Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej
Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Wersja do druku

+- Zdrowiej - forum medycyny naturalnej i alternatywnej (https://zdrowiej.vegie.pl)
+-- Dział: Profilaktyka (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=8)
+--- Dział: Uzależnienia, problemy ze znalezieniem się w życiu, bezsenność etc (https://zdrowiej.vegie.pl/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? (/showthread.php?tid=293)



RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Nawaphon - 04-06-2023

(04-06-2023, 05:45 PM)tomakin napisał(a): Nawa, a nie schudłeś aby wtedy przypadkiem?

 Nigdy dużo nie ważyłem - moja waga praktycznie nie zmieniła się od 17 roku życia.
Gdzieś to mam zapisane dokładnie, ale z tego co pamiętam - podczas samego postu straciłem około 6-7 kilogramów (Od 67-66 do 61-60), ale później 4-5 kilogramów z tego nabrałem z powrotem w ciągu 4-5 dni - i tylko 1-2 kilogramy to było coś, co straciłem "na stałe", domyślam się że to była strata tkanki mięśniowej.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-06-2023

Nie wiem no, stawiałbym, że kontuzja dotyczyła elementu, który może się zregenerować, mi np znikł ból po rozerwaniu mięśnia, gdy zacząłem brać MSM. Pewnie pomogły suple albo ćwiczenia, które robiłeś w czasie postu, bo sama głodówka raczej niewiele zmienia. Ale rozwalona powierzchnia stawu nie zregeneruje się, co by się nie robiło, a jak ktoś ma dowody na to, że jest inaczej, w sensie wyniki jakiegoś badania na pubmed, chętnie zobaczę i od jutra zacznę robić to, co robili w tym badaniu Big Grin


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Nawaphon - 04-06-2023

Ja niczego nie polecam, ani nie rekomenduję - tylko ciekawostka. Ćwiczeń w trakcie postu nie robiłem, ale mogłem dodać jakieś ćwiczenia później - zanim wróciłem do treningu, już nie pamiętam - a później skojarzyłem "ozdrowienie" z postem.
Niby pomagają ludziom terapie komórkami macierzystymi - a podobno dłuższy post stymuluje większą aktywność komórek macierzystych Smile. No, ale to bardziej hippie-science na ten moment.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - neko1witek - 04-07-2023

(04-03-2023, 05:23 PM)Temper napisał(a):
(04-03-2023, 12:33 PM)neko1witek napisał(a): Krypto wbrew pozorom jest bardzo łatwe jak się przejedziesz na jednym cyklu. Jeden cykl nauczy Cię wszystkiego.


Mówiąc "jeden cykl" masz na myśli zakup krypto, czekanie na odpowiednią cenę, sprzedaż?

Zarejestruję się niedługo na jakiejś giełdzie i spróbuję na niskich kwotach. Myślałem też o tym, żeby sobie odkładać w krypto te 200-300 zł miesięcznie i trzymać je tam na stałe. Widziałem kiedyś blog gościa, który co miesiąc kupuje kilka tych samych krypto za 10% aktualnej płacy minimalnej. Nic nie sprzedaje niezależnie od ceny, bo to ma być zabezpieczenie emerytalne. Po kilku latach ma stopę zwrotu rzędu kilku tysięcy procent.

W tej chwili jestem na etapie analizy i porządkowania swojego budżetu i jestem zażenowany, ile kasy wtopiłem przez lata niepotrzebnie. Lepiej późno, niż wcale.

Tu chodzi o zwykłe przetrzymanie krypto to hossy. O długi termin. Kupujesz np. teraz i trzymasz do hossy, która będzie najprawdopodobniej za jakieś 2 lata. Oczywiście można handlować na górkach i dołkach, ale to trzeba mieć lata doświadczenia na rynku, aby nie wtopić pieniędzy.

Przechodziłem przez wiele kursów, to wszystko jest ściemą. Totalne bzdury i wyłudzanie kasy. Obiecują Ci, że nauczysz się rynku w 3 miesiące, a na to trzeba minimum 2-3 lata, aby cokolwiek poczuć.

