Na tym forum można dyskutować o naturalnych metodach wspomagania leczenia wszelkiego rodzaju schorzeń i przypadłości, łącznie z rakiem czy AIDS.
Rejestracja / Register  Zaloguj / Login  Galeria  Czat  Mapa Google  
Szukaj Użytkownicy 




Portal partnerski: Dołącz do Vivy, ratuj zwierzęta, promuj wegetarianizm - nie zwlekaj!



Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Wielka prośba o pomoc, wskazówki
Autor Wiadomość
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-06, 16:03    Wielka prośba o pomoc, wskazówki

Opiszę swój problem. Jestem prawie 25 letnim młodym mężczyzną. Tamten rok był dla mnie trochę trudny psychicznie. Obrona dyplomu w lutym, rozstanie z długoletnią partnerką w lipcu, potem brak wypoczynku po roku akademickim W lipcu po parodniowym odpoczynku u kolegi nad jeziorem, poszedłem od razu do pracy.
Zawsze miałem werwę do życia. Na studiach czasem było mi ciężko coś wkuć, jak coś trafiło się beznadziejnego, ale chyba każdy tak ma. Ale w tamtym roku widziałem, że moja motywacja dostała w kość, już wiele rzeczy przestało mi się chcieć. Ze stresem radziłem sobie ogólnie dobrze w moim życiu.
Do tego po zakończeniu związku z moją byłą dziewczyną, rzuciłem się trochę w wir poznawania innych kobiet. Rozczarowania, jakie czasem temu towarzyszyszyły, powodowały różne reakcje, jak stres , zrezygnowanie itp.

W listopadzie a potem w grudniu było coraz gorzej. W lato, gdzie wystarczyło mi 5,5-6h snu, żeby funkcjonować na normalnych obrotach, to w grudniu czułem się kiepsko, duża apatia, nic nie chciało mi się robić, w pracy po prostu siedziałem podirytowany jak musiałem coś zrobić. Moja praca , gdzie wcześniej miałem chęć do działania, energię, wyglądała słabo. Siedziałem rozdrażniony, a jak miałem coś zrobić to czułem irytacje i czasem złość. Dodatkowo tak się złożyło, że praca jaką wykonywałem, nie miała za dużo wspólnego z kierunkiem jaki kończe, bardziej było to stanowisko, żeby w ogóle ‘obstukać’ się ze światem pracy, dlatego też często byłem wykorzystywany do tzw ‘czarnej roboty’ a co niektórzy bezczelnie się mną wysługiwali. Ze względu na to, że byłem najniżej w hierarchii, nie mogłem się postawić. Wiadomo jak takie coś działa na człowieka. Wyglądało to pod koniec tak, że czekałem te 8h, żeby klasycznie 'odbębnić' i do domu.
Co do wyglądu mojego ciała Doszła blada skóra, gdzie już zauważyłem to sporo wcześniej, ale sądziłem, że to nic nadzwyczajnego. Słabe włosy, suche, cienkie, mam wrażenie, że lekko przerzedzone, po umyciu wyglądały jak siano, gdzie zazwyczaj za młodu miałem ładne i gęste włosy. Gdzieś od co najmniej roku, albo nawet więcej, zauważyłem, że wokół oczu mam na dole takie szerokie worki. Nie opuchniete powieki, tylko opuchlizna poniżej krawędzi kości oczodołu Badałem mocz. Wszystko ok, więc to nie problem z nerkami. Do tego od paru lat chronicznie spływa mi wydzielina po gardle, którą muszę odkasłać. Byłem u laryngologa. Stwierdził, że mam żółto-biały nalot, który prawdopodobnie wiążę się z jakimiś problemami żołądkowymi. Idę niedługo na gastroskopię. Dostałem też skierowanie na badanie alergologiczne.

