Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Wersja do druku

+- Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej (https://zdrowiej.vegie.pl)
+-- Dział: Profilaktyka (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=8)
+--- Dział: Uzależnienia, problemy ze znalezieniem się w życiu, bezsenność etc (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? (/showthread.php?tid=293)



RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 06-11-2023

Taka mnie rozkmina naszła, że we współczesnym świecie bardziej niż kiedykolwiek istotne jest to, żeby wybrać dobre źródła. Pierwszy raz w historii mamy więcej możliwych źródeł, niż możliwości korzystania z nich. Kiedyś żeby dostać się do jakieś szkoły, czy pod opiekę nauczyciela, trzeba było być tym jednym na kilkudziesięciu, czasem na kilka tysięcy. Teraz mamy do wyboru kilka tysięcy możliwych źródeł na każdy temat, który nas zainteresuje.

Czytam sobie "magicy wall street" czy jaki to ma polski tytuł, pierwsza historia gościa, zaczął wygrywać dopiero wtedy, gdy całkowicie odizolował się od źródeł wiedzy, z których korzystała cała reszta, zamiast tego spróbował zrozumieć, jak to wszystko powinno działać.

Masz kurcze duże szczęście, że masz tyle energii do "wydania", że jesteś w stanie kontaktować się z ilomaś tam kołczyniami, kołczówkami... jezu, jak to się odmienia, do tego mieć wenę na sto innych rzeczy. Ale doba nie jest z gumy. Jakbym ja na przykład tracił czas na jakieś jurki zięby (czyli w sumie taki kołczing medyczny), filmy na youtube różnych pseudoekspertów, albo nawet i ekspertów, blogi, to pewnie miałbym teraz 1/4 tej wiedzy, którą mam. Niby dobrze jest poznawać różne opinie, konfrontować się , żeby nie ugrzęznąć w pułapce otoczenia się źródłami, które potwierdzają to, co chce się usłyszeć, ale każda godzina poświęcona rozmowę z kołczówną, która nie wie nawet, jak wygląda proces oceny CV, a próbuje ludzi pouczać jak CV powinno być zrobione, to godzina którą można było poświęcić na coś innego. Jeśli do tego ktoś ma problemy z "zasobami ego", to może stracić szansę na wejście w jakiś nowy temat.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 06-11-2023

O tym Wall Street to mówisz w zasadzie tak samo, jak Neko1witek, który też zaczął robić po swojemu na giełdzie.

Przeladowane wiedzą i bodźcami potrafi być przekleństwem. Oglądanie filmików o samorozwoju może sprawić, że będziemy się kręcić w kółko, a w rzeczywistości nic nie posuniemy się do przodu. Będziemy mieli tylko złudne wrażenie że progresu. Oglądałem o tym filmik na YT. Big Grin

Wiem, że za dużo energii wycieka mi na boki. Ograniczyłem internet, ale nawet tutaj za dużo shitpostuję, bo temat ma już 50 stron, a większość moich wpisów już nic nie wnosi.
A w moim życiu w zasadzie aż tak dużo się nie zmieniło poza wzięciem pierwszej lepszej kiepsko płatnej pracy, do której dojeżdżam i chodzenia do kina czy na imprezy, gdzie grono znajomych się nie powiększa. To tylko rozrywka.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 06-11-2023

No i te spotkania z kołczyniami to jednak rozmowy twarzą w twarz, a ja lubię gadać, nawet jeśli to jest przez Zooma czy Teamsy. Rozmawianie o sobie karmi też trochę moją próżność. Narcystyczna cześć osobowości musi czasem wyjść na światło.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 06-11-2023

Ziom muzyk zawsze mi powtarza, żeby nie czytać o tym, jak ćwiczyć na instrumencie, tylko poświęcić ten czas na granie nawet głupiej gamy C dur. Z jednej strony sporo w tym racji, z drugiej pewnie skończyłbym z poważną kontuzją, jakbym iluś godzin nie poświęcił na czytanie o doskonaleniu techniki. Ktoś, kto jest uczony od 3 roku życia, jak to było w jego przypadku, ma te wszystkie podstawy wbite i nie musi ich teraz przerabiać, więc wydaje mu się to stratą czasu.