Ja przez pierwszy rok zarabiałem i traciłem (dużo więcej traciłem niż zarabiałem) Tzn. w sumie bywało różnie. Jak miałem luźny umysł, to w 2 miesiące ze 100 dolarów zrobiłem 10 tysięcy, ale potem wszystko się posypało... Teraz uczę się drugi rok i dopiero zauważam pewne zależności.

Chodzi o to, aby nie grać jak wszyscy, czyli jak ulica. Wieloryby z nas żyją, więc trzeba nauczyć się myśleć jak oni. Całe te poziomy wparcia, oporów, korekty, tendencje, motyle, kraby, głowy z ramionami itd. można sobie do dupy wsadzić. Tam właśnie czekają grubasy, aby Cię wywalić. Trzeba umieć znaleźć miejsca gdzie leży kasa ulicy, bo tam grubasy wejdą i ją zabiorą. Jak to się zrozumie, to można grać.

Mam znajomych, którzy przy kawie zarabiają kilka tysiaków przez kilka minut, ponieważ znają dobrze rynek. Wiedzą gdzie wejść i wyjść z rynku, ale to lata ćwiczeń.

Natomiast trzymanie krypto na długi dystans to proste jak diabli.
Granie krótkoterminowe na przedziałach minutowych, czy nawet sekundowych to już szaleństwo, ale daje fajny zarobek jak wie co się robi.
Większość ludzi gra na godzinowych przedziałach i czeka na wykończenie pozycji kilka, kilkanaście dni. Fachowcy grają po kilkanaście minut.

Powiem tak... dla mnie to robota marzenie. Siedzisz w domu i pykasz sobie na kompie a kasa leci. Czy to możliwe? Tak, możliwe, bo widzę jak to inni robią.
Wbrew pozorom nie jest to cholernie trudne, ale... trzeba mieć to coś. Ktoś powiedział mi, że to jak z szachami, albo rysowaniem. Giełda to pewnego rodzaju sztuka, więc możesz jej nigdy nie posiąść. Ale jak posiądziesz to wyciągasz z rynku sporo kasy.
Możesz być zwykłym rzemieślnikiem i zarabiać średnio ciułając grosz do grosza na giełdzie, większość ludzi robi 4% miesięcznie. Ale znam ludzi, którzy robią bo kilka tysięcy procent.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-07-2023

Dziękuję, że opisałeś dla mnie świat krypto. W zasadzie zupełnie go nie znałem. A znajomi, którzy w tym siedzą, starają się wytworzyć wokół tematu aurę elitarności i mówią, że jeśli się nie weszło w krypto te 5-6 lat temu, to teraz jest już za późno i żebym nie próbował. Może gdybym zaczął te kilka lat temu, to dziś nie musiałbym tyrać zagranicą w robocie, którą nienawidzę, ale cóż...

Musiałbym tutaj zacząć zupełnie od podstaw, gdzie to kupić, jak się zweryfikować, jak to trzymać, jak sprzedać, jak przesyłać. W różnych coachów i mentorów nie wierzę, więc trzeba samemu szukać wiedzy w necie. No i tylko małe kwoty wchodzą w grę w moim przypadku. Mam odłożone te ledwo 50k zł dzięki wypruwaniu sobie żył i jakbym miał to wszystko teraz stracić w krypto, to bym chyba zwariował. A już i tak straciłem dużo przez swoją głupotę.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-08-2023

Jak już wspominałem, giełda to w zasadzie kolejny mechanizm służący do tego, by kasa od ludzi mniej zamożnych przeszła na konta bardziej zamożnych. Można na tym zarobić, jasne, ale statystyka jest tu nieubłagana, większość koniec końców traci. Nie wiem, czy opłaca się w to wchodzić, czekać na hossy krypto, które zazwyczaj nigdy nie nadchodzą i patrzeć, jak inwestycje znikają. Jak dla mnie, to będzie gigantyczne obciążenie nauką nowych rzeczy z niezbyt dużą nadzieją na zyski.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-08-2023