I teraz wątki nerwicowe.
Pierwsze coś takiego w ogóle jak atak paniki miałem przeszło 2 lata temu. Pamiętam, że był to okres posesyjny na studiach, gdzie wtedy naprawdę było kupę nerwów. Wtedy po sesji, spotkałem się z moimi znajomymi, moją dziewczyną na domówce, jakieś dobre jedzonko i nie za dużo alkoholu. Kolega po kilku godzinach zaproponował zapalenie trawki w kuchni (moja dziewczyna nie lubiła kiedy to paliłem). Było to może z 4 czy 5 palenie w moim życiu. Poprzednie palenia były normalne, tzn raz była tzw ‘zamuła’ a raz kupa śmiechu i luz. Zapaliłem i wróciliśmy do towarzystwa. Czułem, że mnie bierze i co najgorsze wkręciłem sobie, że moja dziewczyna już widzi, że zapaliłem i będzie awantura. W moment dostałem ataku. Puls mi skoczył, szczęka zdrętwiała, lewa ręka również. Czułem, że umieram i to pewnie atak serca, co jeszcze dodatkowo nakręcało strach i lęk. Puls był taki mocny, że aż cała szyja mi tętniła. Położyli mnie na łóżku, ale nie mogłem się uspokoić. Zmierzyli puls, był około 200 uderz./min. W końcu stwierdziłem, że mam gdzies konsekwencję i jedziemy do szpitala. Na miejscu dali mi coś pod język na uspokojenie i zaczęło odpuszczać. Po powrocie do domu padłem ze zmęczenia. Na drugi dzień zero konsekwencji, było tak jak zawsze. Wtedy powiedziałem, że już więcej nie zapalę.
Kolejny atak, a raczej jego początki miałem jakoś pod koniec sierpnia w tamtym roku. Wtedy to zobaczyłem na peronie jedną osobę, którą akurat w tamtej chwili nie chciałem widzieć. Wtedy byłem po cięższym dniu w pracy, wypiłem kilka kaw i wypaliłem trochę papierosów. ( co do fajek, to paliłem je od 17 roku życia. W wieku 21 lat rzuciłem i po prawie 3 latach niepalenia, znów wróciłem do nałogu. Obecnie znów nie palę od przeszło 2 mscy). Czułem ciepło w głowie, mrowienie, zwiększenie tętna i ciśnienia. Wtedy zwalałem to na ciężki dzień, kawę i papierosy.
Kolejny pseudo-atak, miałem pod koniec października. Wracając z pracy, zaczął mi sztywnieć kark. Nie ukrywam, że się tego przestraszyłem. Zacząłem mrugać oczami, co jeszcze bardziej powodowało, że napięcie przesuwało się wzdłuż głowy. Znów to ciepło w głowie, mrowienie skóry głowy, jakby drętwiała. Przestraszyłem się, wzrosło ciśnienie i tętno. Potem już do końca dnia chodziłem podenerwowany. Oczywiście nazajutrz minęlo. To trochę skłoniło mnie do zainteresowania się swoim stanem zdrowia. Zrobiłem morfologię. Ogólnie wyniki były ok. 2 wartości były lekko za małe. Bazofile i płytki krwi. Znowu lekko ponad górną normę, miałem limfocyty atypowe, ale wtedy jakoś byłem po przeziębieniu, więc może dlatego te rozbieżności. OB wyszło 2mm/h.


