![]() |
|
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Wersja do druku +- Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej (https://zdrowiej.vegie.pl) +-- Dział: Profilaktyka (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=8) +--- Dział: Uzależnienia, problemy ze znalezieniem się w życiu, bezsenność etc (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=11) +--- Wątek: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? (/showthread.php?tid=293) |
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 03-18-2023 Ta kobieta od wydłużania telomerów to też właścicielka firmy szukającej sposobu na odmładzanie. Sama na sobie przeprowadza te eksperymenty. Widziałem ją w filmie dokumentalnym "W pogoni za nieśmiertelnością". Dostępny za friko na TVP VOD. Sporo tam ciekawych wizji przyszłości. Niestety nic o permanentnej likwidacji stresu, a co mi po życiu 150 lat, jeśli będę kłębkiem nerwów. Do tego jeśli na przykład od osiemdziesiątki miałbym być już stary tak czy siak, to też nie widzę sensu. Większość życia spędzić jako starzec to nic przyjemnego. Starzenie się musiałoby naprawdę mocno spowolnić. Pamiętam tego Zajdla. Czytałem namiętnie razem z Lemem. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 03-18-2023 Właśnie miałem wizję, jak siedzicie sobie z Lemem przy piwku gdzieś na rynku i czytacie Zajdla. No u Ciebie redukcja stresu to powinno być takie pierwsze z pierwszych, im dłużej o tym myślę, tym bardziej układa mi się wizja gościa, który jest ciągle na skraju ataku histerii. I tak myślę, ze obecna sytuacja z matką to raczej skutek, a nie przyczyna. To, co pisałem o naprawie wiary w swoje działania i likwidacji wiary w to, że matka wszystko kontroluje to pewnie prawda, ale jeśli w młodości miałeś takie jazdy, to coś tu jest mocno nie tak. Pytanie tylko, czy to jest jakiś skutek, na przykład stresu w domu rodzinnym, niedoborów pokarmowych czy czegoś, czy może raczej coś trwałego, wrodzona struktura mózgu, jakiś defekt genetyczny, zaburzenia hormonalne, tego typu rzeczy. I jeśli to jest odkąd pamiętasz, a pewnie tak jest, to raczej mamy ten drugi scenariusz. I jak widziałeś wątek o obłączkach i moje ostatnie odpowiedzi do Ciebie tam, to chyba masz podobną perspektywę. Będziesz musiał wpłynąć na swój organizm, czy raczej na mózg tak, żeby go zmienić, bo "naturalny" stan po prostu nie jest w Twoim wypadku korzystny. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - neko1witek - 03-18-2023 (03-16-2023, 06:06 PM)Temper napisał(a): Mówiąc dokładnie, to rekruter widział, że coś ze mną jest nie tak, więc mu tylko rzuciłem, że muszę do kibla. Wybiegłem i wyrzygałem się w kiblu. Na szczęście nie na rekrutera, bo bym chyba umarł z zażenowania. Ze stresem da się walczyć. Miałem podobnie, gdy zacząłem występować na zawodach karate. Jako, że jestem optymistom, to nie przychodziło mi do głowy, że się stresuję. Tzn. wiedziałem, że się stresuję, ale nie wiedziałem, że aż tak, że ciśnienie mam pewnie 180/100. Aż doszło do sytuacji, że w trakcie zawodów podczas robienia kata (taka forma pokazywania technik karate w jednym ciągu, jakby ktoś nie wiedział) po prostu prawie zemdlałem. Miałem czarno przed oczami i nie pamiętam kilku ruchów, ciało sobie dalej robiło to co pamiętało, a mój mózg był wyłączony. Oczywiście nie umiałem złapać równowagi, bo nogi miałem miękkie, ale jakoś się opanowałem i skończyłem kata. Sędziowie myśleli, że miałem problem z kolanem i dlatego nogi mi się trzęsły. Dostałem nawet srebrny medal. Chodzi o to w tej historii, że zrozumiałem, że coś jest nie tak. Że to przez stres. I ile razy potem stawałem nawet do ćwiczeń nie mając widowni działo się to samo - po prostu stres mnie