![]() |
|
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Wersja do druku +- Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej (https://zdrowiej.vegie.pl) +-- Dział: Profilaktyka (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=8) +--- Dział: Uzależnienia, problemy ze znalezieniem się w życiu, bezsenność etc (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=11) +--- Wątek: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? (/showthread.php?tid=293) |
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-24-2023 (04-24-2023, 02:56 PM)tomakin napisał(a): No chyba że znowu wydasz na jakieś przeszczepy włosów czy zębów, to że całość oszczędności poszła na matkę to nie komentuję, bo sam wiesz, że to fatalna decyzja Nie planuję teraz robić żadnych przeszczepów, przypomniało mi się tylko o tym, ale sam Temat wylądował gdzieś na koniec mojej listy. Ale na pewno kiedyś się zdecyduję, bo po prostu chce dla siebie. Tak jak zdecydowałem się na nowe żeby dla mamy. Wiesz, dla niej zniszczone żeby to był kompleks od wielu lat. Zawsze, chciała mieć ładne i nigdy nie było na to pieniędzy. Gdy mogłem spełnić to marzenie, bo zarobiłem w kilak miesięcy tę kasę, to tak zrobiłem. Jasne, bolało mnie to, że musiałem wydać tyle siana, że miałbym już odłożone o wiele więcej na mieszkanie i czasem to wkurzenie we mnie wraca, no ale do cholery czy nie po to zarabiamy kasę, żeby sobie poprawiać jakość życia choćby w drobiazgach? Mogę całe życie odkładać kasę na mieszkanie i wciąż sobie odmawiać wszystkiego. Myślę, że nie tędy droga i trzeba odkładać i wydawać jednocześnie. Chce dobrze dla matki, bo to jedyna rodzina, z którą mam regularny kontakt. A ona też tylko ze mną. Moja matka też chce dla mnie dobrze i ja to rozumiem, ale robi to w stanowczo zbyt nadopiekuńczy sposób. Nauczyła się, być może nieświadomie, wymuszać swoje racje płaczem, histerią pod płaszczykiem martwienia się o mnie. Moje własne decyzję są według niej zwykle złe, a jeśli faktycznie oka a się złe, to przez następny rok przy każdej okazji będzie mi to wypominać starając się pokazać, że ona by zrobiła inaczej. Ojciec uwiódł ją tym, że miał długie włosy i jeździł na motorze zabierając ją na przejażdżki. To, ck zadziałało na nią, ja mam już zabronione. Powiedziała, że nigdy mi nie pozwoliłaby wsiąść na motor i jeśli bym to zrobił, to bym ją z nerwów do grobu wprowadził. A długie włosy absolutnie nie, chociaż wiele razy marzyłem o tym i próbowałem w młodszych latach. Tak samo zarost jest wykluczony. Chociaż długowłosi i ładnym zarostem nadal często jej się podobają w telewizji. To jest taka mentalna kastracja, bo byłaby zazdrosna, gdyby jakąś dziewczyna na serio by się mną zainteresowała i miałbym odejść od niej na dobre. Straciłaby sens życia. Mimo to nie umiem jej odmówić wykładania na nią pieniędzy. Tomakin pisał, co z tym robić i na tyle, na ile będę mógł, na tyle będę robił. Oduczyłem ją już dzwonienia do mnie codziennie z byle powodu, bo za dużo mnie to tu by kosztowało. (04-24-2023, 03:45 PM)Nawaphon napisał(a): Zgodzę się z Tomakinem, nie wydawaj pieniędzy na głupoty. Zgadzam się, ja się nie uważam za brzydkiego. Widzę w dobie dużo zalet i trochę rzeczy, które można by wizualnie poprawić. Natomiast najważniejsze tutaj jest to, że dla mnie dziewczyna to nie jest sprawa priorytetowa. Dla wielu jest, dla mnie nie. Fajnie byłoby z kimś być i czasem pojawia się zazdrość, ale ja nie mam az tak dużego ciśnienia. Najbardziej mi zależy na spokoju i stabilności, żebym nie musiał się zastanawiać, czy jutro będę miał pracę, czy nie. Mógłbym jeździć tak cały czas sezonowo do pracy nawet przez agencje do spokojnego magazynu czy do szklarni, nie ma się tam życia, bo to obca kultura, więc tylko praca i siedzenie w hotelu. Traktuję to jako możliwość szybkiego zarobku, bo pracy i agencji jest mnóstwo i nie ma się co bać wyjazdu z taką. Rolnictwo za to jest już przewalone. Chce się też czuć dobrze sam ze sobą, mieć normalne relacje z matką. Szukam sposobu, który da mi spokój zawodowy i finansowy. Wtedy nie będę się stresował wydaniem kasy na żeby czy przeszczep włosów, bo wiem, że w dwa czy trzy miesiące to sobie zarobię. I nie będę się stresował wyjściem do ludzi i liczeniem każdej złotówki, bo za chwilę skończy mi się budżet rozrywkowy na ten miesiąc, a w tej chwili nie pracuję. Jeszcze co do wydawania kasy na zabiegi, czy ogólnie droższe rzeczy, to myślę, że tu trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę nadmiernego oszczędzania. Po to jest medycyna estetyczna, żeby z niej skorzystać, jeśli się ma na to środku. Dla własnego dobrego samopoczucia. Tylko trzeba włożyć to w odpowiednie miejsce na liście priorytetów i możliwości. U mnie jest to teraz dalej, bo się opamiętałem w odpowiednim momencie. Można nie kiezysac z trenera personalnego, bo to wywalenie pieniędzy, ale jak pójdę pierwszy raz na siłownię, to chciałbym przez pierwsze kilka wejść mieć kogoś, kto mi wszystko kolejno pokaże i powie, co i jak powinienem robić. Nie umiem tych sprzętów używać, więc nie chce się ośmieszyć i mogę zapłaci za to, żeby mi ktoś podstawy wyłożył. Potem już pójdzie z górki i sam sobie mogę ćwiczyć. Wiem, że wszystkiego, co uczą na kursach, w szkołach językowych itp można się nauczyć samemu, ale osoby bardziej chaotyczne i mniej zaradne nie ogarną samodzielnie odpowiedniej ścieżki. Dlatego potrzebni są nauczyciele, mentorzy, spikerzy, którzy poprowadzą za rękę. We wszystkich szkołach i na studiach byłem zawsze jednym z najlepszych. Teraz widzę, że to staranie się nie miało sensy, ale było to poniekąd wymuszone rywalizacją między rodzicami o to, kto ma lepsze dziecko. Ale to inny temat. Chodzi mi o to, że zauważyłem po sobie, że dopóki byłem w szkole i miałem wyznaczony przez lata schemat działania, ścieżki do kroczenia, nauczycieli, którzy kazali mi zrobić konkretną rzecz potem to weryfikowali, wszystko szło mi dobrze. Narzucony cel, środki do jego realizacji, system kontrolny. I tak przez kilka lat, więc to było łatwe.Byłem dobry w wykonywaniu rozkazów. Gdy skończyłem studia, nagle cała odpowiedzialność za pokierowanie swoim życiem spadła na mnie. Nie miałem drogowskazów. Byłem do tego zupełnie nieprzygotowany i skoczyłem tam, gdzie skończyłem. Ja po prostu lepiej się uczę, gdy ktoś jest nade mną. Tak jest od zawsze. Dlatego jestem w stanie zapłacić komuś za mentorowanie, bo wiem, że w ostatecznym rozrachunku wyjdę na tym lepiej. I takich ludzi jest na pewno bardzo dużo. Branie odpowiedzialności za swoje życie jest niezbędne, ale nie jeśli pełnia się zbyt wiele błędów z tego tytułu, to trzeba skorzystać z pomocy. Heh, zaczyna mi się włączać moje gadulstwo, szczególnie internetowe. Już kiedyś dwie fajne znajomości z kobietami zepsułem, bo zaczynałem pisać coraz częściej i coraz więcej, a na spotkaniach gadałem i gadałem (i to nie o sobie, a o tym, co się dowiedziałem, co przeczytałem itp), że w końcu panny przytłoczone moimi kobyłami blokowały mnie i kończyły znajomość. Muszę znów przystopować trochę. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-24-2023 > no ale do cholery czy nie po to zarabiamy kasę, żeby sobie poprawiać jakość życia choćby w drobiazgach? No jasne, że warto dać na takie coś na przykład 10% swoich oszczędności, czego się nie robi dla rodziny. Ale coś mi mówi, że nie miałeś wtedy odłożonych 400 000. To, co pisałem w wątku o obłączkach i co zresztą poruszyłeś tu w odpowiedzi, priorytety. Jaką decyzję podjąć, jak pokierować swoim życiem, żeby to było dobre. Decyzja o tych implantach nie tylko rozjechała Ci finanse, ale też zacementowała toksyczną relację z matką, przez co o wiele trudniej to teraz ruszyć. Tak, wiem, przez internet każdy mądry, każdy ma tysiąc rad, a w rzeczywistości zmiana stosunku matki do dziecka jest niemal niemożliwa, widzę to po swojej i po tym, jak toksycznie kształtuje się jej relacja z moim bratem, ze mną zresztą też, ale ja się jakoś jeszcze bronię. Właśnie, a nie powinieneś ćwiczyć właśnie decyzyjności i planowania, skoro to taki słaby element? Nie brać "nauczyciela" do rzeczy, od których niewiele zależy, tylko próbować samemu? Wiadomo, że coś związanego z zawodem, z przyszłością lepiej z kimś, kto dobrze wszystko wyjaśni, ale jakieś siłownie, języki, tego typu pierdoły można zrobić solo. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-24-2023 No nie miałem 400k. Money management to nie jest moja specjalność. Uczę się tego. Tak, powinienem ćwiczyć decyzyjność i planowanie. Journaling jest tym, co mi pomaga. Nawet zwykła tabelka za i przeciw. Już tyle razy się zabierałem za ćwiczenia siłowe, że potrzebuję jednak kopa od kogoś na rozruch. Mogę zapłacić, żeby ktoś był przy mnie i powiedział mi co i jak na początku. Potem już samo poleci. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-25-2023 Pokłóciłem się dzisiaj rano z przełożonym w trakcie pracy. Znoszenie codziennych obelg i pretensji, mimo iż zawsze praca jest i tak wykonana, ma swoje granice. Rzuciłem wszystko i na pieszo wróciłem kilka kilometrów do hotelu. Mam już wywalone i czuję luz, bo to ostatnie dni w tym kołchozie. Spontanicznie wsiadłem w autobus, kupiłem bilet w automacie i pojechałem do Zurichu, bo to niedaleko. A w Zurichu równie spontanicznie zajrzałem do kina i obejrzałem dwa filmy jeden po drugim. Na szczęście Szwajcarzy nie robią tak, jak Niemcy, którzy wszystkie filmy co do jednego dubbingują na język hitlerowski. Tutaj normalnie są napisy, więc mogłem się skupić na oryginalnej angielskiej ścieżce dźwiękowej. "John Wick: Chapter 4" był mega. Najlepsza część serii i z pewnością dla mnie najlepszy film akcji od czasu "Mad Max: Fury Road". Mrukowaty, nieco autystyczny koleś wyrzyna całe tłumy bez żadnego draśnięcia. 3 godziny, a wydawał się aż za krótki, wybawiłem się przednio i muszę koniecznie obejrzeć to w kinie jeszcze raz. Drugi film pasuje poniekąd do mojego wątku. Tłumaczony jest w Polsce jako "Bo się boi". Myślałem, że angielski tytuł brzmi "Because he is afraid", ale okazuje się, że nie. Główny bohater ma na imię Beau, co czyta się jako Bo. Czyli to ten "Beau is afraid". Trochę dziwne, ale mniejsza z tym. Wszystkie wcześniejsze filmy tego reżysera były popieprzone ("Hereditary", "Midsommar"), ale ten to już ciężka, psychologiczna podróż przez 3 godziny. Mocno