Z tymi bodźcami to trochę nie do końca nie o to mi chodziło, źle to ująłem, bardziej o fakt, że wybierając złe źródła, uczymy się złych rzeczy. Jest taka zasada w teorii edukacji, pierwszy bodziec jest najsilniejszy. Naucz kogoś złego akcentu przy nauce języka, albo złej techniki przy grze na pianinie, to potem będzie musiał poświęcić 5 razy tyle czasu, żeby się tego oduczyć, niż gdyby miał nauczyć się od początku, z czystym umysłem.

Wracając do nauki języka, wczoraj sprawdziłem, wyszło, że w godzinę powtórzy się jakieś 300 słówek, wliczając w to krótkie przerwy na odpoczynek, załadowanie lekcji, to, że część słówek będzie z błędami i trzeba będzie je robić dwa razy.

Próbuję rozkminić, ile w końcu byłoby słówek do powtórzenia dziennie, przy 100 nowych każdego dnia. Pierwsze powtórzenie jest po 4 godzinach, drugie po 12, potem 1 dzień, 6 dni, 12, 24, 48, 90. Ile godzin by zajęły lekcje. Samo nauczenie się 100 nowych to jakaś godzina, może więcej. Do tego tak na oko licząc 10% słówek w każdym powtórzeniu ląduje na początku "drabinki".

Codziennie na pewno powtarzamy 100 z poprzedniego dnia, a także 100 z rana powtarzając je wieczorem. To już 200. Po tygodniu zaczynamy powtarzać te, które były tydzień wcześniej, 300. 3 tygodnie, wchodzą dodatkowo te które miały 6 dni, plus 12... trochę się pogubiłem.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 06-11-2023

Kurde, nie wiem, czy dam radę się uczyć i powtarzać aż tyle słówek. To jest jednak trochę nudne. Trzeba mieszać z gramatyką i z mówieniem oraz pisaniem, nawet jeśli łamanym językiem. Te słowa trzeba wykorzystywać w konwersacjach jak najszybciej.

Myślę też, że czasem nauczenie się złej techniki wcale nie musi oznaczać problemu i konieczności oduczania się przez długi czas. Nie zwracałbym aż tak dużej uwagi na akcent przy wymowie po angielsku, a już tym bardziej nie uczyłbym się akcentu brytyjskiego (którego nie lubię) ani amerykańskiego. Cały świat mówi po angielsku, każdy kraj ma swój specyficzny akcent. W Indiach mówią tak, że od razu wiesz, kiedy na YT masz do czynienia z Hindusem. I nikomu nie przeszkadza to, że nie mówią jak Brytole. Jak Afroamerykanie albo Szkoci na filmach gadają, to ja ich kompletnie nie rozumiem przez ich akcent i slang.

Ja mówię jak typowy Polak czy nawet Rusek. Twarde "r". Zrozumieć mnie można, bo mam dość dobrą dykcję, a to najważniejsze. Niektóre stanowiska wymagają możliwe jak najlepszego akcentu, ale ja do takich raczej nie aspiruję.

Nauka instrumentu to już inna rzecz i tu faktycznie można narobić sobie kłopotu. No ale ogólnie wiadomo, że lepiej się uczyć z dobrych źródeł. Problemem jest to, żeby te dobre źródła umieć sobie znaleźć.

