że nerwica daje bardzo podobne objawy, podnosi tętno, potrafi też podnieść temperaturę ciała, poprzez napompowanie hormonami stresu.

Niemniej wszystko prawie wskazuje raczej na tarczycę. Objaw Terry'ego, graniczne wyniki badań, bardzo duży spadek cholesterolu gdy miałem największe objawy, palpitacje. Wszystko, oprócz wyniku badania, który nie wyszedł tak, jak bym oczekiwał. Na granicy nadczynności, ale granica to nie nadczynność.

Kurcze no... jedna rzecz jest tak czy tak oczywista. Powinienem brać karnitynę całe życie, z jednego chociażby powodu, w badaniach zatrzymywała śmierć komórek w parkinsonizmie. Ta choroba daje objawy dopiero wtedy, gdy ponad połowa komórek w odpowiednim obszarze mózgu jest już martwa, czasem dopiero wtedy, gdy obumrze 90%. Istotne jest więc, by jej zapobiegać, bo jak pojawią się objawy, jest za późno na całkowite wyleczenie. Idę w dobrą stronę, bo chyba całkowicie zatrzymałem zespół niespokojnych nóg, który też jest jakby nie patrzeć zaburzeniem dopaminy i bardzo często towarzyszy parkinsonizmowi, pozbyłem się więc (odpukać) jednej z chorób towarzyszących. Zostało zapalenie skóry głowy, które też powinno zniknąć po osiągnięciu odpowiedniego wysycenia kwasami tłuszczowymi.

Jeśli nawet mam nadczynność, to niezbyt silną. I karnityna powinna ją całkowicie zatrzymać, o ile osiągnie odpowiednio wysokie stężenie w organizmie. Berberyna z kolei powinna całkowicie zatrzymać szkodliwe działanie nadmiaru karnityny, blokując syntezę TMAO. To aż takie proste - brać 2 razy dziennie karnitynę, codziennie, razem z połową tabletki berberyny.

Pozostaje kwestia selenu. W nerwicy poziom jest obniżony i suplementacja pomaga. W nadczynności... no raczej wskazane jest branie, chociaż badania nie wykazały dużego efektu. W żołądku na dwoje babka wróżyła, suplementy chroniły przed wrzodami, ale zwiększały lekko ryzyko raka. W parkinsonizmie z kolei poziom jest raz podniesiony, raz obniżony, zależy kto bada.
Odpowiedz
a, BTW, jeśli naprawdę olej z ogórecznika / wiesiołka jest lekarstwem, pozwalającym TRWALE wyleczyć zespół niespokojnych nóg, to chyba pierwszy raz udało mi się czystą dedukcją dojść do sposobu leczenia czegoś, co uważane jest za nieuleczalne.

Wszystkie opisywane przeze mnie sposoby to tak naprawdę powtarzanie po naukowcach, którzy doszli do jakiegoś wniosku, przeprowadzili badanie, ale zostali olani przez cały świat. Jak w leczeniu stwardnienia rozsianego olejem ogórecznikowym, to nie jest mój pomysł, ktoś na to wpadł, zrobił badania pod kontrolą placebo, opublikował. Cała moja zasługa to znalezienie tych badań i przetłumaczenie ich na polski.

W przypadku zespołu niespokojnych nóg nikt nigdy tego nie opisał, a w każdym razie ja nie widziałem. Wszystko opierało się na dedukcji, w jakiejś chorobie bardzo mocno spada poziom kwasu gamma linolenowego, jakaś inna jej często towarzyszy, w tej chorobie dopamina gra kluczową rolę, inna choroba z obniżeniem GLA też ma zespół jako chorobę towarzyszącą, zespół niespokojnych nóg to zaburzenie dopaminy... mogło być sto innych rzeczy, bo sto innych rzeczy jest zaburzonych w przypadku każdej z tych chorób, ale intuicja podpowiedziała mi, że to raczej kwasy tłuszczowe, z uwagi na to, że ich poziom zmienia się powoli.

No i działa. Myślałem, myślałem i wymyśliłem lek na coś, czego oficjalnie nie da się wyleczyć.

Jeszcze zobaczymy, bo może u mnie wrócić, ale już od dawna nie miałem z tym problemów.

Cała ta umiejętność wyciągania wniosków niezbyt mi pomaga w znalezieniu przyczyny zaniku obłączków, ani w naprawie mojego zdrowia. No ale tutaj wszystko wskazuje na to, że jest jakiś poważniejszy problem wewnętrzny, może walnięty jakiś gruczoł, bo dużo wskazuje na wywalone hormony, może jakaś zmiana fizyczna, typu degeneracja któregoś naczynia krwionośnego, albo jakiejś zastawki żylnej czy coś, może genetycznie walnięty szlak metaboliczny, który aktywował się po przekroczeniu pewnego wieku, jak to często bywa. Pewnie gdybym testował te moje hipotezy na osobie ogólnie zdrowej, która po prostu nie ma obłączków, szybko by się okazało, że któryś z moich sposobów działa. Że obłączki faktycznie zależą od np poziomu stresu oksydacyjnego, albo aktywności przywspółczulnego układu nerwowego, albo nie wiem, zawartości leucyny w diecie.

Póki nie znajdzie się przyczyna objawu Terry'ego u mnie, nie mam co liczyć na duże sukcesy. Nikt zdrowy nie ma takiego objawu, a suplami nie wyleczę tej choroby. Mogę co najwyżej liczyć na to, że odpowiednio wysokie dawki odpowiednich rzeczy zaleczą objawy, jak już się kilka razy zdarzyło, gdy miałem okresy silnej poprawy i nawet obłączki mi wtedy rosły.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości