![]() |
|
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Wersja do druku +- Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej (https://zdrowiej.vegie.pl) +-- Dział: Profilaktyka (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=8) +--- Dział: Uzależnienia, problemy ze znalezieniem się w życiu, bezsenność etc (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=11) +--- Wątek: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? (/showthread.php?tid=293) |
RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Nawaphon - 04-12-2023 500+ to przede wszystkim podatek na tych którzy dzieci nie mają - czyli na nas wszystkich tutaj, podejrzewam. Koszt drukowania pieniądza to inflacja, później wiadomo - są różne szkoły ekonomiczne. W dominującej pewien stopień inflacji stymuluje wzrost ekonomiczny, ale powyżej pewnego poziomu szkodzi - co raczej nie podlega sporom. ...a co mają robić ludzie z oszczędnościami, które przejada inflacja? Mnie też ceny mieszkań irytują, bo zbieram na mieszkanie od paru lat - ale się nie dziwie, że bogatsi ludzie próbują chronić oszczędności życia w nieruchomościach, co też powoduje windowanie cen dla nas. Posiadanie mieszkania to też problemy, wątpię że wielu ludzi - mogąc spokojnie trzymać środki na koncie, albo zainwestować w coś - pakowało by się w to, gdyby nie martwili się, że inaczej po prostu wszystko zostanie im rozkradzione. Zresztą w Polsce problemem jest zbyt mała ilość mieszkań. Jesteśmy w ogonie EU jeśli chodzi o ilość mieszkań na mieszkańca - więc to podażą się trzeba zająć a tutaj podatki i regulacje będą z dużym prawdopodobieństwem kontr-produktywne. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-12-2023 (04-12-2023, 03:55 AM)Nawaphon napisał(a): W dominującej pewien stopień inflacji stymuluje wzrost ekonomiczny, ale powyżej pewnego poziomu szkodzi - co raczej nie podlega sporom. Tak, inflacja na poziomie 3-5% stymuluje wzrost ekonomiczny, bo motywuje ludzi do wydawania pieniędzy. Po co gromadzić, skoro tracą na wartości Zwiększa się tym samym produkcję, transport, zapotrzebowanie na usługi itp. Zainteresowanie ratami 0 % (oraz ratami oprocentowanymi poniżej inflacji) też jest większe, bo opłaca się płacić "pieniędzmi z przyszłości". Realna wartość długu będzie z czasem malała. (04-12-2023, 03:55 AM)Nawaphon napisał(a): Zresztą w Polsce problemem jest zbyt mała ilość mieszkań. Jesteśmy w ogonie EU jeśli chodzi o ilość mieszkań na mieszkańca - więc to podażą się trzeba zająć a tutaj podatki i regulacje będą z dużym prawdopodobieństwem kontr-produktywne. Mamy podobne spostrzeżenie. Uważam, że lepiej jest maksymalnie upraszczać budowę nowych mieszkań i domów według dokładnie opracowanego planu zagospodarowania przestrzeni. Skoro brakuje tylu mieszkań, to trzeba je jak najszybciej budować. Wtedy ceny spadną. Kolejne podatki na dłuższą metę dostępności aż tak nie poprawią. Kiedyś czytałem artykuł w temacie mieszkań i jestem ciekaw, czy się z tym zgodzicie. Mieszkania jako takie mogą dać średnio 4 % zysku rocznie. Najpierw musi się ten zakup zwrócić, co trwa przynajmniej kilkanaście lat. Najlepszy standard pod wynajem to tak zwana "górna IKEA", bo jak przesadzisz, to mocno ograniczysz sobie potencjalne grono klientów. Zdarza się, że lokatorzy oddają później mieszkanie zdewastowane na tyle, że kaucja tego nie pokryje i trzeba bulić sporo na kolejny remont. Mogą też być przestoje w najmie, a w najgorszym przypadku klienci, którzy przestają płacić, a właściciel nie ma prawa im odciąć wody, ciepła, czy prądu, bo sam za to może beknąć. Konkluzja była taka, że na mieszkaniach nie