surrealistyczne, przerysowane, na pierwszy rzut oka bez jakiegokolwiek sensu. Wiele razy się łapałem za głowę, co tu się odwala. Film jest męczący i na pewno nie dla każdego. ALE warto go zobaczyć dla jednej rzeczy. Główny wątek, który da się wyłowić z tego morza absurdu opowiada o totalnie toksycznej relacji z matką. Główny bohater to samotny facet koło pięćdziesiątki, z dużą dozą jakiegoś autyzmu, totalnie nie ogarniający życia, nie umiejący podejmować żadnych decyzji bez aprobaty matki, zwierzający jej się ze wszystkiego. Do tego, niespełnienie seksualne, kompleks edypowy, ogromne poczucie winy, nienawiść i miłość do matki jednocześnie, brak umiejętności przeciwstawienia jej się, zazdrość matki o jakąkolwiek relację syna z kobietą. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dobrze została przedstawiona ta toksyczna relacja i zniszczone życie syna pogrążonego w coraz większym neurotycznym szaleństwie. Na samym początku filmu pada pytanie: czy chciałbyś, że twoja matka umarła? Na to Beau reaguje wręcz oburzeniem, bo przecież kocha matkę jak nikogo w życiu, ale widać, że ma takie myśli. Już to było ważne dla mnie, bo ja też takie myśli miewam, ale szybko je wypieram, bo przecież nie wolno mi tak myśleć. Film wybrałem zupełnie przypadkowo i nie spodziewałem się, że poruszy temat, który ma sporo ze mną wspólnego. Jakby ktoś chciał zobaczyć taki motyw na dużym ekranie, to polecam, choć ostrzegam, że film jest trudny i przygnębiający. Konkluzja, o ile dobrze zrozumiałem, jest taka, że i tak nie ma od takiego życia ucieczki. TRAILER: Beau Is Afraid | Official Trailer 2 HD | A24 - YouTube RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-25-2023 I jeszcze jakie fajne, trafne wyjaśnienia tego filmu znajduję w sieci: "Beau nie jest ani męski, ani kobiecy, nie ma swojego zdania ani odwagi by zrobić cokolwiek, ponieważ każdy jego krok zawsze był surowo oceniany w kontekście tego, co pomyśli o nim matka. Lęk przed oceną i straszną rzeczywistością który mu wpoiła, został zinternalizowany. Cały świat wydawał się groźny a zarazem sterowany przez matkę. "Zabijając" ojca, matka odebrała Beau możliwość "zabicia" go samemu, czyli dojrzenia do roli mężczyzny." RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-25-2023 Trochę mi się kojarzy z "Obcym" Camusa, tylko że dopiero zacząłem to słuchać. A w ogóle wiesz, że IT to w dużej mierze kreatywność i samodzielność, zdolność wymyślania rozwiązań dla problemów? Czyli to, co masz najsłabsze? RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-26-2023 Wiem, ale z IT mam do czynienia hobbistycznie od dawna. Zbudowałem swój mały lab do zabawy w sieciowca i to lubię. Jeśli miałbym iść do jakiegoś korpo i siedzieć dupogodziny od 8 do 16, to wolałbym, żeby to było IT. Energetyka, w której pracowałem zaraz po studiach też była spoko, ale jako team leader musiałem często dzwonić do klientów, do partnerów biznesowych i do zespołu handlowców w terenie. Albo oni do mnie. Nie lubiłem tego strasznie, ale się przyzwyczaiłem. Pracowałem przez pół roku jako agent ubezoieczeniowy, eydzwanialem do obcych ludzi i jeździłem do nich na spotkania. Też było trudno i nienawidziłem tego, ale uj, przyzwyczaiłem się w końcu. Potem po szybkim awansie na team leadera miałem ludzi pod sobą i to oni załatwiali spotkania, ja tylko jeździłem z nimi robić prezentacje sprzedażowe i domykać kontrakty. Zarobiłem przez to pół roku tak lichwa pieniądze, że