W grudniu przed Świętami, miał kulminacyjny atak, gdzie od tego wszystko się pochrzaniło. Wtedy spotkałem się z koleżanką, która notabene teraz jest moją dziewczyną. . Jak mnie zobaczyła to od razu spytała się, czy coś mi jest, bo wyglądam słabo, w sensie podpuchnięte oczy i bladość twarzy. Zważywszy na to, że wtedy trochę zacząłem analizować swój stan zdrowia, spiąłem się. Po spacerze na mroźnym powietrzu, miałem jakiś atak Zaczęlo się od tego, że od zimna napięły się mieśnie karku. Dla mnie wcześniej taki stan był obcy, więc potraktowałem to jako ‘patologię’. Dodatkowo miałem wrażenie, że ludzie w kawiarni przyglądają mi się, co dodatkowo nakręciło myśli, że może ‘Boże , faktycznie może coś poważnego ze mną’ 
Nagle poczułem się źle, rozpierający ból w głowie, zbladłem, brakowało mi tchu, puls skoczył zdrowo do góry. Stwierdziłem, że wychodzimy. Na powietrzu było trochę lepiej, ale dalej było źle. Przez moment miałem myśl, żeby dzwonić po pogotowie. Na szczęście koleżanka, która jest teraz moją partnerką jakoś mnie uspokoiła i mi przeszło stopniowo. Wróciłem do domu. Nazajutrz zacząłem się nakręcać i szukać w Internecie co może mi dolegać, od nowotworów po robaki i grzybice, bo sporo objawów pasowało. Nie muszę mówić co się działo wtedy z moją głową. Były momenty, że traciłem poczucie sensu życia i do tego dochodziły nieuzasadnione i co najgorsze lęki o niewiadomej przyczynie i nieznanym powodzie.
Chodziłem znerwicowany, blady, z burzą w głowie. Dziwię się, jak zaliczyłem styczniową sesję w takim stanie. To był chyba najgorszy okres w moim życiu.
Do tego doszły bóle karku, które btw miałem już w maju. Pamiętam, że wtedy jakoś siedziałem i się uczyłem i nazajutrz rano obudziłem się z silnym bólem karku i jego sztywnością. Tak, że aż głowa mnie bolała i miałem uczucie jakby ktos mi dał czymś ciężkim w głowę z tyłu, czyli takie zamulenie. Wtedy dostałem od rodzinnego Olfen i po paru dniach przeszło. Po ataku z grudnia, bóle trwają nadal
Lekarz rodzinny skierował mnie na RTG szyi. Wyszło, że mam ‘ograniczenie lordozy C’ , jednakże podobno to nie powinno wpłynąć na bóle szyjne. Poszedłem do neurolog. Przebadała mnie na bodźce i reakcje. Wszystko ok. Dała mi na EEG głowy. To był okres, gdzie miałem dni, gdzie było względnie dobrze a były też takie, gdzie pojawiały się te lęki. Pamiętam, że wtedy w dniu badania spałem kiepsko i ogólnie czułem się też kiepsko. Na badanie pojechałem, ale czegoś podświadomie się bałem. Pamiętam, że podczas fotostymulacji zacząłem się bać, miałem namiastki tego co było w grudniu czyli ciepło w głowie, ból rozpierający i zwiększone tętno. Ledwo się opamiętałem.
Sam wynik wyszedł w miarę dobry. Neurolog powiedziała, że jest w granicach normy, a ten mój atak nie miał wpływu na sam wynik, bo drobne odchyłki wyszły przy hiperwentylacji, gdzie wtedy jak pamiętam leżałem zrelaksowany. Po wszystkim powiedziała, że to wina nerwów, żebym wyluzował i dała mi na zabiegi rehabilitacyjne na szyję. Na dłuższą metę nic to nie dało.
Dodatkowo po tym całym ataku, mam szumy w uszach, które są co prawda mniejsze teraz, ale są. Są to szumy, które trwają cały czas. Czasem tylko krótko bardzo po przebudzeniu ich nie mam, czyli góra pół minuty.
Do tego doszły przekrwione spojówki i czerwone naczynka widoczne na białku oka. W styczniu, przez parę dni miałem syndrom czerwonych oczu, wtedy pomogły krople ze świetlika. Noszę też soczewki, może to od tego, tylko dziwne jest, że mam to mniej więcej od tego ataku. Najgorzej jest rano jak wstanę. Wtedy oczy moje są właśnie lekko przekrwione, takie ‘mdłe’, może nawet białko wpada lekko w kolor siny. Z dniem to mija, żyłki się chowają, ale i tak trochę ich jest, gdzie wcześniej tego nie miałem.
Co do oczu, warto też wspomnieć o fakcie, że mniej więcej od tego ataku, mam śnieżenie optyczne, połączone z mętami na jasnych tłach. Stwierdzam również, że przez ostatni rok, przerzedziły się moje włosy, jak je myję to wypada ich koło 30, ale nie widać, żeby odrastały nowe.