Jeszcze co do tego, że nie wiadomo, kim będziemy za kilka lat, więc dokładne planowanie kariery 5 czy 10 lat do przodu może być daremne, o ile nie jest to bardzo tradycyjna kariera. Rok temu w powszechnej świadomości nie istniał jeszcze temat sztucznej inteligencji. Midjourney i Stable Diffusion generowały kiepskiej jakości grafiki, a ChatGPT jeszcze nie był upubliczniony. Dziś pojawiają się już płatne kursy na prompt inżynierów:

https://leadakademia.pl/kup/kurs-prompt-engineer-zdobadz-zawod/

Są też oferty pracy - widziałem ofertę na prompt inżyniera w InPost. Mamy więc perspektywę nowego zawodu, o którym rok temu jeszcze nikt nie słyszał. Trzeba się dostosowywać do zmian. Sam mam wykupioną subskrypcję w Midjourney i w wolnych chwilach generuję sobie dziesiątki stockowych obrazków, które wrzucam na AdobeStock licząc, że uda się coś sprzedać. I powoli to się nawet rozkręca. Serio branża stock photo została opanowana przez AI, przez co fotografowie mają spory problem. Nawet grafiki do animacji na ekranach na festiwalu w Opolu były tworzone w Midjourney. Już poznaję niektóre charakterystyczne elementy.

A w ogóle to od kilku miesięcy mam wrażenie, jakbym dopiero zaczął odkrywać, czym jest dorosłe życie. Chyba powoli dojrzewam, spóźniony o 20 lat. Trochę dziwnie tutaj o tym pisać, bo w zasadzie mój wątek nie ma dużo wspólnego z tematyką forum, choć pasuje pod kategorię "problemy ze znalezieniem się w życiu".

/edit
No i ChatGPT pełni rolę świetnego kołcza. Wystarczy nadać mu odpowiednią rolę np. "You are en experienced career coach with over 20 years of experience." Omawianie z nim swojego CV czy planów dotyczących uczenia się określoną ścieżką jest bardzo skuteczne. A nauczyłem się tego z kilku filmików na YT i jednego GitHuba:

https://github.com/f/awesome-chatgpt-prompts

Od czasu wprowadzenia Bing Chata rzadko kiedy korzystam z tradycyjnej wyszukiwarki, więc to idealne uzupełnienie ChataGPT. 
Może serio warto zostać prompt inżynierem. Big Grin


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 06-11-2023

Nie tylko złego akcentu można się przy języku nauczyć, może to też być jakaś specyficzna maniera niekoniecznie wymowy, ale powiedzmy formułowania zdań. Takie rzeczy często gęsto zostają na lata, a czasem na całe życie, na pewno znasz ludzi z charakterystyczną manierą. Podobnie jak wyrobi się złe nawyki oceny kodu, czy czegoś tam związanego z informatyką.

No ale już mniejsza z tym, to taka dygresja była z mojej strony, żebyś uważał na kołczów, youtuberów etc i to, co mogą wbić do głowy, kontakt z nimi nie zawsze jest korzystny, nie zawsze więcej wiedzy to lepiej, zresztą sam doświadczyłeś na wykopie, gdzie wpadłeś w toksyczne środowisko.

Są rzeczy, które mogą się zmienić z dnia na dzień, są takie, które zawsze (albo prawie zawsze) będą stałe. Dziś stanowisko na przykład eksperta od cyberbezpieczeństwa może być super płatne, za kilka lat każda poważniejsza firma może mieć wykupioną usługę AI do pilnowania porządku. Zawsze jednak pozostaną wyrobione znajomości, umiejętność nawiązywania i podtrzymywania kontaktów zawsze będzie przydatna, nie sądzę też, żeby soft tłumaczący języki kiedykolwiek zastąpił to, jakie wrażenie na potencjalnym pracodawcy czy partnerze biznesowym zrobisz mówiąc płynnie w jego rodowitym języku. Nawet najlepsze ubezpieczenie zdrowotne nie zastąpi ćwiczeń fizycznych czy dbania o dietę.