się zwolniłem, bo mi na rachunki nie starczało. Nawet do rzeczy, których się nienawidzi i nie ma predyspozycji, można się zmusić i przyzwyczaić. Zawsze sobie powtarzam, że życie nie jest przyjemne i tak po prostu musi być. Skończyłem trudne studia, w których miałem sporo projektów wymagających obliczeń i kreatywności. Skoro wtedy dałem radę, to teraz też dam. Jak już miałbym robić sobie plan na życie, to wolałbym grindować sobie przez jakieś dwa lata, a potem od czterdziestki żyć już finansowo w miarę spokojnie. Zakładając, że nie dopadnie mnie choroba, albo nie wpadnę po samochód, to mogę mieć 25-30 lat czasu na korzystanie z życia. A potem, jakbym mial się na starość męczyć z samotnością, chorobą, niedołężnością, czy problemami finansowymi, to wolałbym się wylogować. I chciałbym mieć na serio w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby móc to wtedy zrobić. Strach przed męczeniem się fizycznym i psychicznym jest u mnie większy, niż przed samą śmiercią. Choć pewnie łatwo się mówi, jak do momentu starości jeszcze dużo zostało. Chociaż wypadek albo ciężka diagnoza może się zdarzyć nawet jutro. Więc chciałby mieć wcześniej opracowany plan, jak się wylogować w najszybszy i najbardziej humanitarny dla samego siebie (i dla tych, którzy mnie znajdą) sposób. A, no i za karę dziś kazali mi do pracy nie przychodzić. Więc jadę do Zurychu ponownie i połażę sobie po mieście. Może nawet będę zagadywać miejscowych przez translator. Kuźwa, nawet jakbym miał zemdleć ze stresu na ulicy, to w sumie co takiego wielkiego się stanie? Ktoś tam jakoś zareaguje i zdejmą mnie ulicy. IMO trzeba się zmuszać choćby nie wiem co. Nawet jak ktoś ma agorafobię. Od silnego napadu strachu i stresu się zwykle nie umiera, przynajmniej mi się jeszcze nie udało. A nawet jeśli się walnie głową w krawężnik, to i tak ktoś w końcu zdrapie te zwłoki z asfaltu, więc co się przejmować. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-26-2023 Mi chodziło o to, że skoro nie jesteś w stanie samodzielnie nic wymyślić, musisz mieć nad sobą kogoś, kto to robi (jak pisałeś wcześniej), to możesz mieć duże problemy z pracą, w której w zasadzie wszystko sprowadza się do samodzielnego wymyślania różnych rzeczy. No ale myślę, że bardzo szybko zorientujesz się, czy to dla Ciebie. Z agorafobią to już nieźle pojechałeś. To "tylko" nieprzyjemne uczucie. Ból to też "tylko" nieprzyjemne uczucie. Chyba pomyliłeś ją ze zwykłym lękiem. Prawidłowy sposób pracy nad takim czymś to stopniowe wycieczki łączone z pozytywnymi bodźcami, bo jeśli doprowadzi się do ataku na przykład zbyt dużą wycieczką, choroba pogłębi się zamiast zmniejszyć i następnym razem można mieć problem żeby w ogóle wyjść z domu. Masz w wątku obok Joadię, która rok czy dłużej pracowała nad tym, żeby w ogóle jeździć autobusami miejskimi. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-26-2023 No terapeutą nie jestem, więc mówię, co mi się wydaje. A wydaje mi się czasem, że małe kroki rozwlekają rozwiązanie problemu. Robię małe kroki w różnych kierunkach od 20 lat i w sumie nigdzie nie zaszedłem. A w miesiąc przekonałem się, że nic nie muszę, że wcale nie jest źle i jestem w pozycji, w której bez żadnych zobowiązań mogę wszystko i mam czas, żeby próbować różne rzeczy i popełniać błędy mając świadomość, że kasę zawsze można odrobić w kilka miesięcy choćby zagranicą, że zawsze jest dobre ostateczne rozwiązanie w postaci samobójstwa. A fobia