W krypto jest sporo hazardu. Trzeba to umieć, trzeba to lubić, a przede wszystkim trzeba mieć odpowiednią mentalność. Najgorsze co może być, to uwierzyć w szybkie i łatwe pieniądze. Spotkałem już w życiu ludzi totalnie zajaranych różnymi MLM, zarabianiem na pokerze, obstawianiem meczy, forexem i też krypto. Na razie nigdzie nie dałem się wciągnąć. Wszędzie dużą rolę odgrywa przypadek.

Obawiam się, że takie granie krótkoterminowe, o jakim pisze neko1witek, bardzo by mnie wykańczało nerwowo, a wsparcia u moich znajomych zajmujących się tematem na pewno bym nie szukał, bo to cwane lisy i mogliby chcieć wykorzystać moją niewiedzę, żeby na mnie zarobić.
Długoterminowe odkładanie niewielkich kwot w różne waluty bez ciągłego sprawdzania kursów wydaje się bardziej racjonalne z mojego punku widzenia. Popieram się tu blogiem bitfilar pl gdzie gość dokupuje sobie za niewielkie sumy każdego miesiąca od kilku lat.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - neko1witek - 04-08-2023

(04-08-2023, 12:33 AM)tomakin napisał(a): Jak już wspominałem, giełda to w zasadzie kolejny mechanizm służący do tego, by kasa od ludzi mniej zamożnych przeszła na konta bardziej zamożnych. Można na tym zarobić, jasne, ale statystyka jest tu nieubłagana, większość koniec końców traci. Nie wiem, czy opłaca się w to wchodzić, czekać na hossy krypto, które zazwyczaj nigdy nie nadchodzą i patrzeć, jak inwestycje znikają. Jak dla mnie, to będzie gigantyczne obciążenie nauką nowych rzeczy z niezbyt dużą nadzieją na zyski.

Masz rację i nie masz racji.
Po pierwsze hossy są i będą. Są regularnie co 4 lata i są łączone z halvingami. Oczywiście hossy na krypto są i będą, ale są coraz mniejsze i coraz rzadsze. Np. były co 4 lata i rosły o 300%, a teraz są co 4 lata i 2 miesiące i rosną o 280%.
Hodlowanie krypto, czyli trzymanie ich pod hossy jest bardzo łatwe i nie da się na tym stracić, trzeba znać tylko podstawy. Wystarczy posłuchać Ostapowicza i kilku innych, którzy zjedli na tym zęby. Dają porady za darmo. Nie sprzedają żadnych kursów, żyją z oglądalności na YouTubie.
Statystycznie 95% ludzi traci na giełdzie, ale to nie jest dużo. To oznacza, że 5 osób na 100 jest w stanie z tego wyżyć.
Krypto jest naprawdę bajecznie łatwe, to giełda jest trudna, ale też nie jest niemożliwa do zrozumienia.
Ten mój znajomy siedzi w tym dopiero kilka lat i ogarnął temat na tyle, aby zarabiać sporo kasy.
Drugi siedzi w tym 25 lat i ma zupełnie inne podejście, zarabia takie pieniądze, że nie możemy sobie tego wyobrazić.
Jeden gra tylko technicznie i gra przy kawie, drugi analizuje rynki przez 18 godzin dziennie i posługuje się analizą globalną plus trochę techniki. Obaj robią kasę.
Każdy człowiek jest inny i każdy znajdzie swój sposób i przedział czasowy w którym się dobrze czuje.

Jeżeli chcecie się nauczyć podstaw, to zapraszam do mnie na grupę na discordzie. Jest darmowa i uczymy się od siebie nawzajem. To żadna reklama, nie robimy na tym kasy, po prostu jesteśmy grupą ludzi, która płaciła za ten sam kurs u jednego debila i potem odeszliśmy z kursu i stworzyli grupę.

Była nas około stu osób, ale praktycznie jest tam z 5 osób się udzielających. Ale mamy wszystkie materiały w jednym miejscu, nie trzeba latać po internecie.

Mamy dział krypto, ale bardziej uczymy się ogólnie giełd i handlu na walutach, złocie, ropie, kawie, pszenicy, apple, toyotą itd.
Chodzi o to, że na krypto nie bardzo jest sens grania codziennie, jest tam mało płynności i łatwo manipulować rynkiem. Na krypto jest warto grać tylko pod hossę, czyli long term.

A pozostały rynek jest boski, bo możesz grać codziennie.

(04-08-2023, 10:43 AM)Temper napisał(a): W krypto jest sporo hazardu. Trzeba to umieć, trzeba to lubić, a przede wszystkim trzeba mieć odpowiednią mentalność. Najgorsze co może być, to uwierzyć w szybkie i łatwe pieniądze. Spotkałem już w życiu ludzi totalnie zajaranych różnymi MLM, zarabianiem na pokerze, obstawianiem meczy, forexem i też krypto. Na razie nigdzie nie dałem się wciągnąć. Wszędzie dużą rolę odgrywa przypadek.

Obawiam się, że takie granie krótkoterminowe, o jakim pisze neko1witek, bardzo by mnie wykańczało nerwowo, a wsparcia u moich znajomych zajmujących się tematem na pewno bym nie szukał, bo to cwane lisy i mogliby chcieć wykorzystać moją niewiedzę, żeby na mnie zarobić.
Długoterminowe odkładanie niewielkich kwot w różne waluty bez ciągłego sprawdzania kursów wydaje się bardziej racjonalne z mojego punku widzenia. Popieram się tu blogiem bitfilar pl gdzie gość dokupuje sobie za niewielkie sumy każdego miesiąca od kilku lat.

Wiesz, takie granie krótkoterminowe jest wygodne, bo wchodzisz w pozycję i po kilku minutach jesteś wyjaśniony, bo albo wywala Cię z rynku, albo cena idzie w Twoim kierunku i zbierasz zysk. Ale nie polecam żółtodziobom (sam nim ciągle jestem). Chodzi o to, że stresu nie ma dużego, bo grasz małymi sumami. Nie jak Ci debile fachowcy polecają maks 5% kapitału, ale u mnie jest to max 1%, ale staram się grać nawet 0.1%. To daje Ci spokój i nie stresuje aż tak bardzo.
Granie na godzinówce np. to stres przez wiele godzin. Grałem tak i więcej tego nie będę robił. Pozycja otwarta godzinami, nawet dniami. Nie możesz spać, bo rano może być pozamiatane itd. Oczywiście masz ustawione zabezpieczenia, ale na początku ludzie bardzo wierzą, że cena pójdzie tam gdzie chcieli i dokładają kasę, aby ratować pozycję.
Przechodziłem przez to wiele razy. Ostatnim razem trzymałem pozycję 4 miesiące i dokładałem kasę. Skończyło się na tym, że zamiast zaakceptować początkową stratę 200$ to ratowałem pozycję na wiele sposobów. Ratując ją ugrałem 1000$ na plus, ale ostatecznie straciłem 4000$, w tym pieniądze na czynsz i jedzenie.

Teraz już tego nie robię, przeszedłem najważniejszy etap tradera, czyli godzenie się ze stratami. Poza tym oduczyłem się grania pozycji 1:1, czyli wkładasz 100$ i zyskujesz 100$ albo tracisz 100$. Czyli trafiając w ruch 6 razy na 10 jesteś w stanie zarobić 200$ przy 10 próbach.
Z "wiekiem" uczysz się precyzyjności w wejściach. Ja ostatnio trafiłem np. 1:10, czyli wkładając np. dolara masz zysku 10 dolarów. Co oznacza, że przy 9 błędnych wejściach i tak jesteś w zysku jak wejdzie Ci dziesiąta pozycja.