Dodam jeszcze, że są dni lepsze i gorsze. Lęki jako takie zniknęły, chociaż czuję, że nie jestem do końca jeszcze sobą i jak sobie przypominam, jaki byłem jeszcze kilka lat temu, jakie odczuwałem emocje, jak potrafiłem się cieszyć się z życia, to robi mi się dziwnie, nie umiem opisać tego stanu. Dodatkowo ta sztywność karku, powoduję, że rano jak wstanę też czuję się kiepsko.

Co do objawów jeszcze, to zdarzało się, że budziłem się z krótkiej drzemki i musiałem szybko wciągnąć powietrze, bo czułem, że mi go brakuję.
Ostatnio po obiedzie przyciąłem sobie drzemkę. Naglę przebudziłem się z brakiem powietrza w płucach i dosłownie zbiegłem z łóżka i zacząłem głośno wciągać powietrze, z wielkim trudem, coś w stylu jak kogoś się przetrzyma długo pod wodą a potem ten ktoś na powierzchni zaczyna oddychać.
Jakoś w marcu zacząłem podejrzewać tarczycę i hormony, gdyż na twarzy byłem lekko bardziej okrągły niż zazwyczaj.
Z tarczycą pudło. TSH wyszło 1,5, gdzie norma to 0,27 do 4,2. FT3 w środku normy, jedynie FT4 bliżej dolnej granicy. Morfologia raczej w normie. WBC 6,1 gdzie norma 4-10.
Jedynie skład leukocytów już trochę mniej w porządku. Neutrofile 2,79 a norma 2,25-7,35 i procentowo wyszło za mało. Tak samo z płytkami krwi. Ogólnie 180, gdzie norma 130-400 ale procentowo już za mało. Pasożyty odrzuciłem na 99%. Eozynofile 0,08, przy normie 0,04-1.
Ważną rzeczą jest fakt, że gdzieś koło 14 roku życia zaczęły się moje problemy z trądzikiem. Początkowo na plecach, było tego dużo. Twarde podskórne krosty, które bolały mocno przeplatane z tymi drobniejszymi. Potem trądzik rozprzestrzenił się na klatkę i brzuch a potem na czoło. Wybrałem jakiś lek, który pomógł ale nie zlikwidował problemu do końca. Do tej pory mam trądzik i co parę dni wyjdzie mi jakiś syf na plecach czy czole..
Do tego od kiedy pamiętam parę dobrych lat wstecz, codziennie musze myć głowę , bo mam spory łojotok, a co najlepsze, czasem moja skóra na twarzy potrafi być sucha.

Od przeszło miesiąca zażywam B-complex, B12. Ostatnio kupiłem 1kg Witaminy C, ze względu na to, że ostatnio mało jadłem warzyw i owoców a przez stres, papierosy itp. Zażywałem też dziurawiec na poprawę nastroju.Utworzyło się sporo toksyn i trzeba to jakoś wyprowadzić z organizmu. Ogólnie w porównaniu z tym co było parę mscy temu czuję się sporo lepiej, ale to jeszcze nie jest to.
Cóż , całość jest długa , ale chciałem precyzyjnie to opisać. Za wszelkie sugestie, serdecznie dziękuję. Pozdrawiam
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-07, 02:30    

Co Taeda, znowu po jednym objawie zdiagnozowałeś chorobę i rozpisałeś całą terapię? Nigdy się kurde nie nauczysz...

@Autor wątku - z nerwicą jest ten problem, że gdy się denerwujesz, zmienia się poziom niektórych hormonów w organizmie, co powoduje zarówno szereg objawów, jak i zmiany w niektórych wynikach badań. Bardzo ciężko wtedy odróżnić, co jest przyczyną, a co skutkiem, prosty przykład, żołądek i refluksy, skutkujące nalotem i "spływaniem" w gardle - może być tak, że podrażnienie żołądka nasila stany lękowe, ale też tak, że nerwy powodują zwiększenie wydzielania kwasu solnego oraz powodują relfuks. I pytanie, co jest skutkiem, a co przyczyną?