zarabia się poprzez wynajem, to może być tylko dodatek, jeśli się akurat ma szczęście i wszystko się układa dobrze. Prawdziwy zysk jest w zwiększeniu się wartości samego mieszkania. Jeśli kupiłeś kawalerkę w Warszawie w 2005 roku, to teraz ta kawalerka jest kilka razy więcej warta. Oczywiście jest to zysk czysto teoretyczny, bo dopóki tego nie sprzedasz, to żadnego wzbogacenia nie odczujesz. Niemniej jednak jest to sposób na zachowanie wartości oszczędności lub - tak jak teraz - pomnożenie ich. I jeszcze jedno - prywata z mojej strony na temat tego, że miałem w życiu sytuację, w której potencjalnie mogłem zostać milionerem, ale jej nieświadomie nie wykorzystałem. Nie jest to może zbyt chwalebna historia, no ale co mi tam. W latach 2010-11 miałem zajawkę na programy inwestycyjne typu HYIP. To były zwykłe piramidy finansowe, tylko udające powierzchownie, że zajmują się inwestowaniem w ropę, złoto czy naostrzone patyki. Powstały fora zajmujące się takimi programami. Wszyscy sobie zdawali sprawę, że to piramidy, które prędzej czy później padną, ale obowiązywała kurtuazja i niemówienie o tym. Póki nie padnie, albo admin nagle z kasą nie ucieknie, to coś tam można zarobić. Trochę działałem w temacie i nawet zdarzało mi się mieć drobne sukcesy. Starczało na dziwki, wódę i koks. I na waciki. Kiedyś zgadałem się z jednym gościem z forum, a że obaj wtedy mieszkaliśmy w Warszawie, to się spotkaliśmy i ułożyliśmy plan stworzenia własnego HYIPu. Skracając historię udało nam się w stworzyć trzy takie piramidy, choć o dużym sukcesie tutaj nie może być mowy. Trochę się przeliczyliśmy z ilością pracy do wykonania, a przede wszystkim z ilością osób, które trzeba opłacić, żeby wypromowały piramidę i zachęcały do wpłat. Oprócz tego, jak to w życiu, trzeba opłacać pewne osoby, żeby nie zniszczyły piramidki jeszcze zanim na dobre nie wystartuje (fala negatywnych opinii na forach, ataki DDOS). Zmierzając do końca - gotowy skrypt do przyjmowania wpłat obsługiwał najpopularniejsze wtedy procesory płatności elektronicznych na tym rynku, czyli Liberty Reserve, Perfect Money, Payza, Solid Trust Pay i... Bitcoin. To ostatnie było wtedy jakąś egzotyką, mało kto o tym słyszał, większość ludzi korzystała ze scentralizowanego Liberty. Pozakładaliśmy konta we wszystkich procesorach płatniczych i zaczęliśmy zbierać wkłady od ludzi, a potem z tych wkładów wypłacać należności. Gdy się zaczęło sypać, zniknęliśmy z dnia na dzień. Kasę zgromadzoną na kontach trzeba było przelać na inne konta, a potem wymieniać na walutę fiat u prywatnych ludzi na forach na słowo honoru, bo żadnych oficjalnych źródeł nie było. No i tego Bitcoina wtedy mało kto chciał nam wymieniać, zatem to miało niewielką wartość. Zakładało się nowy HYIP, robiło nowe konta i leciało dalej. Aż wreszcie Liberty Reserve z dnia na dzień zostało zamknięte przez FBI za pranie pieniędzy. Wszystkie depozyty przepadły, a że tam właśnie mieliśmy większość kasy, to trzeba było zamknąć temat całkowicie i zwinąć się z rynku, bo już było ciężko wystartować dalej. Resztę się powymieniało, a te nieszczęsne Bitcoiny zostały. Aż w końcu przez lata uległy zapomnieniu. Przypomniałem sobie o nazwie Bitcoin dopiero 5-6 lat później, jak w mediach zaczęło się robić głośno o pierwszej wielkiej bańce. To gdzieś tam nadal istnieje. Nie pamiętam już, ile zakładaliśmy tych portfeli, i ile mogłoby być tam Bitcoinów. Może kilka, może kilkanaście, może więcej. Na pewno przynajmniej kilka, bo wtedy nie było to dużo warte. Kiedyś spędziłem sporo czasu na przeszukiwaniu starych skrzynek mailowych, starych dysków i adresów stron w archiwizerach internetowych. Nic, zero śladów. Zaginęło w mrokach dziejów. Dziś wartość tego to przynajmniej kilka milionów zł. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-12-2023 Przepraszam, że wciąż post pod postem. Chcę napisać jeszcze parę słów prywaty, póki mam jeszcze siłę. Trochę w temacie ogarniania mojego życia, które się nadaje, żeby wyszło poza prywatny dziennik. Dziś pobiłem rekord w pracy. Zacząłem wczoraj o 8 rano, skończyłem dziś o 16, czyli 32 godziny pracy pod rząd z niewielkimi przerwami. Cała grupa została dziś przyciśnięta do maksimum możliwości, bo koniecznie trzeba było zrobić pewne rzeczy. W sumie wstyd się przyznawać, że człowiek daje się tak poniżać. Krokomierz pokazuje, że do północy zrobiłem 44 tysiące kroków, a od północy do 16 kolejne 51 tysięcy. Jeszcze nigdy w życiu nie zrobiłem za jednym podejściem 95 tysięcy kroków, czyli około 65 kilometrów. O ile aplikacja poprawnie wskazuje. https://zapodaj.net/ddb0092e56473.jpg.html https://zapodaj.net/93047b329ef3b.jpg.html Jestem w Szwajcarii ledwo 2,5 tygodnia, a już zaczynam odczuwać zmęczenie. Dziś czuję się źle. Całą noc lało, mimo ciuchów przeciwdeszczowych, bielizny termicznej i polarów czuję się przemoczony i wyziębiony. Do rozgrzania miałem tylko herbatę w termosie. Jak się położyłem na łóżko, to tak leżę i nie mogę wstać. Jak chodziłem i dźwigałem, to było dobrze, a teraz nagle zastygły mi wszystkie mięśnie, ręce jakieś zgrabiałe, że nie mogłem pisać. Reszta ma tak samo, no ale mówią, że trzeba to przetrwać. jutro o 5 rano zaczynamy. Zakupy trzeba robić w sobotę na cały tydzień, bo potem nie ma kiedy. Próbuję się uczyć Duolingo, ale ciężko mi się po pracy skupić, jak wszystko boli, więc stanąłem w miejscu. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy warto to ciągnąć dalej nawet mimo większej kasy, choć wypłata dopiero w maju. Pojechałem w ciemno w miejsce, którego nie znałem, bo moja stała miejscówka rolnicza w Niemczech nie miała wolnych miejsc od kwietnia. Jeśli tak dalej będzie, to nie wykluczam, że się złamię i wyjadę, bo do października, jak oni by chcieli, na pewno nie wytrzymam. Szkoda mi zdrowia, żeby pracować jako niewolnik. Więc albo wyjadę do Niemiec, albo wrócę do Polski i wtedy muszę zrobić tak, żeby nie siedzieć na bezrobociu u matki, a od razu zacząć choćby dojeżdżać do większego miasta i w domu bywać tylko wieczorami. A tak to cały czas w ruchu i wśród ludzi. I znaleźć normalną, niewyniszczającą pracę. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - neko1witek - 04-12-2023 (04-12-2023, 05:06 PM)Temper napisał(a): Przepraszam, że wciąż post pod postem. Chcę napisać jeszcze parę słów prywaty, póki mam jeszcze siłę. Trochę w temacie ogarniania mojego życia, które się nadaje, żeby wyszło poza prywatny dziennik. A nie da się gdzieś tych skurwysynów zgłosić? Człowiek jest wiele w stanie przetrzymać, więc to nie jest duży problem, ale szkoda dać się tak wykorzystywać. Ja jestem uczulony na tym punkcie i po prostu zabiłbym tam wszystkich szefów. Notorycznie wyrzucano mnie z każdej szkoły i pracy, bo nie znosiłem gdy ktoś próbował mnie wykorzystywać. Oczywiście nie polecam tego robić. Spróbuj to jakoś przetrzymać, ale w tym czasie pomyśl, czy da się ich jakoś podpieprzyć. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-12-2023 Trudne to będzie, bo ja tego kraju nie znam, ani nie mówię w ich języku. Jedyne wyjście to rzucić wszystko i wyjechać od razu. Są tacy, co tak robią już pierwszego dnia. Jak im zacznie brakować ludzi, to się nauczą. I najgorsi są zawsze nadgorliwi Polacy brygadziści. Jak kapo w obozach. Dostają trochę władzy, to chcą się Szwajcarom okazać. Chciałem uzbierać do końca sezonu 50k zł, żeby mieć pełną stówkę odłożoną, ale nie takim kosztem. Nie mam długów, alimentów, kosztownego leczenia do sfinansowania itp. więc nie muszę koniecznie się tak męczyć. Jak się przy tym uczyć giełdy, programowania, szlifować angielski? Najpewniej wkrótce wezmę to, co zarobiłem i spadam. To co już mam, styknie mi, z czasem to powiększę. Trzeba wyznaczyć inne cele. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-13-2023 Dobra, wziąłem dziś wolne. Nie byłem w stanie rano się ruszyć z łóżka i chyba mam lekką gorączkę. Spać też już nie mogę. Oprócz mnie jeszcze dwie osoby się pochorowały. Zobaczę, czy będą jakieś konsekwencje. Trzeba zacząć reagować, bo przyjechałem tutaj rozwiązywać swoje problemy, a nie generować nowe. Na tym na razie koniec prywaty. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-13-2023 Dlatego warto się do takich rzeczy przygotowywać. Poćwiczyć, wysycić organizm substancjami, które ułatwiają regenerację. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-13-2023 Wszędzie, gdzie dotychczas jeździłem do pracy, było w miarę normalnie. Praca w magazynie jest łatwa i lekka, ale rolnictwo już nie, więc zawsze jestem przygotowany, że będzie ciężej i dłużej. Dawałem radę bez większych problemów. Przyjechałem pierwszy raz do Szwajcarii i okazuje się, że tu jest największy obóz pracy, w jakim dotychczas byłem. Myślę, że nie da się przygotować fizycznie i psychicznie do pracy przez ponad 30 godzin. To jest ponad wszelkie cywilizowane normy i trzeba mieć nóż już bardzo blisko gardła, żeby się na godzić. Dziwię się, że nawet kryminaliści dają się tak traktować. Pójdę do biura, tam pracuje Polka i spytam, jak oni to w ogóle chcą rozliczyć. Spisuję sobie od początku pobytu godziny pracy co do minuty. Wyrobiłem 4 pełne dniówki za jednym razem, więc teraz powinienem mieć 3 wolne dni, żeby to sobie odbić. Przynajmniej skonfrontuję się znów że swoim lekiem przed załatwianiem czegoś z obcymi. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-13-2023 W przygotowaniu nie idzie o to, żeby zawsze móc zrobić wszystko, tylko żeby móc to zrobić lepiej i ze statystycznie niższym ryzykiem. To zawsze coś korzystnego, zawsze warto to zrobić, jeśli jest czas, zwłaszcza że tu idzie o ogólną poprawę stanu zdrowia, te wszystkie sztuczki mają za zadanie wspomóc organizm, nie zapewnić jakąś magiczną tarczę przed czymś, czego w życiu się nie spotyka. Jeśli zmniejszysz ryzyko powiedzmy urazu kręgosłupa o 50%, to automatycznie zmniejszysz ryzyko, że na starość będzie ten kręgosłup bolał, nawet jeśli do żadnej pracy po tym okresie przygotowania nie pojedziesz. RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-13-2023 Rozumiem. Wiem, że już po ptakach, ale czy mogę Cię prosić o przedstawienie choćby ogólnie i w dużym skrócie, co można konkretnie zrobić, żeby się przygotować do takiej pracy? Ból pleców w różnych miejscach odczuwam dość często choćby przy dłuższych spacerach. W mojej rodzinie było sporo wysokich osób, także kobiet. Od zawsze widziałem, że na starość mocno się przygarbiają i narzekają na plecy. Od dawna leżałem na boku podpierając się łokciem podczas robienia czegoś na laptopie, więc teraz jeden bark leci mi trochę w górę, jak tego nie pilnuję. No i przepuklina zaczyna boleć przy cięższym wysiłku, no ale tutaj bez operacji się nie obejdzie. A termin na NFZ mam dopiero na wrzesień przyszłego roku. I to chirurgicznie, nie laparoskopowo, niestety. Prywatne to koszt minimum 7 klocków. Poza tym innych problemów nie odczuwam. Stawy w porządku. |