To jest mój cel. Ci "guru" co mnie uczyli grali 1:1, maks 1:2 pozycje, a Ci co ostatnio mnie uczyli grają 1:10 a nawet 1:20 pozycje. Przy skuteczności 80% policzcie sobie jaka to jest kasa.

Sumując... dla mnie to jest nowość i uczę się tego, ale jestem ciągle ulicą. Mój cel to około 2 lata nauki. Obecnie jestem na 16 miesiącu.
Najgorsze jest to, że pierwszy rok przewaliłem na słuchanie debili. Wydaje mi się, że gdybym miał dobrego nauczyciela to byłbym w stanie po roku już zarabiać.
Obecnie idzie mi coraz lepiej, ale jeszcze to nie jest czas, abym włożył w to prawdziwą kasę.

Moje konto to 100$ i wchodzę w pozycję za dolara. I tego się trzymam dopóki nie zanotuje skuteczności takiej jakiej bym chciał.
Jak to się stanie, to wrzucam w to więcej kasy i pomnażam to powoli.

Mój cel to ogarnąć rynek i potem dać znajomym na namiary na moje konto. Oni otwierają moje konto opcją copy trader i bez żadnej wiedzy po prostu ich konto kopiuje moje ruchy.
Oni zarabiają kasę bez żadnych umiejętności. Kasa płynie im na konto bez ruszania palcem.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - Temper - 04-08-2023

Masz zdrowe podejście do tematu, dzięki za podzielenie się obszerną wiedzą. Na błędy początkującego nie mogę sobie jeszcze pozwolić, ale za jakiś czas spojrzę na to dokładniej, choćby i na sucho. Bo na razie nie wiem nawet, jak można mieć dźwignię aż 1:10 czy 1:20.

Dziś mamy wolne w pracy i to właśnie dziś odczułem pierwsze oznaki zmęczenia. Spałem 12 godzin, a po obudzeniu i tak leżę w łóżku, bo wszystkie mięśnie mnie bolą. Brygadziści oczywiście straszą, że jak ktoś rzuci pracę i wyjedzie wcześniej niż w październiku, to trafi na czarną listę i już nigdy nie będzie mógł tu przyjechać. Ale to blef, bo nie mają aż tak dużo chętnych, żeby mogli wszystkich zajeżdżać fizycznie, więc mam to w pompie.

Natomiast to, co mnie dziś poruszyło, to informacja, która obiegła hotel z rana. Dziś w nocy zmarł młody chłopak. Z przepracowania. Miał 22 lata, pracował jako kierowca i ładowacz. Woził wszystko na hale, na pola, do hurtowni. Wstawał o 3 w nocy, a kończył pracę o 22. Wczoraj przyszedł wyjątkowo wymęczony, było mu wciąż gorąco, więc wyszedł w nocy na parking do swojego samochodu. Rano go znaleźli martwego. W samochodzie służbowym i własnym miał mnóstwo puszek po energetykach, bo chlał je na potęgę razem z kawą. Cisnął ile wlezie godzin, żeby jak najwięcej zarobić. Nie wiem, może miał jakąś wadę serca, o której sam nie wiedział i od wysiłku i energetyków w końcu padł. To już w sumie trzeci zgon w pracy, który widzę podczas pobytu zagranicą. I to zawsze wywołuje u mnie refleksję, czy warto dalej tak się męczyć i ryzykować wszystko dla pieniędzy.