społeczna jest nadal we mnie turbo mocna i chocbym miał się, zacinać, trząść i zerzygać i zemdleć, to będę próbował. Na cringe, który mnie potem może dopadać, działa zapisywanie cringowych sytuacji na papierze, wyśmianie samego siebie i potem podarcie albo spalenie kartki. Serio, odkryłem to niedawno. Rozwiązany problem? Rozwiązany. Odhaczone, idę dalej. Jakbym miał ten problem mielić przez lata, to bym ocipiał z wkurwienia i stresu. Gdy załatwiałem sobie w szwajcarskim urzędzie zameldowanie i pozwolenie o pracę, cały się trząsłem i nie mogłem się wysłowić po polsku do translatora, bo mi się gardło zaciskało. No ale powiedziałem sobie, że załatwię to chocbym miał tam zejść na zawał. I załatwiłem. Potem dokładnie opisałem całą tę żenującą sytuację, ciśnienie wstydu ze mnie zeszło, zaśmiałem się i już mnie to nie męczy. W piątek idę jeszcze raz się wymeldować. Pewnie będę się czuł tak samo źle, ale załatwię to. Journaling is the new king. Nie sądzę, żeby agorafobia bardo dużo się różniła od fobii społecznej pod względem intensywności negatywnych uczuć. Zresztą bez sensu jest się zastanawiać, kto się czuje gorzej w trakcie ataków. Agorafobię postrzegam więc jako "zwykły" lęk, bo raczej nie jest to ból fizyczny. Czy powolne pracowanie nad tym nie rozciągnie problemu na kolejne lata? No i świadomość tego, że się ciągle jest chorym, ciągle się jest w trakcie leczenia. Że ciągle wszyscy się muszą że mną cackać i obchodzić jak z jajkiem. To by było dobiające. Lepiej jak najszybciej sobie w głowie poukładać i wmówić, że się jest zdrowym. Niech placebo robi swoje. No ale może lepiej, że ja nie jestem terapeutą. Wszystkim bym zalecał samobója. :-)
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-26-2023 W skrajnym przypadku agorafobii ludzie z domu w ogóle nie są w stanie wyjść, opisano przypadek taksówkarza, który kilka lat spędził na parkingu w swoim samochodzie. Próba leczenia takich rzeczy "na szybko" przypomina próbę "rozchodzenia" otwartego złamania. W sensie, końcowy rezultat to dużo poważniejszy problem niż ten, z którym się zaczęło. W obu przypadkach, czy złamania kości, czy agorafobii, wywoływanie "bólu" sprawia, że jest jeszcze gorzej. U złamaniowca będzie dalsze przemieszczenie i zerwanie tego, co zaczęło się goić, u osoby z agorafobią jeszcze silniejsze ataki. U mnie błyskawiczną poprawę przyniosły suplementy, ciężko nawet teraz powiedzieć, czy w ogóle to mam, przyjąłem, że dopóki nie znikną mi zmiany na paznokciach, dalej jest coś nie tak, ale bez problemu mogę jechać samochodem do innego miasta. Joadia jak napisała miała wycięty pęcherzyk żółciowy, co mogło spowodować silny spadek substancji odpowiedzialnych za kontrolę lęku. Clue jest takie, że w obu przypadkach główny problem leży gdzieś w organizmie, a nie w psychice i to na organizmie powinno się skupić, chociażby po to, żeby uniknąć innych komplikacji zdrowotnych. I serio, próba wyjaśnienia komuś czym jest atak paniki to jak próba wyjaśnienia, czym jest ból. Jedno i drugie to mechanizm ewolucyjny, który ma skłonić nas do ucieczki od tego, co wywołuje to "nieprzyjemne uczucie". Jak kogoś nigdy nic nie bolało, to może mu się wydawać, że to przecież proste, no nie myśl o tym, ignoruj, przecież nie umrzesz od tego. Kurcze, kiedyś miałem taki plan, żeby sobie jeździć autobusami na miesięcznym, zwiedzać, audiobooki słuchać, książki czytać. Może do tego wrócę. Chyba taniej wyjdzie, niż benzyna. |