Przydałoby się zrobić kilka dodatkowych badań, przynajmniej wapń, ferrytynę i cholesterole, bo to może na suchą skórę jakoś naprowadzić, warto też chociaż te podstawowe badania wątroby machnąć, próby i bilirubinę.

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=4968

w tym temacie masz opisany proces "wpędzania" się w nerwicę, może trochę rozjaśnić.

Teraz pytanie, czy ataki pojawiły się na skutek stresu związanego z trybem życia, czy na skutek jakiegoś schorzenia (czy to jakaś infekcja, czy np niedobór witaminy D3 z powodu unikania słońca), czy może winne jest jedno i drugie - delikatna choroba nie skutkowała atakami, dopóki nie wystawiłeś się na długotrwały stres?

Na początek machnij te podstawowe badania, możesz też dodać resztę z tego dużego tematu o nerwicy albo ze stronki www.nerwica.vegie.pl

a zatoki się prosto i banalnie leczy podnosząc naturalną odporność.
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-07, 19:02    

OK, więc od początku. :)

@Taeda. Otóż mam jakieś objawy jelitowe. Jest to często nadmierna ilośc gazów. Ciężko powiedzieć tutaj, jaka ilość gazów jest 'optymalna', jednakże zdarza się, iż czuję różnego rodzaju przelewania w żołądku. Dlatego nie bez przyczyny laryngolog dała mi na gastroskopie. Tutaj obraz zołądka powie coś więcej, może toczy się jakiś proces zapalny, albo jest nadkwasota/niedokwaśność itp.
Stolec codziennie jest z rana, czasem się zdarzy, że wieczorem albo kolejnego dnia, ale to raczej wtedy, gdy rano nie mam czasu na to. Ogólnie nie leje się ze mnie, ani nie mam uporczywych zaparć, czasem od święta, ale to zależy już od tego, co zjem.



Co do pasożytów też je w styczniu podejrzewałem, wtedy jak byłem znerwicowany , to sporo chorób dawało takie objawy jakie miałem ja. Obstawiam, że raczej ich nie mam , gdyż eozynofile wyszły w marcu w dolnej granicy, ale jak się mocno uprę, mogę dać kał na posiew, zwłaszcza, że to nie jest jakiś majątek.

Co do zatok. Spływanie, odchąkiwanie flegmy, nalot na języku jest już ho ho...dobre 6 czy 7 lat z różna intensywnością, ale jest. Możliwe, że doczepił się, albo doczepiły patogeny, gdy w tamtym roku byłem osłabiony i po czasie dały takie a nie inne objawy. Pozostaje kwestia czerwonych naczynek w oku, które niby się zmniejszyły ale są nadal. No i mroczki plus męty i szumy uszne.

Jeżeli mam być szczery, po tym jak skończyłem długoletni związek, trochę kobiet poznałem. Z niektórymi miałem kontakt intymny. Może tutaj warto przeanalizować sprawę?

@Tomakin

Z hormonami masz rację. Zwłaszcza z kortyzolem, noradrenaliną. Ten pierwszy powoduję m.in tycie, a mam trochę tzw 'pućki' na policzkach. Tzn zawsze je miałem, ciężko ocenić czy to wina działania kortyzolu. Rozstępy też mam. Ale to głównie od tego, że jakies 8 lat temu w krótkim czasie przez złą dietę i alkohol przyytłem z 8kg, głównie w biodrach i brzuchu.

Co do badań. Wiadomo, jak lekarze podchodzą do dawania na badania. U mnie rodzinny to taki typowy karierowicz, nachapał się na pacjentach i zawsze szczędził na badania. Próby tarczycowe robiłem przykładowo z własnej kieszeni, gdyż wymyśliłby sto innych powodów, żeby mnie zbyć.
Co do cholesterolu. Zrobiłem właśnie z tarczycą. Całkowity wyszedł 210, przy normie do 190. Brak frakcji, gdyż zapomniałem o tym powiedzieć pielęgniarce.