zalewał i robiło mi się ciemno przed oczami, bo bałem się, że zemdleję. Ale postanowiłem to przezwyciężyć i robiłem w kółko to samo. Czyli ćwiczyłem dotąd aż się czułem coraz lepiej i lepiej i coraz bardziej przyzwyczajałem do tego stresu. Potem na sali przy ludziach, potem wróciłem na zawody i nawet udało mi się zdobyć mistrzostwo świata. Ale potem stwierdziłem, że mam to w dupie i zrezygnowałem. Stwierdziłem, że skoro mam już złoto, to po co dalej się stresować. Co prawda dalej trenuję i czasem występuję przed klasą itd. i czuję stres, to wiem, że jest to do opanowania. Trzeba tylko wiedzieć czy warto. Bo jeżeli masz robić coś w kółko co Cię będzie zżerać za każdym razem, to nie ma sensu. Ale jeżeli ma to być jakiś egzamin, który przeniesie Cię na wyższy level życia, to warto to przećwiczyć. Jako trener wymyśliłem nawet metodę przygotowania do zawodów i jak uczyłem dzieciaki na zawody, to robiłem im szopki. Tzn. dzieciak robił kata, a reszta dzieci biegała naokoło niego, przeszkadzała mu, wyśmiewała się z niego i robiła szum. A on musiał nauczyć się skupić i nie reagować na otoczenie. Wtedy na zawodach szło mu lepiej, bo nie było tego szumu. Może to też jest jakaś metoda. Spróbować sobie utrudnić zadanie i podbić jego poziom trudności. Zauważyłem wiele razy na wielu egzaminach karate jak trenerzy wmawiali nam, że nie zdamy jak popełnimy błąd, że egzaminatorzy są bardzo wymagający itd. Na egzaminach okazywało się, że to bzdura i prawie wszyscy zdawali bez najmniejszego problemu. Byliśmy przygotowani na najgorsze i sam egzamin wydawał się potem bardzo prosty. (03-16-2023, 11:02 PM)Temper napisał(a): Pomimo mojego wzrostu, dość przyjemnej barwy głosu i niebrzydkiej mordy (te rzeczy mi czasem komplementowano), to na pewno jest sporo cech, które odstraszają. Choć głównie przez to, że nie próbuję, a nie próbuję, to się nie wprawiam itd. Mam kompleks galaretowatego brzucha, ale głównie ja to widzę, bo ogólnie jestem chudy jak patyk, co przy moim wzroście jest mocno widoczne. Tak, kobietom się to nie podoba. Jest tu nad czym popracować. Ćwiczenia siłowe i pewnie jakieś sztuki walki to must have. Do tego ciuchy nieco lepsze, niż szmaty, które teraz noszę i wizualnie nie będzie źle. Wiem, że to głupie, ale uważam, że wygląd nie ma aż takiego dużego znaczenia. Nigdy nie uważałem się za przystojnego, byłem zawsze chudzinką i ubierałem się fatalnie, bo miałem na to wywalone. Poza tym byłem brudasem, nie myłem się za często, ale nie miałem nigdy problemów z dziewczynami. Bywały nawet sytuacje typu, że dziewczyna mi mówiła: weź się umyj, chociaż jajka sobie porządnie umyj... i ja wtedy łapałem, że chyba chodzi jej o seks :-) Nie zapominaj, że Kuba Wojewódzki, Woody Allen i wiele innych osób byli po prostu brzydcy a nie potrafili się opędzić od kobiet. Nie jestem na 100% taki jak oni inteligentny, ale uważam, że wygląd to nie jest najważniejsza rzecz, że bardziej liczy się głowa. Tzn. najlepiej jak jest wygląd i głowa, ale wystarczy jedno z tego i już masz rwanie. Popatrz na reality show typu hotel paradise, ile debili tam jest i jak rwą laski i nie zawsze są to głupie laski. Więc wystarczy mieć jakiś tam charakter albo jakiś tam wygląd i wszystko jest możliwe. Tomakin dobrze gada, że Twój wzrost to zaleta. Popracuj trochę nad pewnością siebie i będzie wszystko ok. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 03-18-2023 O, Witek, łap https://nerwica.vegie.pl/jak-radzic-sobie-z-trema.html Zrobiłeś w zasadzie to, co tu polecałem, tylko nie dodałeś "pozytywnego wzmocnienia", z nim poszłoby O WIELE szybciej. Chociaż... miałeś chyba wzmocnienie, jeśli dobrze wykonałeś medytację przed treningiem i po nim. Te szopki, które robiłeś, to było właśnie negatywne wzmocnienie i mogły BARDZO pogorszyć wyniki dzieciaków ![]() I to warunkowanie, dostarczanie pozytywnych bodźców to to, co ma zastosowanie w mojej radzie "rób codziennie jedną małą rzecz, ale rób od siebie i dla siebie". To ma dostarczyć wzmocnienia "robienie dla siebie jest dobre", tak jak robienie kata w domu czy gdzieś na łące dostarcza wzmocnienia "robienie kata jest bezpieczne". RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - neko1witek - 03-18-2023 (03-18-2023, 08:56 PM)tomakin napisał(a): O, Witek, łap Dzięki za linka, poczytałem, zapiszę sobie i nauczę się metody Jackobsona. Z tymi dzieciakami to była bardziej zabawa, one to lubiły. Traktowaliśmy to jako zabawę zapamiętania ruchów mimo tego, że ktoś Ci w tym przeszkadza. To tak jakbyś miał zapamiętać numer telefonu, a obok cztery osoby w kółko powtarzałyby Ci losowo cyfry. Nie chodziło o wywołanie stresu, ale o wywołanie odcięcia się od bodźców. Na zawodach bardzo często ludzie zapominają sekwencji ruchów ze stresu, choć zawsze obawiają się złej techniki. A technika nic Ci nie da jak utkniesz w środku kata i nie masz pojęcia co robić. Mój kumpel mimo, że kata znał perfekcyjnie na mistrzostwach Anglii zapomniał ruchu... na szczęście akurat byłem na przeciwko jego i szybko mu pokazałem kolejny ruch. Nikt z sędziów nie zauważył tego i gość wygrał złoty medal. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 03-18-2023 Ja wiem, o co chodziło, sugeruję tylko, że miałeś tam "skutek uboczny" którego nikt nie przewidział, czyli połączenie w mózgu dwóch bodźców, wykonania kata ze zwiększonym stresem. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 03-19-2023 (03-18-2023, 08:27 PM)tomakin napisał(a): Właśnie miałem wizję, jak siedzicie sobie z Lemem przy piwku gdzieś na rynku i czytacie Zajdla. Niezgrabnie to napisałem i wyszło dwuznacznie. ![]() (03-18-2023, 08:27 PM)tomakin napisał(a): Pytanie tylko, czy to jest jakiś skutek, na przykład stresu w domu rodzinnym, niedoborów pokarmowych czy czegoś, czy może raczej coś trwałego, wrodzona struktura mózgu, jakiś defekt genetyczny, zaburzenia hormonalne, tego typu rzeczy. I jeśli to jest odkąd pamiętasz, a pewnie tak jest, to raczej mamy ten drugi scenariusz. Być może wrodzona konstrukcja mózgu, albo cechy nabyte we wczesnym dzieciństwie, które zbudowały całą ramę. Matka zawsze była kłębkiem nerwów, potrafiła rozpłakać się albo rozzłościć w sekundę, wszystko mocno przeżywała, a ja bałem się wrócić do domu po szkole i powiedzieć, że dostałem słabszą ocenę lub że czuję się trochę przeziębiony, bo wybuchała awantura. Matka przeszła dość ciężkie załamanie nerwowe po śmierci swojej matki będąc ze mną w ciąży i spędziła z tego powodu prawie miesiąc w szpitalu. Może to miało też jakiś wpływ na mnie. Ojciec był całkowicie wycofany społecznie i łatwo wpadał w furię. Gdy byłem nastolatkiem, zmuszał mnie do nauki jazdy samochodem na bocznych drogach, co w sumie było dobre, ale zawsze potężnie się wściekał, że mu sprzęgło zniszczę i spalę. W stresie szło mi coraz gorzej. A matka panikowała i płakała, że zaraz się pozabijamy. Potem zmuszał mnie do rysowania schematów sprzęgła i skrzyni biegów i odpytywał z zasady działania. Dlatego nienawidziłem i bałem się jeździć, bo zawsze się to kończyło awanturą domową, opierdolem, karą i cichymi dniami. Przez to do zdawania prawa jazdy przełamałem się dopiero po trzydziestce, gdy ojciec już nie żył. Jako dzieciak wpadałem czasem w panikę, miałem czarnowidztwo, strach przed śmiercią swoją, rodziców, albo że mnie zostawią. Pewnie takie rzeczy zostawiają w głowie ślad i trzeba później odbudować właśnie te pozytywne sprzężenia. Czytałem Twoje odpowiedzi w