Czy można tyle słówek powtórzyć każdego dnia... to chyba od psychiki zależy, bo mnie to w ogóle niemal nie męczyło. Problem pojawił się gdzie indziej, skupiłem się na tym co było dla mnie łatwe i w końcu miałem słownictwo między c1 a c2, przy wymowie gdzieś między a1 a a2 Big Grin


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 06-12-2023

No tak, rozumiem. Czasem ta maniera w mówieniu może być naprawdę irytująca dla innych. Akurat nauka języków wydaje się o tyle prosta w realizacji, że tutaj przez stulecia opracowano na tyle skuteczne metody, że chyba każdy jest w stanie się nauczyć. Głąby z mojej podstawówki, którzy ledwo co duoali jakiekolwiek słowa i ogólnie strasznie licho się uczyli, teraz w dorosłym wieku po kilku czy kilkunastu latach od wyjazdu zagranicę na stałe mówią płynnie po angielsku, holendersku, albo niemiecku. Jak musieli się nauczyć i byli otoczeni tym językiem, to nie mieli wyboru. Ja z drugiej strony 7 lat wyjeżdżam głównie do Niemiec, a potrafię po niemiecku co najwyżej kazać jeńcom podnieść ręce do góry. Kiedyś próbowałem się uczyć tego języka, ale zawsze sobie mówiłem, że po co, skoro ja to tylko na chwilę jestem i już więcej nie będę wyjeżdżał. Tym bardziej, że głównie Polakami się otacxalem, a z Niemcami dogadywałem się w razie potrzeby składanką polsko-niemiecko-amgielsko-migową plus translatorem. Ile to ja czasu zmarnowałem.

Rzeczywiście umiejętności podstawowe, jak nawiązywanie kontaktów, budowanie sieci znajomych, płynne posługiwanie się językiem dają zawsze możliwość znalezienia sobie pracy. Nawet zwykle jeżdżenie samochodem, żeby się nie zestresować, jak ktoś mi da służbowe auto i każe gdzieś jechać. Nawet teraz mam znajomych, którzy są w stanie wkręcić mnie do prac, w których aktualnie robią w Niemczech. Z niektórymi nei widziałem się 3 lata, niektórzy sami mieli przerwę od pracy (wyrok do odsiedzenia), ale kontakt wciąż jest. I to nawet nie z mojej strony, bo stanowczo za rzadko wychodzę z własną inicjatywą, ale z ich strony. To oni dzwonią i piszą pierwsi. Czyli umiałem tych ludzi do siebie przekonać.

Z kołczyniami już skończyłem., więcej nie zamierzam na nie tracić czasu. Wszystkie te przygotowania do rozmów o pracę, tworzenie CV i profilu na LinkedIn można ogarnąć samemu przy pomocy YT i AI. Na przykład:

https://youtube.com/playlist?list=PLo-kPya_Ww2wLc0USlqpuN_OAtJjc6qoP

Sporo sensownych odpowiedzi na pytania, na które nigdy nie byłem przygotowany. I to akurat nie uważam za kołczowe pieprznie o niczym, bo to są rzeczy, na których faktycznie można się wyłożyć. Zapisałem sobie na później.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 06-12-2023

No, z tym mówieniem płynnie znajomych mających problemy ze swoim ojczystym językiem to tak bym się nie rozpędzał Big Grin Może dla rodowitego Anglika to brzmi jak "moja mówić twoja", tylko wyduszane płynnie i bez zająknięcia? Znam trochę takich ludzi po kilkunastu latach emigracji i nie nazwał bym ich angielskiego dobrym, chociaż z pewnością się dogadają.

Z tych "podstawowych" angielski wydaje się najprostszy o tyle, że dobrze wiesz, co robić, można usiąść gdziekolwiek i powtarzać lekcje. Sieć kontaktów jest już dużo trudniejsza, bo tu nawet nie wiadomo za bardzo, od czego zacząć. Niby też ma to jakieś "podstawowe" składowe, takie jak ton głosu czy jakaś podstawowa wiedza co mówić, a czego nie, ale cała reszta jest już mocno sytuacyjna.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 06-12-2023