''Teraz pytanie, czy ataki pojawiły się na skutek stresu związanego z trybem życia, czy na skutek jakiegoś schorzenia (czy to jakaś infekcja, czy np niedobór witaminy D3 z powodu unikania słońca), czy może winne jest jedno i drugie - delikatna choroba nie skutkowała atakami, dopóki nie wystawiłeś się na długotrwały stres? '' - odniosę się do tego.
Był okres, że faktycznie wierzyłem w coś takiego jak nerwica. Sądziłem, że od stresu moje neurony zostały przeciążone i po prostu zaczęły 'iskrzyć'. Jednakże zadałem sobie pytanie : czy nerwica jest skutkiem niedoborów mikro i makroelementów, czy też to jest wina przeciążenia stresem?
Coraz bardziej zaczynam wierzyć, że to przez jakiś niedobór albo schorzenie, spadła odpornośc na stres i narodziła się nerwica. Owszem, ten indydent parę lat temu po trawce wybitnie móże wskazywać, że to typowa nerwica, ale wtedy te to był okres wzmożonego napięcia nerwowego, jednakże nazajutrz wtedy nei zaprzątałęm sobie głowy tym atakiem.
Myślę, że ciężko jednak na 100% ocenić. Napewno stres zrobił swoje , czyli pogłębił to, co spowodowały niedobory.
Co do witaminy D3. Ostatnie porządne wakacje, jakie miałem ze słońcem, były w 2012 roku , gdzie przez ponad tydzień smażyłem się w Tunezji. W 2013 roku nigdzie nie wyjechałem odpocząć, ale na słońce sięchętnie wystawiałem. Inaczej było w przypadku roku 2014. W tamtym roku maj był kiepski. Potem w czerwcu nauka, małe wystawianie się na słońce i od lipca praca w biurze. Tylko w sierpniu przez 2 dni u koelgi nad jeziorem miałem okazję porządnie się poopalać, wtedy wróciłem z tego pobytu brązowy, choć też stosowałem filtry, więc produkcja wiatminy D3 nie szła pełną parą. Potem jakoś po 10 sierpnia pogoda się zepsuła i już potem była praktycznie zerowa ekspozycja na słońce.
We wrześniu już jest mniejszy kąt padania promieni słonecznych, ludzie chodzą już szczelniej ubrani i o syntezie witaminy D3 można pomarzyć. Dlatego w ciemno parę dni temu kupiłem krople Dr Jacobs. Stosuję dzienne dawki rzędu 15-20tys IU. Wydaję mi się, że minimalna poprawa jest, chociażby może odrobinę mniejsza sztywność karku, ale to ciężko ocenić po 2 dniach suplementacji.
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-08, 03:46    

Powiem może jak było ze mną z nerwicą. Złożyły się przynajmniej trzy elementy

- mega nerwowa atmosfera w domu, w zasadzie nie zdarzała się przespana noc z powodu awantur, ciągle wszyscy jak na szpilkach
- bardzo dużo zarodników pleśni w sypialni - wyrosło mi dziadostwo za szafą gdzie nie było widać, przez co non stop miałem katar i zaczerwienione oczy
- krytycznie niski poziom witaminy D3

Można zapewne jeszcze parę rzeczy dorzucić - niski poziom jodu, niski B12, niski cynku, ale te trzy pierwsze były, jak teraz oceniam, najsilniejsze. Gdyby chociaż jednego z nich zabrakło, prawdopodobnie nerwica nie rozwinęłaby się, ale wszystkie trzy spowodowały, że w końcu organizm ześwirował.

I główny problem jest w tym, że jak raz się hormony przestawią, to potem ciężko o zmianę, człowiek wpada w "spiralę" nerwicową którą opisałem w podlinkowanym temacie. Sam zaczyna się nakręcać. W efekcie nawet jeśli znikną te dwa ostatnie, wynikające ze stanu zdrowia elementy, pewien poziom zdenerwowania pozostanie.

A co dla Ciebie powinno być najistotniejsze - do momentu załamania nerwicowego było wszystko ze mną OK, pomimo tego, że przez cały czas miałem taki sam poziom niedoborów żywieniowych, czułem się super - no, w każdym razie bez problemu mogłem wsiąść w pociąg i pojechać sobie do Warszawy. Miesiąc później nie byłem w stanie przejechać dwóch przystanków autobusem. Co oznacza, że problem zdrowotny niekoniecznie pojawił się niedawno, on mógł sobie tam istnieć gdzieś "w tle", rósł poziom hormonów stresu, aż w końcu przyszło załamanie i wszystko się rypło.