wątku o obłączkach. Nie odzywam się tam zbyt dużo, bo to głównie Twój pamiętnik, a moja wiedza dużo nie doda. Być może faktycznie czeka mnie podobna perspektywa. Na razie podjąłem te drobne kroki do zmiany nawyków, o których już pisałem i to sobie powoli trwa. Wczoraj spisałem proponowane przez Ciebie suple na stronie o nerwicy plus ćwiczenia rozluźniające. Niedługo piracetam, może kiedyś metylofenidat lub mikrodawkowanie amfetaminy, LSD lub DNP. Plus rzeczy związane z długowiecznością, bo skoro mam względnie młody wygląd, to chciałbym go zachować jak długo się da. Całkowicie nie zmienimy swoich charakterów i mózgów, ale próbować można. Ceny trochę przerażają. W załączniku ceny Medikinetu w dark webie. (03-18-2023, 08:44 PM)neko1witek napisał(a): Ze stresem da się walczyć. Miałem podobnie, gdy zacząłem występować na zawodach karate. Jako, że jestem optymistom, to nie przychodziło mi do głowy, że się stresuję. Tzn. wiedziałem, że się stresuję, ale nie wiedziałem, że aż tak, że ciśnienie mam pewnie 180/100. O kurde, to już niebezpieczne ciśnienie i to jeszcze przy wysiłku fizycznym. Gdy chodziłem na kwalifikacje na testera leków, to zawsze mi ciśnienie wywalało do 160/100, bo ciągle myślałem o tym, żeby tylko być spokojnym i mieć niskie ciśnienie, bo inaczej mnie nie zakwalifikują i nie zarobię. A jak sobie na spokojnie mierzę w domu, to jest w miarę dobrze. Dzięki za przytoczenie tej historii z karate, choć nie jestem pewien, czy takie utrudnianie, jakie stosowałeś jako trener, wpłynęłoby na mnie pozytywnie. Tak samo jak mówienie przed egzaminami, że będzie wyjątkowo ciężko. Musiałbym być naprawdę dobrze przygotowany, żeby wyrobić sobie odporność na takie teksty i nie mieć pustki w głowie z przerażenia. U mnie na przykład stres powoduje permanentne zaciskanie żuchwy, przez co mięśnie żwaczy mam bardzo silne. Przed wizytą u stomatologa nawet na zwykłe zabiegi higienizacyjne muszę iść najpierw na wstrzyknięcie botoksu w żwacze i osłabienie ich, bo nie jestem w stanie otworzyć szeroko ust ma dłużej niż 30 sekund bez potężnego bólu. Botoks działa przez pół roku, a ja co pół roku chodzę do stomatologa, więc to zawsze dodatkowe 2k zł wydane rocznie. Rozumiem, że wygląd nie musi być dopicowany, bo nie tylko modele znajdują partnerki. Wystarczy wyjść na ulicę i popatrzeć na pary, albo nawet spojrzeć na swoich znajomych. Ludzie się dobierają zwykle na tym samym poziomie urody, ogarnięcia życiowego i finansów. Pewnie nie jesteś mocno krytyczny w stosunku do samego siebie, a to też jest duża zaleta. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 03-19-2023 Tak czytam, jakie masz wydatki, szczerze to nie znam NIKOGO, kto by tyle na różne dziwne rzeczy wydawał. Żarcie w proszku, jakieś dziwne rzeczy na odchudzanie, botoks bo co pół roku dentysta. To są wydatki gościa, który ma miesięcznie ponad 7k na rękę i do tego nie ma dużych zobowiązań. Trochę to odjechane wszystko, jakbyś miał przestawione priorytety. W sensie, jestem chyba ostatnią osobą, która może powiedzieć "inni mają dziwne priorytety", no ale to nie ja napisałem wątek "co zmienić w życiu" I tu jest ten problem, że widzimy kogoś, kogo przedstawiasz we wpisach, a nie żywą osobę. Takie gospodarowanie pieniędzmi nie jest normalne, ono nie wynika też ze stresu czy z tego, że masz złe relacje z matką. Wynika z czegoś innego, a z czego? Cholera wie. Problem może leżeć gdzieś indziej, jakieś odchyły typu autystycznego czy natręctw. Jesteś w stanie zobaczyć problemy z różnych perspektyw, czyli nie masz całkowitego autystycznego rozjechania, jak subzero, który jak sobie coś wbije do łba to przez 12 lat się tego trzyma. Ale coś jest nie tak. Nie wiem no, mi naprawdę dużo dało przebywanie z różnymi, totalnie różnymi ludźmi, próba zrozumienia ich i spojrzenia na świat z ich perspektywy, znalezienia w nich człowieka. To też potrafi wyprostować priorytety, no ale do tego trzeba mieć grupę znajomych. Dziś znowu 2 godziny na telefonie spędziłem gadając o niczym z koleżanką, ot tak, żeby mieć kontakt z drugim człowiekiem i nie zasiedzieć się za bardzo w tym moim internetowym echo chamber. Chyba dobre określenie na to to "zdziwaczenie z samotności". /edyta zresztą widzisz chyba, ile dało Ci nawet po prostu wygadanie się na forum, jestem pewien, że na kilka rzeczy patrzysz z innej perspektywy. Spotkanie na żywo z jakimiś znajomymi byłoby o wiele, wiele lepsze. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 03-19-2023 Tak, widzę, że wygadanie się dużo dało. Myślę, że w dużo już zostało powiedziane i Ty oraz kilka innych osób dało mi wystarczającą ilość rad, które teraz mogę przemyśleć i powoli wdrażać w życie. Moje pytanie o to, co robić w życiu dostało od Was różne odpowiedzi. Wałkowanie w kółko tego samego i rozwlekanie tego wątku też nie ma sensu. Dlatego piszę dziennik. Pewnie dobrze byłoby wygadać się znajomym na żywo, ale tego nie chcę robić. U mnie zawsze jest wszystko w porządku i tego się oficjalnie trzymam. Nikt nie lubi słuchać o cudzych problemach, a najmniej chyba kobiety o męskich problemach. Spotkania towarzyskie - jak najbardziej, miewam czasem takie. Rozmowy przez telefon i WhatsApp też są co parę dni, głównie z ludźmi, których poznałem przez lata w pracy. Tyle że wyłącznie faceci. No ale tu już moja wina, że nie brałem się za poznawanie kobiet. Kiedyś podejrzewałem, że może jakiś stopień autyzmu, Aspergera lub ADHD. No ale nawet jakbym się gdzieś dobrze zdiagnozował, to ta wiedza nic mi nie da, a robienie sobie wymówki "bo przecież jestem chory" to chyba najgorsze. Co do wydatków to masz rację, ale muszę uściślić. Proszki do żarcia kupowałem wyłącznie pracując zagranicą. Mając zarobki na czysto w wysokości 100-120 euro dziennie na miesięczny zapas Huela pracowałem dwa dni. Wierz mi, że pracując minimum 12 godzin dziennie plus dojazdy ma się realnie wolny czas dla siebie w okolicach 3-4 godzin i na gotowanie po prostu nie ma miejsca. Wszyscy mieszkamy w hotelu pracowniczym, a na terenie firmy jest sklep. W kolejne z zakupami czeka się minimum pół godziny, bo po pracy wszyscy się idą po zakupy. Kuchnie w hotelach pracowniczych oblegane i trzeba czekać na swoją kolejkę. W tym czasie trzeba jeszcze czekać na wolną pralkę i pilnować co do minuty, bo zaraz ktoś zajmie i trzeba czekać kolejne 2 godziny. Właśnie dlatego wtedy poszukałem żarcie w proszku - w parę minut robisz sobie porcje na cały dzień i fajrant. Przy okazji się przekonałem, że to jest całkiem dobre i pożywne i w takiej ekstremalnej sytuacji po prostu dobrze się sprawdza nie kosztując aż tak dużo. Środki odchudzające to jest dziwactwo, ale będąc w Polsce po prostu za szybko tyję. Wychodzi mnie to ok. 500 zł rocznie. Dentysta dwa razy do roku na przegląd i usuwanie kamienia to akurat całkiem racjonalne i zalecane. Nie mam problemów z próchnicą od lat, więc tylko na to wydaję plus żel do wybielania nakładkowego za niecałą stówkę raz do roku. To stomatolog mi sugerował botoks, bo oboje bardzo się męczyliśmy przy sprawdzaniu i czyszczeniu moich zębów. Nie widzę tutaj możliwości przeskoczenia tego, a chcąc mieć jak najdłużej zdrowe i swoje zęby muszę o nie dbać. Za implanty czy licówki zapłaciłbym o wiele więcej. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 03-19-2023 No fakt, teraz to trochę inaczej wygląda. Ot, uroki przekazu przez internet, gdy widzi się tylko jeden kontekst, a połowę się samemu dopowiada
|