Zastanawiam się, co dokładnie zrobić ze sobą potem w Polsce. Do jakiej pracy iść. Będę musiał kłamać w CV. Wcześniej myślałem, żeby wynająć sobie cokolwiek i nie wracać do matki, ale wydaje mi się, że mam lepsze rozwiązanie. Mam 80 km do Poznania, więc zamiast się wyprowadzać i płacić od razu za wynajem, będę dojeżdżał. 50 minut pociągiem, kilkanaście połączeń dziennie w obie strony, bilet miesięczny 400 zł. Matka nie będzie mi płakać, że się wyniosłem na stałe, a ja sobie rano wyjadę i późnym popołudniem albo wieczorem wrócę. I nikt mi nie będzie narzucał, co i ile mam jeść, gdzie chodzić itp. Będę wracał tylko spać. A z czasem, jak się ogarnę trochę, to wtedy mogę coś sobie wynająć. Poznań ma najniższe bezrobocie w Polsce, więc coś powinienem znaleźć, a po pracy mogę spróbować ogarnąć siłownię, może jakieś sztuki walki, rozrywkę, albo iść do biura coworkingowego z lapkiem i tam się uczyć (są w Poznaniu darmowe coworkingi, a jak się pracuje przy ludziach, to przynajmniej człowieka do porno nie ciągnie).

Jeszcze co do pobytu zagranicą, to pracowałem kiedyś też przez agencje w Niemczech i Holandii i poznałem tam ludzi, którzy żyją w ten sposób od wielu lat. Praca spokojniejsza, bo w magazynie po 8 godzin, zarobią te 1500 euro na czysto. Po pracy piwerko i film. Mam z niektórymi kontakt do dziś i często mnie namawiają, żebym też pojechał. Dla nich to jest idealne życie. A dla mnie to prędzej czy później prowadzi do depresji. Chłopy po 40-50 lat mieszkają po kilku w pokojach wynajmowanych przez agencję, które nie są zbyt dobrej jakości nigdy. Czasem z dnia na dzień przerzucają ich między firmami i między kwaterami, bo muszą być tam, gdzie ich potrzebują. Nie ma żadnej stabilności. Języka nie znają, więc nic więcej poza wyjściem na zakupy i na spacer nie zwiedzą. Dla mnie to jest wegetacja. Mogę tak żyć tylko przez jakiś czas mając z tyłu głowy cel, który chcę zrealizować i następnie powrót.

Zauważyłem, że ich wspólną cechą często jest to, że mają żony i dzieci w Polsce. Mam wrażenie, że te wyjazdy to są dla nich formą ucieczki od złych decyzji z młodzieńczych lat. Zrobili sobie dzieciaki, których nie chcieli z babą, którą nie kochają. Wyjeżdżając zagranicę mogą sobie żyć nadal jak kawalerowie, a jedyne, co im przypomina o rodzinie, to konieczność wysyłania kasy co miesiąc. Taka kara finansowa za błędy sprzed lat. Spotkałem w Holandii faceta, który od 19 lat jeździł pracować do tej samej szklarni. Siedział tam 10 miesięcy każdego roku, pozostałe spędzał w Polsce. Mówił, że ma córkę. Spytałem, ile córka ma lat. Okazało się, że 18. Czyli nie ma go w domu od czasu, jak córka skończyła rok. Czy w tej sytuacji można powiedzieć, że on uczestniczył w wychowaniu dziecka? Czy córka zna ojca? Czy może jest dla niej obojętny, albo kojarzy go tylko z kasą wysyłaną co miesiąc?

Takie to mnie dziś przemyślenia nachodzą. Nie mówię im o tym nigdy w twarz, ani nie daję po sobie poznać. Jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy nie będę miał własnych dzieci, ale i tak nie chciałbym żyć, a raczej wegetować w ten sposób.


RE: Skrajna nieporadność życiowa i fobia społeczna - co robić? - tomakin - 04-08-2023

Kurde daj namiary na ten discord, tzn pewnie będę tam wisiał i tak, ale co mi szkodzi przerobić te materiały do nauki...

/edyta

Tak jeszcze odnośnie tego, że 95% traci, 5% wygrywa. Można by odnieść wrażenie, że jeśli jest się wśród 5% najinteligentniejszej części populacji, to szanse są całkiem OK. No to trochę nie tak. Na giełdzie gra górne 10%, no dobra, powiedzmy górne 20%. Automatycznie, 5% najlepszych z 20% najlepszych oznacza, że wygrywa 1% najlepszych z całej populacji.