Badania oczywiście będziesz musiał zrobić prywatnie, te podstawowe dużo nie kosztują, poniżej 100 zł powinno wyjść za kompletny przegląd organizmu. A jak nic nie wyjdzie - pozostanie testować na sobie po kolei różne niedobory, z tych które ciężko zbadać, typu witamina B1, B6 czy kwasy omega 3. Nawet jeśli istnieje tam gdzieś jakaś "zwykła" choroba, to przez forum jej nie zdiagnozujemy. Jeśli to coś zakaźnego, cynk i D3, ewentualnie cysteina powinny sobie z tym poradzić.

Co zaś się tyczy chorób wenerycznych, objawy nie pasują tu do niczego popularnego.
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-08, 17:17    

@Tomakin,

dzięki za odp. Własnie wczoraj w rogu styków szyby z oknem, zauważyłem nieduże czarne nacieki, czyli jakiś grzyb, gdyż w zimie wykraplała się tam woda. Takie coś już było do dawna, ale średnio zwracałęm na to uwagę. Co do załamania mojego stanu w grudniu, wcześniej było dobrze, pomimo jakiś tam życiowych krętych ścieżek. Ale czułęm, że stopniowo jest gorzej, aż przyszedł moment kulminacyjny, po którym podnoszę sie powoli. W sumie wczoraj czułem się chyba najlepiej od kilku mscy co najmniej. Co ciekawe wczoraj byłem w parku i nawet sie opaliłem, przypominały mi się te błogie chwile z przeszłości, gdy lezałem gdzieś zrelaksowany w słońcu. Teoria o witaminie D3 chyba coś ma na rzeczy. :) Dodatkowo jak wspomniałem, od 3 dni jadę suplem w dawce 20tys IU.
Magnez, kompleks witamin z grupy, oddzielnie B12 i biotyna. Parę tyg temu wychyliłem nalewkę z dziurawca, gdyż myślałem, że coś jest z neuroprzekaźnikami. Jakaś lekka poprawa była.
Dzis zakupiłem omega 3 z olimpu, które chyba mają najwiecej EPA i DHA na rynku, planuję dziennie łykać z 4-5 kapsułek, gdyż zauważyłem, że w sumie od lat unikam pożywienia, które to zawiera. Dodatkowo cynk też z olimpu, dawka dzienna koło 50mg.

Kiedyś czytałem tak, że mogło nastąpić nałożenie się kilku dolegliwości, które osobno nie czynią dużo złego w ograniźmie, ale jak wzajemnie się nałożą jest po prostu wtedy trzęsienie ziemi w organiźmie. Podejrzewam, że od jakiegoś dłuższego czasu miałem pojedyncze niedobory/dolegliwości i jak doszedł stres, ciężkie przeżycia, to wiadomo co się stało :) Nie miałem takich lęków takich jak Ty, ale utrudniały życie, bo nagle potrafiły się pojawić. Czasem były tak mocne, np już przed zaśnięciem, że zaczęły mnie dręczyć jakieś głupie myśli 'jakby to było skoczyć z okna'. Teraz się z tego lekko śmieje, ale wtedy serio było nieciekawie.
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-10, 06:05    

naprawdę genialnie działa relaksacja Jacobsona, albo nawet zwykły zestaw ćwiczeń rozciągających, zaraz coś o tym napiszę w dziale z artykułami - to pozwala w prosty i przyjemny sposób przerwać ten zaklęty krąg podwyższonego poziomu hormonów, które powodują że wszystko człowieka denerwuje i jeszcze bardziej podnosi ich poziom

jakbyś miał objawy nadmiaru wapnia, czyli głównie suchość w ustach, zatwardzenia i częste sikanie, odstaw D3, bo to trochę wysokie dawki są, jak się unormuje możesz oczywiście wrócić do supli ale odstawiaj jak tylko takie objawy się pokażą - prawdopodobnie masz podniesiony poziom parathormonu i jak uzupełniasz D3, masz przez jakiś czas obydwa wysoko, przez co efekt jest jak przy przedawkowaniu witaminy, trochę czasu mija zanim organizm "załapie" i zbije poziom para.