No fakt, pewnie to nie jest płynny, piękny angielski czy holenderski, egzaminu na certyfikat pewnie byle nie zdali, ale jednak niektórzy z nich żyją zagranicą na stałe. Założyli tam rodziny, kupili domy czy mieszkania, mają pracę. Zatem muszą sobie jakoś radzić z językiem. I tak jest w sumie najlepiej. Jak nie masz wyboru i jesteś otoczony językiem ze wszystkich stron, to łatwiej się zmusić do jego nauczenia. Ja pracując przez agencję mogę być nieco bardziej leniwy, bo kwaterę i transport mam zapewnioną. Przyjeżdżam na miejsce i muszę po prostu chcieć iść do pracy, a jedyny kontakt z językiem to sklepy, gdzie w zasadzie nie trzeba się wcale odzywać. A sprawy typu zameldowanie w Szwajcarii załatwiałem z translatorem w telefonie. I to z niemałym stresem.

Do sieci kontaktów to myślę, że oprócz zwracania uwagi na ton głosu i small talk, trzeba się pokazywać w różnych miejscach i stwarzać sobie okazje. W weekend idę na Pyrkon w Poznaniu. 28-29 czerwca to Open'er, 1-2 lipca to CD-Action Expo we Wrocławiu (w gry może nie gram, ale mam sentyment do czasopisma, które kupowałem w latach 90.). Na Pyrkonie mam się spotkać z dziewczyną z Gdańska, którą poznałem wracając busem ze Szwajcarii. Jest zajarana cosplayem i przyjeżdża ze swoim strojem. Może nikogo na tych imprezach nie poznam, ale może przeciwnie. Trochę to kosztuje, ale jest okazja, to korzystam.

Warto sprawdzać grupy na Facebooku związane ze swoją okolicą. Sam byłem zaskoczony, ile różnych wydarzeń czy nawet kameralnych spotkań odbywa się w Poznaniu. Darmowy coworking, do którego chodzę po pracy, organizuje często seminaria na różne tematy dla młodych przedsiębiorców. Wstęp wolny. Tam też można złapać jakąś znajomość. Ostatnio widziałem wpisy grupy, która jeździ na zawody sportowe we freesbie. Nawet nie wiedziałem, że są takie zawody. Szukają nowych osób, które chciałyby trenować.

Moje znajomości wyrobione zagranicą też procentują. Dostaję oferty pracy. Jeżdżąc do obozu pracy nie idę już do najgorszych i najcięższych prac, tylko do tych lekkich i płatnych godzinowo, a nie akordowo. Nie są to znajomości, które mnie wywindują tam, gdzie bym chciał być, ale są i w pewnym sensie pomagają. Gdyby nie moje popieprzone planowanie, to przez 7 lat moich wyjazdów miałbym już ładną sumę odłożoną. Ba, od 4 lat jeżdżę do obozu. Gdybym był konsekwentny i siedział w obozie 3 miesiące, a pozostałe 9 miesięcy pracował w magazynie lub szklarni przez agencję (plus dwa razy po dwa tygodnie wolnego), to pewnie miałbym już z 300 tysięcy teraz. A gdybym w tym czasie już się czegoś uczył, to mógłbym teraz myśleć o podjęciu lepszej pracy w Polsce. No ale kierując się matką i moimi wyobrażeniami o tym, jak to zaraz zacznę dobrą pracę w Polsce, bo się podszkolę, wracałem do kraju i nie tylko nic nie zarabiałem, co jeszcze przewalałem odłożoną kasę. A reszta tych znajomych siedzi od kilku lat większość roku zagranicą i dziobie, a potem kupuje za to np. działki w Polsce. Umiejętność realnego planowania to chyba coś, do czego trzeba dorosnąć.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 06-12-2023

Z tym tonem głosu etc chodziło mi o to, że to są rzeczy do wyćwiczenia w domu, na "już teraz mogę", a takie rzeczy jak pokazywanie się na spotkaniach, wyszukiwanie grup na fb etc już wymaga przygotowania i planowania.

No właśnie, wracając do realnych działań, a nie do planowania, ile godzin dziennie się uczysz?