a takimi małymi ilościami pleśni się nie przejmuj, u mnie to był cały wielki zielony korzuch.
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-11, 15:33    

Z chęcią poczytam o tej relaksacji :)
No właśnie jak narazie takowych nie mam. Nie sikam jakoś specjalnie więcej, pić też piję umiarkowanie.
Najbardziej martwią mnie te szumy uszne i bóle karku. Serio swojego czasu podjrzewałem jakiegoś guza mózgu. Mój wujek miał takowego i na niego zmarł. Ale u niego glejak jak się już ukazał, czyli jak miał zaburzenia pamięci, mylenie słów, jakieś lekkie niedowałady, to potem już poszło lawinowo.

Co do ferrytyny i poziomu żelaza. Zawsze pamiętam , jak moja matka mówiła, że jak jest dobry poziom hemoglobiny, to żelazo jest w normie. Ale chyba się wykosztuję i zrobię badanie na poziom ferrytyny.

Co do psychicznego podłoża nerwicy. Miałęm trochę stresu w rodzinie, gdyż moje relacje były z moim ojcem mocno średnie swojego czasu. Traumatycznych przezyć nie mam napewno. Po prostu ubiegły rok był wyjątkowo ciężki w porównaniu z ubiegłymi i coś w końcu pękło. Mam nadzieję, że to zwykłe braki w organiźmie, stres a nie jakaś poważna choroba.

BTW. Też od jakiegośczasu odkryłem, że moje paznokcie nei są jakies zachwycające. Mam bruzdy, czyli pionowe kreski na płytce paznokcia, przez co nie nie jest ona gładka.
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-13, 07:52    

Pokaż fotki tych paznokci, zobaczymy.

Szumy uszne mają tyle przyczyn, że z samego objawu nigdy nic się nie wywnioskuje, praktycznie zawsze jest to coś nieszkodliwego, a w przypadku nerwicy - zwykły brak dopływu krwi tam, gdzie powinna ona docierać.
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-13, 08:33    

http://ifotos.pl/zobacz/IMAG0707j_wwsprnh.jpg
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-13, 11:55    

Słabo trochę widać, ale - obłączki są, prążki - normalne, nie te które pojawiają się w przypadku schorzeń, wszystko z nimi na oko OK.
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-13, 18:07    

OK, dzięki. Dziś kupiłem probiotyk, który ma w jednej kapsułce 4,5 mlda bakterii. Podejrzewam , że w jakimś stopniu moje jelita nie pracują do końca ok.
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-15, 09:45    

jedno badanie daje trafienie zawsze, tylko trzeba wiedzieć jakie to ma być...
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-18, 23:21    

Nie mam objawów lamblii. Tak naprawdę jakbym miał możliwość, to położyłbym się na 2-3dni do szpitala na kompleksowe badania, pod kątem objawów które mam. Ale niestety, kacapy lekarze daliby mi etykietę gościa co symuluję choroby i odesłali z kwitkiem nerwica. Obstawiam, że szwankuję tutaj coś na osi DHEA-kortyzol, dodatkowo niedobór m.in witaminy D3 i coś z zatokami .
 
     
radek90

Dołączył: 06 Maj 2015
Posty: 49
Wysłany: 2015-05-19, 14:00    

Możesz polecić jakieś placówki w Warszawie, które zrobią to dobrze i w miarę tanio ?
 
     
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 15590
Wysłany: 2015-05-19, 21:08    

Pytanie tylko, co po diagnozie, bo nawet jeśli to zatoki (one NIE powodują nerwicy, ale dają sporo innych objawów), medycyna raczej nie zaoferuje to dobrego leczenia.
_________________
Pomogłem? Kliknij i też coś zrób dla innych!

http://zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=5093
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: